Reklama

Reklama

Nord Stream. Zaskakujące milczenie niemieckiego rządu

Niemiecki rząd - w przeciwieństwie do władz w Kopenhadze czy Sztokholmie - jak ognia boi się używać słów: sabotaż, zamach czy atak na infrastrukturę krytyczną. Jedyne co można usłyszeć z ust rzecznika rządu Steffena Hebestreita, to informacja, że władze w Berlinie wykluczają działanie naturalne i czekają na opinie ekspertów oraz wyniki dochodzenia w sprawie wybuchu na Bałtyku, który uszkodził Nord Stream 1 i 2.

Niemiecki rząd nie chce również wdawać się w spekulacje, czy uszkodzenie rurociągów może być na tyle duże, że dalsza eksploatacja jedynki, a w przypadku dwójki ewentualne uruchomienie w przyszłości, będzie praktycznie niemożliwe.

Środowa konferencja rzecznika rządu i rzecznika wszystkich innych ministerstw prawie w połowie była poświęcona gazociągowi Nord Stream, ale jakiekolwiek próby zadawania konkretnych pytań przez dziennikarzy, kończyły się dość skromnymi odpowiedziami, które nic do sprawy nie wnosiły niczego nowego. Hebestreit ucinał wszelkie dyskusje na temat doniesień niemieckiego tygodnia Der Spiegel, że już latem amerykański wywiad miał informować Berlin o możliwym celowym ataku na gazociąg północny.

Reklama

Oszczędne i bardzo ostrożne były dziś dwa kluczowe resorty. Niemieckie ministerstwo obrony narodowej nie potwierdza żadnych informacji dotyczących dodatkowych działań niemieckiej marynarki wojennej na Bałtyku, choć jak donosił wczoraj tygodnik Der Tagesspiegel, rządowi eksperci są przekonani, że sabotażu musiał być dokonany na szczeblu państwowym, co oznaczałoby użycie profesjonalnego nawet takiego jak łodzie podwodne.

Nord Stream. Incydent na Bałtyku postawił na nogi niemieckie służby

W niemieckich kręgach rządowych coraz częściej mówi się, że poniedziałkowy incydent, który do końca nie jest wyjaśniony, postawił na nogi niemieckie służby, obawiające się, że podobne akcje mogą być przeprowadzone w innych miejscach. Oznaczałoby to, że niemiecka infrastruktura energetyczna może być zagrożona. 

Ministerstwo spraw wewnętrznych na pytanie Interii, czy wdrożono już dodatkowe środki bezpieczeństwa, odpowiedziało jedynie, że środki bezpieczeństwa, jeżeli chodzi o infrastrukturę krytyczną są na bieżąco dopasowywane do aktualnej sytuacji. 

Obecne wydarzenia są zdaniem rzecznika resortu Maximiliana Kalla na nowo analizowane, a decyzje w tej prawie zostaną podjęte. Kall dodał, że teoretycznie już od pewnego czasu istnieje ryzyko ataku na różne części infrastruktury krytycznej, dlatego niemieckie służby są bardzo czujne. Jednak obecnie nie ma żadnych żadnych konkretnych wskazówek dotyczących ataków w Niemczech.

Poniedziałkowe wybuchy, które uszkodziły obie nitki gazociągu północnego, nie wpłynęły na dostawy gazu w Niemczech, ponieważ Rosjanie już na początku września wstrzymali dostawy błękitnego paliwa nordstreamem, a rząd w Berlinie coraz głośniej zaczął mówić o tym, że powrót do dostaw z Rosji  raczej jest nierealny. 

Problem z naprawą Nord Stream

Teraz sytuacja wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana, bo gazociąg musi zostać przede wszystkim naprawiony. A z tym może być poważny problem i nie chodzi tu o stronę techniczną czy logistyczną. 

Za wszelkie naprawy odpowiedzialna jest zarejestrowana w Szwajcarii spółka Nordstream, która jest w stanie upadłości. Wszelkie decyzje firma musi w tej chwili podejmować z syndykiem, co sprawę komplikuje. Zatem z dzisiejszego punktu widzenia  gazociąg północny w kwestii dostaw gazu można uznać za temat zamknięty.  

Z Berlina dla Interii Tomasz Lejman

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy