Reklama

Reklama

​Nowe informacje w sprawie śmierci Kim Wall

Nowe informacje w sprawie śmierci szwedzkiej dziennikarki Kim Wall. Koroner Christina Jacobsen (lekarka medycyny sądowej) zeznała w czwartek, że dziennikarka, która zmarła na okręcie podwodnym duńskiego wynalazcy Petera Madsena, prawdopodobnie została uduszona albo podcięto jej gardło. Podkreśliła też, że Wall na pewno nie zginęła w wyniku wypadku, jak twierdzi oskarżony o zabójstwo Madsen - donosi AFP.

Koroner Christina Jacobsen powiedziała w sądzie w Kopenhadze, że nie ma rozstrzygających dowodów, które mogłyby jednoznacznie wskazać przyczynę śmierci dziennikarki - informuje AFP.

"Wydaje nam się, że drogi oddechowe zostały całkowicie lub częściowo odcięte, co może być spowodowane uduszeniem, podcięciem gardła albo utonięciem" - powiedziała.

Zapytana jednak przez prawniczkę oskarżonego - Betinę Hald Engmark, czy sekcja zwłok Kim Wall wykazała typowe objawy uduszenia (gromadzenie się krwi w oczach, otarcia na szyi), odpowiedziała: "nie" - pisze AFP.

Reklama

Peter Madsen jest oskarżony o popełnienie morderstwa z premedytacją, napaść na tle seksualnym i profanację zwłok. Wielokrotnie zmieniał już wersję wydarzeń, ale powtarza, że śmierć szwedzkiej dziennikarki Kim Wall była przypadkowa.

Christina Jacobsen zeznała też w czwartek, że na tułowiu i głowie dziennikarki były liczne obrażenia. Zwróciła uwagę na 14 ran kłutych w okolicach narządów płciowych.

Przedstawiając szkice przed sądem, prokurator Jakob Buch-Jepsen próbował ustalić, czy rany kłute pojawiły się przed, w trakcie, czy po śmierci Kim Wall. 

"Poziom akumulacji krwi wskazuje, że pojawiły się one w czasie, kiedy nadal występowało krążenie krwi albo chwilę po jego ustaniu. Prawdopodobnie nie mówimy o godzinach" - zeznała koroner Christina Jacobsen.

Oskarżony Peter Madsen zeznał dzień wcześniej, że dźgnął ciało Wall kilka godzin po jej śmierci. Jak mówił, "chciał uwolnić gazy, które gromadzą się w rozkładającym się ciele, aby mogła opaść na dno morskie" - odnotowuje AFP.

Wcześniej przyznał, że rozczłonkował ciało dziennikarki, ponieważ wpadł w panikę po jej śmierci i chciał je wyrzucić do morza, ale nie mógł jej unieść.

Madsen nie przyznaje się do zabójstwa 30-letniej dziennikarki. Twierdzi, że Kim Wall poniosła śmierć na skutek nagłego podciśnienia po zamknięciu włazu do łodzi. 

Wyrok ma zapaść się 25 kwietnia. Prokurator Jakob Buch-Japsen domaga się dla wynalazcy dożywocia. Uważa, że Madsen zabił dziennikarkę, by zaspokoić swoje sadystyczne fantazje seksualne.

Śmierć szwedzkiej dziennikarki na podwodnej łodzi

30-letnia Wall przygotowywała reportaż o Madsenie i 10 sierpnia 2017 r. weszła w kopenhaskim porcie na pokład jego prywatnej łodzi podwodnej UC3 Nautilus. Wówczas widziano ją po raz ostatni.   

Dzień później bliscy kobiety zgłosili jej zaginięcie, a służby ratownicze rozpoczęły na morzu poszukiwania łodzi Madsena. Tego samego dnia jednostka awaryjnie wynurzyła się w pobliżu Kopenhagi, ale na pokładzie znajdował się jedynie właściciel. Został ewakuowany, a jego łódź zatonęła.   

12 sierpnia 2017 r. straż przybrzeżna wydobyła jednostkę Madsena z dna w celu dokonania oględzin. Według policyjnej hipotezy, łódź mogła zostać umyślnie zatopiona w celu zatarcia śladów morderstwa. Prokurator Jacob Buch-Jepsen podczas odczytywania aktu oskarżenia ujawnił, że technicy w trakcie śledztwa znaleźli ślady krwi Kim Wall, zarówno w łodzi podwodnej, jak i na twarzy Madsena, zaraz po jego aresztowaniu.

Pod koniec sierpnia ub.r. rowerzysta znalazł wyrzucony przez morze na wyspie Amager tułów Kim Wall. Jak później ustalono, zwłokom celowo odcięto ręce i nogi.

Peter Madsen jest znanym duńskim inżynierem, projektantem i budowniczym łodzi podwodnych.

(JM)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy