Niemiecka policja na granicy jest coraz bardziej przeciążona. "Tak nie da się pracować bez końca"
Niemiecka policja nie daje już rady. Przeciążenie funkcjonariuszy pracą szczególnie wyraźnie widać to na granicy polsko-niemieckiej. gdzie dodatkowym problemem są słabe warunki pracy i brak odpowiedniego zaplecza. Upał, deszcz i przenośne toalety dają się we znaki.

Co roku niemiecki parlament przygląda się funkcjonowaniu tamtejszej policji. Uli Grötsch, pełnomocnik Bundestagu ds. policji federalnej, nie ma w tym roku dobrych wieści.
Zwłaszcza wykorzystywanie mundurowych do nieustających kontroli zewnętrznych granic Niemiec obciąża funkcjonariuszy. Upał, deszcz, przenośne toalety, brak zaplecza i przeciążenie pracą to codzienność zwłaszcza na granicy z Polską.
Grötsch nie ocenia politycznej decyzji o utrzymywaniu kontroli. Jego zadaniem jest pokazanie, jak te decyzje wpływają na pracę policji federalnej, a wpływ jest coraz większy.
Od 2015 roku niemiecka policja jest stale angażowana w kontrole graniczne. Obciążenie wzrosło jeszcze po rozszerzeniu kontroli na wszystkie niemieckie granice lądowe. W maju 2025 roku działania zostały dodatkowo zintensyfikowane, a ich kolejne przedłużenie zgłoszono do września 2026 roku.
Grötsch zwraca uwagę, że obecnego poziomu zaangażowania nie da się utrzymywać bez końca. Wielu funkcjonariuszy od lat wraca do tych samych zadań granicznych. Wśród policjantów rośnie zmęczenie, a część z nich oczekuje jasnej odpowiedzi, jak długo jeszcze taki system będzie obowiązywał.
W praktyce oznacza to dużą liczbę nadgodzin, nagłe zmiany grafików i ograniczony czas na odpoczynek. Funkcjonariusze bywają kierowani z punktu kontroli granicznej bezpośrednio do zabezpieczenia meczu piłkarskiego lub innego wydarzenia, a później znów wracają na granicę.
To ważne rozróżnienie. Problemem nie jest wyłącznie liczba nadgodzin zapisana w dokumentach, ale także to, ile czasu policjanci spędzają na działaniach operacyjnych i jak mało zostaje im na regenerację.
Trudne warunki na granicy z Polską
Z naszych rozmów ze związkami zawodowymi policji wynika, że organizacja pracy na polsko-niemieckiej granicy nie zapewnia funkcjonariuszom odpowiednich warunków. Często działania muszą więc odbywać się po niemieckiej stronie autostrady, nie zawsze w miejscu przygotowanym do długotrwałej służby.
Dla kierowcy jest to po prostu kolejny punkt kontroli. Dla policjanta oznacza wiele godzin pracy w miejscu, które nie zostało stworzone do stałej obsługi ruchu granicznego. Podobne problemy występują także na innych odcinkach niemieckich granic.
Oficjalny raport wskazuje, że na 19 punktach kontrolnych w całych Niemczech funkcjonariusze nadal korzystają z przenośnych toalet. Policjanci pracują przy tym w bardzo różnych warunkach pogodowych, od upału po deszcz i zimno.
Grötsch mówi wprost, że część funkcjonariuszy od miesięcy pracuje na granicy swoich możliwości. Wysoka liczba nadgodzin, krótkoterminowe zmiany planów służby, brak odpowiedniego odpoczynku i trudności z udziałem w szkoleniach stały się w wielu miejscach codziennością.
Kontrole odbijają się na współpracy z sąsiadami
Długotrwałe kontrole wpływają również na współpracę niemieckiej policji ze służbami z Polski i Czech. Przez lata rozwijano wspólne patrole, centra współpracy i bezpośrednie kontakty między funkcjonariuszami. Grötsch zwrócił jednak uwagę, że intensywne kontrole graniczne obciążają te relacje.
Polska i czeska policja znajdują się pod polityczną presją związaną z działaniami podejmowanymi przez Niemcy. Decyzje Berlina zaczynają więc wpływać również na codzienną współpracę służb po obu stronach granicy. Nie oznacza to zerwania kontaktów, ale pokazuje, że kontrole nie są wyłącznie wewnętrzną sprawą Niemiec, a ich skutki odczuwają także służby w sąsiednich państwach.
Policjanci zamiast ćwiczyć, stoją na granicy
Jednym z najpoważniejszych skutków przeciążenia jest ograniczenie szkoleń. Oddziały niemieckiej policji federalnej mają mniej czasu na ćwiczenie skomplikowanych operacji i przygotowywanie się do nadzwyczajnych sytuacji. Część zajęć jest ograniczana, inne nie odbywają się w potrzebnym zakresie.
To problem, ponieważ policja musi regularnie ćwiczyć wspólne działania. Do jednostek dochodzą nowi ludzie, zmieniają się wymagania i sposoby prowadzenia operacji. Bez odpowiednich ćwiczeń trudniej utrzymać gotowość całych zespołów.
Raport wskazuje również, że do kontroli granicznych na dużą skalę kierowane są osoby pozostające jeszcze w trakcie szkolenia. Pozwala to uzupełniać braki kadrowe, ale odbywa się kosztem ich programu nauki. Granica zabiera więc nie tylko ludzi z innych zadań, lecz także czas, który policja powinna przeznaczać na przygotowanie nowych funkcjonariuszy.
Sprzęt dotarł po niemal półtora roku
Pracę policji utrudniają też długie procedury zakupowe. Na początku 2025 roku zapadła decyzja o zakupie urządzeń, które miały wspierać funkcjonariuszy pracujących na punktach kontroli. Sprawa trafiła do urzędu odpowiedzialnego za zamówienia, później pojawiły się odwołania oferentów i kolejne etapy postępowania. Sprzęt zamówiono dopiero pod koniec maja 2026 roku, więc cała procedura trwała niemal półtora roku.
Dla policjantów oznaczało to wiele miesięcy pracy bez urządzeń, które miały ułatwić wykonywanie obowiązków. Grötsch wskazuje, że policja powinna częściej korzystać z nowoczesnych technologii. Wymienia automatyczne rozpoznawanie tablic rejestracyjnych i drony.
Takie rozwiązania mogłyby zmniejszyć liczbę funkcjonariuszy potrzebnych do stałej obsługi punktów kontroli. Jego zdaniem policja powinna też mieć większą swobodę w dopasowaniu działań do konkretnego odcinka granicy. Nie wszędzie zagrożenie wygląda tak samo, dlatego nie wszędzie kontrole muszą być prowadzone w identyczny sposób.
Skargi na sposób kontrolowania podróżnych
Raport pokazuje także drugą stronę kontroli, czyli doświadczenia osób zatrzymywanych przez policję. Do biura pełnomocnika wpłynęło 50 zgłoszeń dotyczących możliwej dyskryminacji lub profilowania rasowego podczas działań policji federalnej. W 33 przypadkach wszczęto postępowania wyjaśniające. Większość tych spraw dotyczyła kontroli prowadzonych na granicach, lotniskach, w pociągach i na dworcach.
Część osób skarżyła się, że była wybierana do kontroli ze względu na wygląd. Inni opisywali krzyk, wydawanie poleceń pojedynczymi słowami i brak informacji o powodach podejmowanych działań.
Grötsch zwraca uwagę, że funkcjonariusze wykonują każdego dnia wiele zadań i pracują pod dużą presją. Nie zmienia to jednak faktu, że sposób komunikacji ma znaczenie. Dla osoby kontrolowanej nawet legalna czynność może stać się upokarzającym doświadczeniem, jeśli policjant nie wyjaśni, co się dzieje i dlaczego.
Pełnomocnik opisał również przypadek osoby, która po zapowiedzi złożenia skargi miała zostać ponownie skontrolowana, a jej dokumenty sfotografowano. Zaznaczył, że traktuje to jako przypadek jednostkowy, który wymaga wyjaśnienia.
Policja potrzebuje innego modelu kontroli
Z raportu nie wynika, że kontrole mają zostać natychmiast zakończone. Wynika z niego jednak jasno, że obecny sposób ich prowadzenia coraz mocniej obciąża policję. Grötsch uważa, że funkcjonariuszom trzeba dać większą elastyczność. Kontrole powinny być bardziej dopasowane do sytuacji na konkretnym odcinku granicy, a nowoczesne technologie powinny ograniczyć konieczność ciągłego angażowania dużej liczby ludzi.
Najważniejsze ostrzeżenie dotyczy jednak kadr. Policjanci od lat pracują w systemie, który miał być odpowiedzią na szczególną sytuację, a stopniowo stał się codziennością. Na polsko-niemieckiej granicy coraz wyraźniej widać cenę tego rozwiązania: przemęczonych funkcjonariuszy, ograniczone szkolenia, trudne warunki służby i coraz większą presję na relacje z sąsiednimi państwami.
Kontrole mają wzmacniać bezpieczeństwo. Problem zaczyna się wtedy, gdy ich utrzymywanie osłabia policję, która ma je prowadzić.
Tomasz Lejman

















