Niemiecka policja ujawniła statystyki. Spada, ale nie tam, gdzie trzeba
Przestępczość w Niemczech spada - wynika z najnowszego policyjnego raportu. Ale gdy się w te dane zagłębimy, obraz staje się coraz bardziej mroczny. A przynajmniej niejednoznaczny. Przestępstwa stają się poważniejsze i przenoszą się na ulice i place miast. Politycy wskazują tutaj na rolę cudzoziemców.

Na pierwszy rzut oka obraz jest uspokajający. W Niemczech liczba przestępstw spadła. Ale to tylko jedna strona historii. W tle rosną bowiem te najcięższe przestępstwa - w tym zabójstwa czy usiłowania zabójstw.
To oznacza zmianę struktury, a nie prostą poprawę bezpieczeństwa. Mniej jest drobnych spraw - między innymi przez częściową legalizację marihuany - ale ciężar przesuwa się w stronę czynów, które najmocniej rezonują społecznie.
Do tego dochodzi jeszcze jeden element: przemoc coraz częściej przenosi się do przestrzeni publicznej. Ulice, place, transport - to tam dochodzi dziś do znacznej części zdarzeń.
Cudzoziemcy w statystykach: Liczby, które łatwo nadużyć
Najbardziej politycznie nośny fragment statystyk dotyczy cudzoziemców. I tu rzeczywiście widać wyraźną nadreprezentację wśród podejrzanych. Nawet po wyłączeniu przestępstw "typowo cudzoziemskich" różnica pozostaje znacząca.
Ale kluczowe jest to, co często znika z debaty: te dane nie mówią o "skłonności do przestępstw". Sam Federalny Urząd Kryminalny wyraźnie ostrzega, że takie interpretacje są błędem. Dlaczego? Bo statystyka policyjna pokazuje podejrzanych, a nie skazanych. Obejmuje tylko przestępstwa zgłoszone i wykryte.
A populacja cudzoziemców jest młodsza, bardziej męska i częściej funkcjonuje w niestabilnych warunkach - a to są czynniki, które statystycznie zwiększają ryzyko wejścia w konflikt z prawem. To dlatego eksperci mówią dziś raczej o "nadreprezentacji w statystyce", a nie o prostym związku z obywatelstwem.
Ważny, często pomijany fakt: Cudzoziemcy są też ofiarami
W debacie publicznej cudzoziemcy pojawiają się głównie jako sprawcy. Tymczasem statystyki pokazują coś jeszcze: są też wyraźnie obecni po stronie ofiar. To zmienia perspektywę.
Bo oznacza, że mamy do czynienia nie tylko z problemem przestępczości "przychodzącej z zewnątrz", ale też z konfliktem wewnątrz zróżnicowanego społeczeństwa. Wśród najczęściej wskazywanych narodowości ofiar pojawiają się m.in. Syryjczycy, Turcy, Ukraińcy - ale też Polacy.
No właśnie, gdzie w tym wszystkim są Polacy?
Polacy nie są w tych statystykach grupą dominującą - ani po stronie sprawców, ani ofiar. Ale są obecni, to wszak jedna z największych społeczności migrantów.
To co istotne: dane nie wskazują na szczególne "wybijanie się" Polaków w najcięższych kategoriach przestępczości. W przeciwieństwie do uproszczonych narracji politycznych obraz jest bardziej rozproszony i dotyczy różnych grup narodowościowych.
Polacy pojawiają się raczej jako część szerszego obrazu migracji zarobkowej - a nie jako grupa szczególnie problematyczna. W statystykach ofiar są natomiast jedną z liczniejszych społeczności nie-niemieckich.
Co naprawdę rośnie - i dlaczego to ważne
Jeśli spojrzeć na konkretne kategorie, to w 2025 roku najbardziej rosły oszustwa świadczeniowe, ciężkie przestępstwa seksualne i najpoważniejsze formy przemocy.
Coraz większym problemem jest cyberprzestępczość, szczególnie w wykorzystaniem sztucznej inteligencji, mowa m.in o deep fake'ach. Niepokojący jest też wzrost niepełnoletnich, którzy popełniają w Niemczech przestępstwa.
Z drugiej strony spadały przestępstwa narkotykowe i te związane z prawem pobytowym - co ma bezpośredni związek ze zmianami prawa i polityki migracyjnej.
W praktyce oznacza to jedno: mniej "statystycznej przestępczości", ale więcej tej, która realnie wpływa na poczucie bezpieczeństwa.
Czas na (niewygodne) wnioski
Najbardziej uczciwe podsumowanie tych danych jest niewygodne dla wszystkich stron sporu. Przestępczość w Niemczech spada - ale nie w tych segmentach, które najbardziej niepokoją opinię publiczną.
Cudzoziemcy są nadreprezentowani wśród podejrzanych - ale nie da się tego wyjaśnić samym obywatelstwem.
A Polacy? Nie są w centrum problemu, ale też nie są poza nim - wpisują się w szerszy obraz migracji i jej konsekwencji. To właśnie ta złożoność sprawia, że statystyki łatwo wykorzystać politycznie. I jednocześnie trudno je opowiedzieć uczciwie.
Tomasz Lejman, Berlin













