"Relacje niemiecko-polskie znajdują się w głębokim kryzysie. Dlatego serdeczność, z jaką polskie władze pogratulowały kandydatowi SPD zwycięstwa w wyborach, jest zaskakująca, tym bardziej, że socjaldemokraci nie mają w Polsce najlepszej opinii. Za tym gestem kryje się w rzeczywistości kalkulacja związana z inną partią" - czytamy w materiale opublikowanym w sobotę w niemieckim dzienniku "Die Welt". Warszawski korespondent dziennika Philipp Fritz informuje o rozmowie telefonicznej szefa polskiej dyplomacji Zbigniewa Raua z kandydatem SPD na kanclerza Olafen Scholzem. Z wpisu na Twitterze oraz późniejszym oświadczeniu rzecznika MSZ wynika, że minister pogratulował Scholzowi zwycięstwa w wyborach i życzył mu powodzenia w rozmowach koalicyjnych. Do rozmowy doszło z inicjatywy strony polskiej. Polski rząd chce konstruktywnej współpracy Dziennikarz "Die Welt" uznał rozmowę telefoniczną obu polityków za "godną uwagi". "W czasach, gdy na szczeblu politycznym Niemcy i Polska nie mają sobie niemal nic do powiedzenia, należy to uznać za gest sygnalizujący wolę konstruktywnej współpracy z nowym rządem niemieckim" - pisze Philipp Fritz. Autor przypomina, że chociaż Polska awansowała na piąte miejsce wśród największych partnerów handlowych Niemiec, konflikty wynikające demontażu państwa prawa w Polsce czy też budowy gazociągu Nord Stream 2 stanowią poważne obciążenie dla polsko-niemieckich relacji. Zdaniem Fritza Nord Stream 2 w sposób szczególny zakłóca wzajemne stosunki. Nie tylko rządząca w Polsce partia Prawo i Sprawiedliwość dostrzega w tym projekcie zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Europy. Tym większe znaczenie mają w tej sytuacji polskie gratulacje dla Scholza, gdyż kontrowersyjny gazociąg kojarzony jest w Polsce właśnie z niemieckimi socjaldemokratami. Od czasu, gdy były kanclerz Gerhard Schroeder zaangażował się w popieranie rosyjskich koncernów energetycznych, Polska z nieufnością śledzi poczynania SPD. Plusy i minusy Zielonych Polska obserwuje rozmowy koalicyjne w Niemczech przez pryzmat stosunku do Rosji, do Ukrainy i do wyzwań na wschodnich rubieżach NATO - czytamy w "Die Welt". Z tego powodu polscy politycy nie kryją sympatii wobec Zielonych, którzy krytykują agresywną politykę zagraniczną Moskwy. Z drugiej strony polskie kierownictwo obawia się, że niemiecki rząd z udziałem Zielonych będzie jeszcze bardziej krytyczny wobec demontażu państwa prawa w Polsce. "W ostatnich latach rządów Angeli Merkel w stosunkach polsko-niemieckich nie odnotowano prawie żadnych postępów. Z powodu pasywnej postawy pani kanclerz lub też bezczynności ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa kanały kontaktowe z PiS pozostały jednak otwarte" - wyjaśnia niemiecki dziennikarz. Polityk Zielonych na stanowisku szefa MSZ mógłby uderzyć w inny ton w sprawie dyskryminacji mniejszości seksualnych lub wolności mediów w Polsce. Zwiększeniu mogłaby też ulec presja w kwestii ochrony klimatu. Dlatego strona polska zarzuca Zielonym "ideologizację" - pisze Philipp Fritz o dylemacie polskich narodowych konserwatystów. Pożytki z FDP Za "aideologiczną" uważana jest natomiast FDP. Z tego powodu polscy politycy wyrazili nadzieję na udział liberałów w przyszłym rządzie. "Nie ma jednak żadnej pewności, że uczestnicząc w koalicyjnym rządzie, FDP będzie się koncentrować wyłącznie na gospodarce, pomijając polityczne kontrowersje. Władze w Warszawie nastawiają się w każdym razie na tzw. koalicję świateł ulicznych (SPD-Zieloni-FDP), nie wiedząc, co dokładnie będzie (ta konfiguracja) oznaczała dla relacji pomiędzy Warszawą a Berlinem" - podsumowuje swoją analizę Philipp Fritz. Redakcja Polska Deutsche Welle