Reklama

Reklama

NYT: Niech USA pozwolą Putinowi poszaleć miesiąc w Syrii

Niech USA pozwolą prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi, by sam prowadził przez miesiąc naloty w Syrii, i patrzą, jak staje się wrogiem numer jeden muzułmańskich sunnitów na całym świecie - pisze w środę czołowy komentator "New York Timesa" Thomas Friedman.

Przekonuje, że taka samotna ingerencja Putina w Syrii zakończy się dla niego porażką i paradoksalnie skłoni go, by zaangażował się w poszukiwanie pokojowego rozwiązania, które doprowadzi do zawieszenia broni w Syrii i powstrzymania fali uchodźców.

Friedman ocenia, że Putin wykazuje się "głupotą", idąc do Syrii tylko po to, "by pokazać swemu narodowi, że Rosja jest wciąż światowym mocarstwem". Teraz Putin jest na świeczniku, przyznaje Friedman, a prezydent Barack Obama i sekretarz stanu John Kerry "powinni go tam zostawić na miesiąc" i pozwolić samotnie walczyć u boku jego sojusznika, prezydenta Syrii Baszara el-Asada.      

Reklama

Zdaniem Friedmana, jeśli USA nic nie zrobią i pozwolą Putinowi bombardować cele Państwa Islamskiego (IS) i wzmacniać Asada, to bardzo szybko stanie się on "wrogiem numer jeden" "każdego sunnickiego muzułmanina na Bliskim Wschodzie, nie mówiąc o dżihadystach". Friedman przypomniał, że sunnici stanowią większość w Syrii i są dominującą grupą w świecie arabskim.

"Putin i Rosja będą postrzegani jako ci, którzy działają w obronie proirańskiego Asada, alawity, ludobójcy i zbrodniarza wojennego. Putin zraziłby do siebie sunnitów z całego świata, w tym rosyjskich muzułmanów" - ocenia Friedman.

Przekonuje, że nawet gdyby Putinowi udało się pokonać IS, to jedyną drogą, by utrzymać tę sytuację, będzie zastąpienie bojowników IS umiarkowanymi sunnitami. "A którzy umiarkowani sunnici poprą Rosję, gdy Putin postrzegany jest jako główny obrońca Baszara el-Asada, mordercy, który zrzucając bomby beczkowe zabił więcej sunnitów niż ktokolwiek inny na świecie?" - powątpiewa Friedman.

Jedynym rozwiązaniem dla Putina, przekonuje Friedman, jest zaangażowanie się na rzecz wypracowania "z pomocą USA" politycznego rozwiązania dla Syrii. "A to stanie się tylko wtedy, gdy Rosjanie i Irańczycy zmuszą Asada - po okresie transformacji - do ustąpienia z urzędu i opuszczenia kraju, w zamian za zgodę opozycji na ochronę podstawowego bezpieczeństwa i interesów społeczności alawitów, a obie strony zgodzą się na przyjęcie międzynarodowych sił, które będą stanowić gwarancje porozumienia" - pisze Friedman.

Przyznał, że dotychczasowa strategia USA w Syrii polegająca za zbrojeniu umiarkowanych rebeliantów nie działa, ale stanął w obronie prezydenta Baracka Obamy. "Republikańskim krytykom Obamy totalnie brakuje mądrości i doświadczenia" - powiedział, wskazując, że Republikanie "beztrosko nawołują" do militarnego zaangażowania USA w wojnę, ale nie mają żadnych argumentów, czemu miałoby się to udać lepiej niż w Iraku czy Libii.

"Każdy chce jakieś bezbłędnej interwencji w Syrii, takiej, w której widać, że coś robisz, ale bez politycznych kosztów wprowadzenia wojsk lądowych lub zawierania nieprzyjemnych kompromisów z podejrzanymi osobnikami. Nie ma takiego opcji - podsumował Friedman. - Myślę, że pęd Putina do Syrii może na koniec sprawić, że to on będzie bardziej potrzebował porozumienia".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy