Reklama

Reklama

Palestyna zrywa stosunki z USA i Izraelem

Autonomia Palestyńska zerwała wszelkie relacje ze Stanami Zjednoczonymi i Izraelem, w tym również te związane z bezpieczeństwem – poinformował w sobotę prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas. Ma to związek z zaprezentowanym przez Donalda Trumpa planem pokojowym dla Bliskiego Wschodu.

Prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas przemówił w sobotę na zgromadzeniu Ligii Arabskiej. Arabscy ministrowie spraw zagranicznych spotkali się w stolicy Egiptu - Kairze, aby omówić plan Białego Domu, który zakłada zakończenie konfliktu izraelsko-palestyńskiego. 

Jak relacjonuje Reuters, na spotkaniu Abbas kolejny już raz oświadczył, że Autonomia Palestyńska całkowicie odrzuca plan pokojowy Trumpa.

"Poinformowaliśmy stronę izraelską, że nie będzie żadnych relacji - w tym tych związanych z bezpieczeństwem - ani z Izraelem, ani ze Stanami Zjednoczonymi" - powiedział prezydent Autonomii Palestyńskiej. 

Reklama

Abbas podkreślił też, że nie chce dyskutować z Trumpem na temat planu pokojowego. Odmówił też otrzymania kopii planu, aby go przestudiować. "Trump poprosił, żebym porozmawiał z nim telefonicznie, ale powiedziałem 'nie'. Mówił, że chce wysłać mi list, ale odmówiłem" - powiedział palestyński przywódca.

Plan pokojowy dla Bliskiego Wschodu

Prezydent USA Donald Trump w ogłoszonym planie pokojowym dla Bliskiego Wschodu wzywa do utworzenia dwóch oddzielnych państw - Izraela i Palestyny. Palestyńską stolicą miałoby być miasteczko Abu Dis, leżące 1,6 km od Jerozolimy Wschodniej.

Izrael uzyskałby pełną suwerenność nad żydowskimi osiedlami na Zachodnim Brzegu Jordanu. Projekt zakłada też zamrożenie na cztery lata żydowskiego osadnictwa na palestyńskich terenach administrowanych obecnie przez Izrael, a także całkowitą demilitaryzację Palestyńczyków. 

Projekt zakłada także wielomiliardową pomoc gospodarczą dla Palestyńczyków, a także ich zgodę na całkowite rozbrojenie.

Krytyka propozycji Trumpa

Plan, który ma rozwiązać ponad 70-letni konflikt izraelsko-palestyński to jedna z wyborczych obietnic Donalda Trumpa. Spotkał się z krytyką części społeczności międzynarodowej oraz ekspertów. Zarzucali oni amerykańskiej administracji podejmowanie decyzji korzystnych wyłącznie dla Izraela i zaangażowanie w plan osób, które nie mają doświadczenia w pracy na Bliskim Wschodzie.
Projekt ściągnął na siebie krytykę polityków palestyńskich oraz części polityków z Izraela. Do głosów krytyki dołączyło też wiele krajów regionu.

Po ogłoszeniu planu w miastach Zachodniego Brzegu doszło do starć Palestyńczyków z izraelską policją. Rannych zostało kilkanaście osób. Kilka tysięcy osób protestowało też w palestyńskiej Strefie Gazy.

Libański Hezbollah oświadczył, że plan ma zniszczyć Palestyńczyków, a rządzący w Gazie Hamas uznał, że pomysł jest "agresywny". Egipt wezwał obie strony do negocjacji.

Tymczasem Arabia Saudyjska, Jordania, Katar i Zjednoczone Emiraty Arabskie oświadczyły, że doceniają wysiłki Stanów Zjednoczonych, mające na celu osiągnięcie porozumienia pomiędzy Izraelem a Palestyną. Zarówno ONZ, jak i Jordania oświadczyły, że rozwiązanie problemu możliwe jest jedynie w oparciu o granice państwa palestyńskiego z 1967 r. i o potwierdzające je międzynarodowe traktaty.

"Nie padniemy na kolana"

Palestyna od razu zdecydowanie odrzuciła propozycję prezydenta USA.  

"Po nonsensie, który usłyszeliśmy, wypowiadamy tysiąckrotne 'nie' dla tego 'porozumienia stulecia'" - oświadczył palestyński przywódca we wtorek na konferencji prasowej w Ramallah na Zachodnim Brzegu Jordanu. "Nie padniemy na kolana i nie poddamy się" - dodał Abbas, zaznaczając, że Palestyńczycy będą stawiać opór planowi zaprezentowanemu przez USA za pomocą "pokojowych, powszechnych sposobów".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje