Niemki napisały list do kanclerza. Jasne żądania
Lepsze oświetlenie i monitoring na ulicach, a także skuteczniejsze ściganie sprawców przemocy - to niektóre z oczekiwań, jakie przedstawiły Niemki w liście otwartym do kanclerza Friedricha Merza. Kobiety nie czują się bezpieczne w swoim kraju. W apelu do władz zwróciły też uwagę na losy seniorek. Kobiety odniosły się też do głośnych słów kanclerza na temat migracji.

W skrócie
- Niemki wystosowały do kanclerza Merza list otwarty z żądaniem poprawy bezpieczeństwa na ulicach i lepszej ochrony kobiet.
- Sygnatariuszki apelują o monitoring, lepsze oświetlenie oraz skuteczniejsze ściganie sprawców przemocy i ochronę przed cyberprzemocą.
- Kobiety odniosły się także do słów kanclerza na temat migracji, sprzeciwiając się szerzeniu rasizmu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Jak podaje niemiecki "Der Spiegel", kobiety z Niemiec, reprezentujące różne dziedziny życia społecznego i politycznego - wśród nich, m.in. była współprzewodnicząca Zielonych Ricarda Lang i piosenkarka Joy Denalane - wystosowały do kanclerza list otwarty. Wzywają w nim Friedricha Merza do zwiększenia bezpieczeństwa w niemieckich miastach.
Wśród oczekiwań sygnatariuszek znalazło się m.in. lepsze oświetlenie i monitoring w przestrzeni publicznej, a także wzmocnienie wysiłków służb na drodze do ścigania sprawców przestępstw seksualnych.
Żądania nie ograniczają się jednak wyłącznie do zagrożeń, jakie mogą czekać na kobiety na ulicach. Autorki listu otwartego chcą również większej ochrony przez cyberprzemocą. W apelu zwróciły też uwagę na sytuację niemieckich seniorek - część z nich żyje w ubóstwie, co zdaniem sygnatariuszek wymaga reakcji ze strony państwa.
"Zapytajcie swoje córki". Kobiety odpowiadają kanclerzowi
Autorki listu nawiązały też do niedawnej głośnej wypowiedzi kanclerza, odnoszącej się do polityki migracyjnej Niemiec.
W pierwszej połowie października Merz ogłosił kontynuację zaostrzonej polityki migracyjnej, która ma być ukierunkowana na walkę z nielegalną migracją.
- Oczywiście, nadal mamy ten problem w krajobrazie miejskim i dlatego minister spraw wewnętrznych pracuje obecnie nad umożliwieniem i przeprowadzeniem deportacji na bardzo dużą skalę - powiedział kanclerz Niemiec, doprowadzając do gorącej dyskusji. Niektórzy odebrali bowiem te słowa jako przejaw dyskryminacji.
Dopytywany o swoją wypowiedź przez dziennikarzy Merz powiedział: "Zapytajcie swoje dzieci, zapytajcie swoje córki, zapytajcie znajomych i krewnych. Wszyscy potwierdzą, że to problem. Najpóźniej od zapadnięcia zmierzchu".
W odniesieniu do tej sytuacji sygnatariuszki listu podkreśliły, że kwestie bezpieczeństwa nie powinny być narzędziem do przemycania rasistowskiej narracji. "Chcemy przestrzeni publicznej, w której wszyscy ludzie czują się komfortowo" - skwitowały.
Słowa Merza doprowadziły do demonstracji w niemieckich miastach. Kanclerz podtrzymywał w rozmowie z mediami, że "nie ma nic do odwołania".












