Reklama

Reklama

Obama ws. umowy z Iranem: to wybór między dyplomacją a wojną

W oczekiwaniu na głosowanie Kongresu ws. umowy z Teheranem prezydent USA Barack Obama przekonywał w środę, że jeśli Kongres doprowadzi do jej obalenia, to przyspieszy dojście Iranu do bomby jądrowej i kolejną wojnę na Bliskim Wschodzie.

W przemówieniu wygłoszonym w American University w Waszyngtonie Obama ocenił, że decyzja kongresmenów o tym, czy poprzeć czy odrzucić porozumienie nuklearne z Teheranem, jest "najważniejszą kwestią w polityce zagranicznej USA od czasu zgody na wojnę w Iraku". Jego zdaniem wybór, przed jakim stają Stany Zjednoczone, sprowadza się ostatecznie "do wyboru między dyplomacją a wojną".  

- Odrzucenie umowy przez Kongres pozostawi jakąkolwiek amerykańską administrację, która jest zdeterminowana, by zapobiec zdobyciu przez Iran broni jądrowej, z jedną opcją: jeszcze jednej wojny na Bliskim Wschodzie - powiedział Obama.  

Reklama

Przekonywał, że bez umowy, którą poza Izraelem "cały świat niemal jednomyślnie popiera", Iranowi łatwiej będzie wejść w posiadanie broni jądrowej, bo nie będzie poddany bezprecedensowej kontroli swego programu nuklearnego, jaką przewiduje porozumienie. - Jeśli Kongres zabije to porozumienie, to nie tylko otworzy Iranowi drogę do zdobycia broni nuklearnej, ale przyspieszy to - dodał Obama.  

Przyznał, że premier Izraela Benjamin Netanjahu ma w tej sprawie inne zdanie. - Ale uważam, że to on jest w błędzie. Fakty wspierają porozumienie - powiedział.  

Ocenił, że zawarte w lipcu przez sześć mocarstw porozumienie z Teheranem ws. irańskiego programu nuklearnego jest nie tylko najlepszym z możliwych rozwiązań, by powstrzymać Iran przed uzyskaniem broni jądrowej, ale też "najsilniejszym porozumieniem o rozbrojeniu, jakie kiedykolwiek wynegocjowaliśmy".

- Jeśli Kongres zabije to porozumienie, to stracimy coś więcej - amerykańską wiarygodność jako lidera dyplomacji - powiedział. 

Wytknął amerykańskim politykom, którzy najgłośniej protestują przeciwko umowie, że byli także zwolennikami podjętej w 2003 roku decyzji o rozpoczęciu wojny w Iraku, "czego konsekwencje ponosimy do dziś". - Czy oni chcą teraz kolejnej wojny - pytał retorycznie.

Przypomniał, że w kampanii prezydenckiej w 2008 roku nie tylko obiecywał Amerykanom zakończenie tej wojny, ale też mówił, że "Ameryka musi skończyć z myśleniem, które do tej wojny doprowadziło, a mianowicie preferowania wojny przed dyplomacją". 

Podkreślił, iż zawsze zapewniał, że za jego prezydentury Iran nie wejdzie w posiadanie broni jądrowej, ale zdecydowanie woli osiągnąć ten cel drogą dyplomacji, a nie wojskową. - Nie tylko ze względu na koszty wojny, ale dlatego, że wynegocjowane porozumienie oferuje bardziej skuteczne, trwałe i podlegające sprawdzaniu rozwiązanie - powiedział.   

Miejsce przemówienia Obamy nie zostało wybrane przypadkowo. To właśnie w American University prezydent John F. Kennedy wygłosił słynną mowę, w której apelował o dyplomację w zimnej wojnie oraz rozbrojenie nuklearne. Tuż po tym przemówieniu, dokładnie 42 lata temu USA, ZSRR oraz Wielka Brytania podpisały 5 sierpnia 1963 roku traktat o zakazie naziemnych prób nuklearnych.  - To mądrość młodego prezydenta pozwoliła pokojowo rozwiązać kryzys kubański (...), a świat uniknął nuklearnej katastrofy- powiedział. 

Zawarte 14 lipca przez Teheran i sześć mocarstw (USA, Rosję, Chiny, Wielką Brytanię, Francję i Niemcy) porozumienie przewiduje, że Iran radykalnie ograniczy swój program nuklearny i nie będzie dążył do wejścia w posiadanie broni jądrowej w zamian za stopniowe znoszenie międzynarodowych sankcji gospodarczych nałożonych na ten kraj.  

Umowa wywołuje jednak bardzo duży sceptycyzm zarówno w społeczeństwie, jak i wśród członków Kongresu, który otrzymał 60 dni na jej ocenę. Na razie tylko jeden senator z kontrolujących Kongres Republikanów zapowiedział, że być może ją poprze. Reszta krytykuje umowę, przekonując, że za miliardy dolarów uzyskane ze sprzedaży ropy w następstwie zniesienia sankcji Iran będzie mógł w jeszcze większym stopniu niż obecnie sponsorować terroryzm. 

Przyjęcie ustawy odrzucającej umowę wydaje się obecnie bardzo prawdopodobne. Obama uprzedził, że w takiej sytuacji zawetuje ustawę. Wysiłki administracji koncentrują się więc na utrzymaniu poparcia po stronie rządu członków Partii Demokratycznej, tak by uniemożliwić Republikanom odrzucenie weta prezydenckiego. Choć wielu Demokratów podziela krytyczne stanowisko Republikanów i wciąż nie zdecydowało, jakie zajmą stanowisko, to oczekują, że Obamie uda się uratować porozumienie. 

Według sondażu Pew Research Center z 21 lipca spośród 79 proc. respondentów, którzy słyszeli o porozumieniu nuklearnym z Iranem, tylko 38 proc. wyraziło poparcie, a 48 proc. dezaprobatę dla tego porozumienia.   

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy