Nowe informacje o pożarze klubu w Szwajcarii. Zidentyfikowano kolejne ofiary
Do tej pory udało się zidentyfikować 24 z 40 ofiar śmiertelnych pożaru w barze w Crans-Montanie. Na jaw wychodzą kolejne zaniedbania właścicieli lokalu w kwestiach bezpieczeństwa i zarządzania. "Obsesja na punkcie zysku sprawiła, że zabawa okazała się pułapką" - informują media.

W skrócie
- Zidentyfikowano 24 z 40 ofiar śmiertelnych pożaru klubu w Crans-Montanie, wśród nich jest wiele osób nieletnich i cudzoziemców.
- Na jaw wyszły liczne zaniedbania dotyczące bezpieczeństwa w lokalu, w tym zwężone wyjście i nielegalne wpuszczanie niepełnoletnich.
- Właściciele klubu są obecnie nieuchwytni.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
W barze w szwajcarskiej miejscowości Crans-Montana od lat dochodziło do zaniedbań w kwestii bezpieczeństwa i uchybień w zarządzaniu - podają media w niedzielę, cztery dni po pożarze, w którym zginęło 40 osób, a 119 zostało rannych.
Do tej pory zidentyfikowano 24 z 40 ofiar śmiertelnych, w tym 11 nieletnich i sześciu obcokrajowców - podaje AFP.
Lokalna policja, która wcześniej zidentyfikowała ośmiu szwajcarskich obywateli, poinformowała w niedzielę, że ustaliła tożsamość kolejnych ofiar: 10 Szwajcarów - cztery kobiety i sześciu mężczyzn w wieku od 14 do 31 lat, a także dwóch 16-letnich Włochów, 39-letniego Francuza, 16-letniego obywatela Włoch i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, 18-letniego Rumuna oraz 18-letniego Turka.
Tragiczny pożar w Szwajcarii. Na jaw wychodzą kolejne fakty. "Obsesja na punkcie zysku"
Rzymski dziennik "La Repubblica" przytoczył wypowiedzi mieszkańców alpejskiego kurortu, którzy ujawnili, że w lokalu wprowadzano stałe zmiany, by ratować go przed bankructwem.
Według tych relacji właściciele stale zwiększali liczbę stolików na dolnym poziomie i o ponad połowę zwęzili schody. Wyjście miało około metra szerokości.
Jak zaznaczyli rozmówcy gazety znający ten bar, nie sposób było stamtąd uciec, gdy w środku było kilkaset osób.
"Obsesja na punkcie zysku sprawiła, że zabawa okazała się pułapką i zakończyła masakrą" - podkreślił dziennik.
Cytowana przez "La Repubblicę" 19-latka, która zdołała uciec z płonącego lokalu, relacjonowała, że teoretycznie wstęp na zabawę miały tylko osoby dorosłe, ale usłyszała, że wystarczyło pokazać jeden dokument, by wejść razem z osobami w wieku 16, 17 lat.
- Niestety posłuchaliśmy tej sugestii - przyznała.
W ten sposób do baru weszło kilkadziesiąt osób w wieku 16 lat, a nawet młodszych.
Prasa poinformowała też, że lokal miał licencję na serwowanie jedzenia i alkoholu, nie na funkcjonowanie jako dyskoteka, a mimo to w zaproszeniu na zabawę sylwestrową obiecywano uczestnikom "szalone tańce do rana".
Relacje ocalałych z pożaru. "Nikt nie przestał tańczyć"
Media przytaczają też wspomnienia ocalałych z pożaru młodych ludzi, którzy widzieli osoby płonące żywcem, próbujące uciec z baru.
- Widzieliśmy, jak pojawiły się płomienie, czuliśmy, jak spadają nam na głowy odłamki sufitu. Nikt nie przestał tańczyć i ludzie nagrywali ten spektakl - powiedział 21-letni Liam z miejscowości Sierre niedaleko Crans-Montany.
Inny uczestnik feralnej zabawy sylwestrowej, Włoch Edoardo powiedział włoskiej telewizji: - Filmowałem to tylko przez kilka sekund, a potem uciekłem. Niestety inni nagrywali płomienie o kilka sekund dłużej.
Szwajcaria. Właściciele klubu nieuchwytni
W związku z toczącą się dyskusją o kwestiach bezpieczeństwa burmistrz Crans-Montany Nicolas Feraud zapewnił w szwajcarskim radiu Rts, że "władze nigdy nie były pobłażliwe podczas inspekcji w barach".
Prokuratura kantonu Valais, w którym położona jest Crans-Montana, wszczęła śledztwo wobec dwojga pochodzących z Francji właścicieli lokalu. Są oni podejrzani o nieumyślne spowodowanie śmierci i uszczerbku na zdrowiu oraz pożaru w wyniku zaniedbań.
Według mediów miejsce pobytu pary nie jest obecnie znane.















