Reklama

"Obywatele Rzeszy". Służby przez wiele lat nie traktowały problemu poważnie

Zatrzymanie 25 członków ugrupowania "unia patriotyczna" to dopiero początek aresztowań wśród osób, które określają siebie "Obywatelami Rzeszy" (Reichsbürger). To ludzie, którzy nie akceptują obecnego ustroju w Niemczech, uważając, że Republika Federalna Niemiec to nielegalny twór powołany do życia przez aliantów po drugiej wojnie światowej. Wg wstępnych szacunków w Niemczech jest blisko 23 tys. osób, które przynależą do grup identyfikujących się z tym ruchem. Tydzień temu niemieckie służby przeprowadziły w całym kraju nalot na mieszkania osób, które przygotowywały pucz. Jeden z planów ekstremistów zakładał atak na Bundestag, uwiezienie parlamentarzystów i powołanie rządu komisarycznego.

Problem jest bardzo duży - uważa dziennikarz i publicysta Andreas Speit, który od lat zajmuje się badaniem tej sceny w Niemczech, autor kilku książek dotyczących neonazizmu i zjawiska jakim są "Obywatele Rzeszy". 

Jego zdaniem niemieckie służby przez wiele lat nie traktowały problemu poważnie. Dopiero po jednej z akcji policji w roku 2016, kiedy śmiertelnie postrzelony został policjant, niemieckie wywiad wewnętrzny zdał sobie sprawę z tego, że ma do czynienia z grupą osób, które są uzbrojone, przeszkolone i gotowe do przeprowadzenia puczu w Niemczech. Obserwacja takich osób zdaniem Speita nie należy do prostych zadań dla niemieckich służb, bo to grupa heterogenna, bez jednego przywódcy i jednolitej struktury.

Reklama

"Obywatele Rzeszy". W grupie byli wojskowi, policjanci i sędziowie

Z jednej strony to bardzo niebezpieczne zjawisko, bo łatwiej takim grupom podejmować wspólne działania w darknecie, łatwiej im się komunikować ze sobą np. poprzez komunikator Telegram, umykając służbom. Ale jak podkreśla Andreas Speit, to rozdrobnienie powoduje, że grupy takie często w kluczowych sprawach nie są w stanie dojść do porozumienia co do tego, jak wyglądać miałaby wspólna wizja państwa po przeprowadzeniu puczu. Na pewno alarmujący jest fakt, że w strukturach grup ekstremistycznych nie rzadko spotkać można byłych wojskowych, policjantów i sędziów - co pokazała ostatnia akacja niemieckiej policji. Niemiecki kontrwywiad jest również przekonany, że liderzy grup neonazistowskich mają powiązania z Rosją. Jeden z zatrzymanych mężczyzn, określającym się jako Książe Reuss, miał być widziany, gdy odwiedza rosyjski konsulat w Lipsku.  

Niemiecki wywiad i służby zdaniem Adreasa Speita muszą zintensyfikować swoje działania, bo obecna sytuacja globalna sprzyja działaniom organizacji ekstremistycznych. Coraz łatwej docierać im do zwykłych ludzi, przekonując ich do neonazistowskiej ideologii. Niemiecki rząd jest przez nie oskarżany o świadome kreowanie kryzysu energetycznego, w sieci pojawia się coraz więcej teorii spiskowych w związku z wojną w Ukrainie. 

Pierwszym testem dla ekstremistów, jak można wpływać na opinię publiczną, była pandemia. Od roku 2020 w licznych protestach w jednym szeregu szli antyszczepionkowcy, neonaziści i obywatele rzeszy, używając tych samych argumentów. Próba szturmu na niemiecki parlament dwa lata temu tylko przekonała ekstremistów, że akcja taka może w przyszłości zakończyć się powodzeniem i przejęciem władzy. 

Niemcy. Handel bronią w darknecie

Niemieckie służby od kilku lat alarmują, że w darknecie dochodzi do coraz większej liczy transakcji związanych z zakupem broni i amunicji. "Obywatele Rzeszy" wymieniają się filmami szkoleniowymi. Nawiązują też coraz więcej kontaktów z grupami zagranicznymi, a także partiami skrajnie prawicowymi w innych krajach, choć nie w każdym przypadku jest im ideologicznie pod drodze. Wspólnym mianownikiem na pewno jest przekonanie, że Niemcy i inne państwa nie są krajami suwerennymi.  

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | Obywatele Rzeszy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy