Reklama

Reklama

Nowe informacje w sprawie ataku nowiczokiem

Pojawiły się nowe informacje w sprawie ataku na byłego rosyjskiego agenta Siergieja Skripala i jego córkę Julię. Śledczy podejrzewają, że w atak były zamieszane dwie grupy zamachowców. Sprawdzane jest też, czy śmiercionośny środek został ukryty w innych miejscach w angielskim mieście Salisbury - informuje CNN.

Zgodnie z nową hipotezą brytyjskich śledczych, osoby, które dokonały ataku na Siergieja Skripala i jego córkę Julię, były podzielone na dwie grupy. Jak informuje CNN, jedna z grup miała dostać się do Salisbury jeszcze przed atakiem i ukryć tam nowiczok. Następnie drugi zespół, który dostał się do Wielkiej Brytanii później, dokonał zamachu na byłego agenta rosyjskiego wywiadu.

Śledczy sprawdzają też, czy niebezpieczna substancja została ukryta w innych miejscach w rejonie Salisbury - donosi CNN. Policja wciąż przeczesuje okolice, ponieważ nie wyklucza, że buteleczek z nowiczokiem może być więcej. 

Reklama

Brytyjskie służby regularnie apelują, by unikać dotykania jakichkolwiek obcych przedmiotów. "Dla jasności: nie podnoś niczego, czego sam nie upuściłeś" - alarmuje na swojej stronie internetowej Public Health England.

Według informacji CNN, brytyjska policja zidentyfikowała osoby, które są podejrzane o przeprowadzenie marcowego ataku na Skripalów. Służby porównywały m.in. nagrania z monitoringu ulicznego oraz kamer na brytyjskich lotniskach. Sprawdzano także listy pokładowe samolotów, którymi podejrzani mieli opuścić Wielką Brytanię. Jak informuje źródło CNN, podejrzani podróżowali na zmienionych danych osobowych.

Siergiej Skripal i jego córka Julia 4 marca zostali znalezieni nieprzytomni na ławce w angielskim mieście Salisbury. Trafili do szpitala w stanie krytycznym. W toku śledztwa brytyjskie władze uznały, że zostali zaatakowani opracowanym za czasów ZSRR bojowym środkiem trującym typu nowiczok. Rosjanie prawdopodobnie zatruli się, dotykając klamki drzwi wyjściowych w domu. 

Brytyjskie władze o próbę zabójstwa Skripalów oskarżyły Rosję, co doprowadziło do głębokiego kryzysu w relacjach Londynu i Moskwy. Rosja odrzuca oskarżenia i utrzymuje, że zamach na byłego pułkownika rosyjskiego wywiadu był prowokacją brytyjskich służb.

(jm)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy