Reklama

Reklama

Niemcy oburzone wypowiedzią burmistrz Kolonii. "Oskarża ofiary, a nie sprawców"

W ogniu krytyki znalazła się burmistrz Kolonii Henriette Reker. Po brutalnych napaściach na kobiety w kilku miastach w Niemczech oświadczyła na konferencji prasowej, że władze Kolonii wydadzą specjalny poradnik dla kobiet, by wiedziały, jak mają się zachować w przypadku agresji ze strony mężczyzn. Oświadczenie to spotkało się z falą oburzenia wśród niemieckiego społeczeństwa i internautów, którzy uznali je za sugestię, że ofiary napaści są same sobie winne.

Jak poinformował brytyjski dziennik "The Independent", burmistrz Kolonii Henriette Reker zarzuca się udzielanie kobietom porad, jak się mają zachowywać, zamiast udzielania wskazówek mężczyznom, którzy są zazwyczaj napastnikami.

- Niezwykle ważne jest, by zapobiec podobnym incydentom w przyszłości - powiedziała Reker na konferencji prasowej.

Według burmistrz Kolonii, jednym ze sposobów zapobiegania podobnym incydentom w przyszłości może być przyjęcie odpowiedniego kodeksu zachowania dla młodych dziewcząt i kobiet. Jego zasady mają zostać opublikowane w internecie i zawierać m.in. takie rady, jak trzymanie się na dystans od nieznajomych i pozostawanie w zwartej grupie, a także proszenie o pomoc przechodniów i informowanie policji o każdym, nawet najmniejszym przypadku napastowania - czytamy na stronie brytyjskiego dziennika "The Independent".

Reklama

Oburzenie niemieckiego społeczeństwa

Tym samym burmistrz Kolonii wywołała oburzenie w mediach. Jej słowa zostały zdecydowanie skrytykowane przez niemieckie społeczeństwo, ze względu na zrzucanie winy za napaści na ofiary, a nie na sprawców. Internauci uważają, że burmistrz zasugerowała, aby kobiety dostosowały się do napastników.

Podczas konferencji prasowej burmistrz Kolonii podkreśliła również, że martwią ją różnice kulturowe między lokalną społecznością, a przebywającymi w Niemczech uchodźcami. Henriette Reker obawia się, że uchodźcy mogą błędnie interpretować zachowanie kobiet jako otwartość seksualną.

Opieszałość policji i krytyka telewizji publicznej

Kolońska policja przyznała, że początkowo zbagatelizowała skalę zagrożenia. 

- Najpierw policjanci rozpędzili zgromadzenie na placu, ale potem wciąż dochodziło do aktów molestowania i kradzieży. Nikt o tym nie informował, czekając, aż poszkodowani złożą sami doniesienia. Policji nie wolno pracować w ten sposób - powiedział minister spraw wewnętrznych RFN Thomas de Maizier.

Krytyka skierowana jest nie tylko pod adresem burmistrz Kolonii i mundurowych, ale także niemieckiej telewizji publicznej, która początkowo nie podawała wiadomości o atakach na kobiety.

Pierwszy trop

Po napaściach, do których doszło w sylwestrową noc w niemieckich miastach, a których ofiarami padły dziesiątki kobiet, policja wpadła w środę na pierwszy trop. Minister spraw wewnętrznych Nadrenii Północnej-Westfalii Ralf Jaeger poinformował wczoraj, że policja dotarła do czterech domniemanych sprawców.

Zdaniem ministra sprawiedliwości RFN Heiko Maas ataki na kobiety były zorganizowane.

- Wygląda na to, że wszystko to było umówione - powiedział minister sprawiedliwości RFN Heiko Maas w rozmowie z telewizją ZDF. - Takie rzeczy nie przychodzą znikąd, ktoś musi się za tym kryć.

Sylwestrowe ataki w Niemczech

W nocy z 31 grudnia na 1 stycznia grupa ponad 1 tys. mężczyzn, według policji "o wyglądzie wskazującym na pochodzenie z krajów arabskich lub Afryki Północnej", zebrała się w okolicach dworca głównego w Kolonii i znajdującej się nieopodal kolońskiej katedry. Młodzi mężczyźni obrzucali petardami innych uczestników zabawy pod gołym niebem. Napastnicy otaczali przypadkowe, wracające z zabawy kobiety, molestowali je, wyzywali i okradali.

Do ataków na kobiety doszło nie tylko w Kolonii, ale także w Hamburgu i w Stuttgarcie. Schemat ataków we wszystkich miastach był podobny. Grupy złożone z kilku-kilkunastu mężczyzn "o wyglądzie południowym lub arabskim"osaczały kobiety, napastowały je seksualnie, a następnie zabierały im dokumenty, telefony komórkowe i pieniądze. Jedne z ofiar poinformowały policję, że zostały zgwałcone, z innych zdarto ubrania i bieliznę.

Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa, w tym dwóch gwałtów, złożyło dotychczas 106 kobiet z Kolonii i 53 kobiety z Hamburga.

Zaostrzenie dyskusji o polityce migracyjnej

Incydenty w Kolonii oraz Hamburgu doprowadziły do zaostrzenia toczącej się w Niemczech od miesięcy dyskusji o polityce migracyjnej rządu Merkel. Krytycy pani kanclerz domagają się ograniczenia liczby osób wpuszczanych do kraju, deportowania obcokrajowców wchodzących w konflikt z prawem czy też wręcz zamknięcia granic. Zwolennicy polityki "otwartych drzwi" ostrzegają, by nie "potępiać w czambuł wszystkich uchodźców".

W zeszłym roku do Niemiec przyjechało co najmniej 1,1 mln imigrantów. Władze Bawarii podały, że od początku br. niemiecką granicę w Bawarii przekracza dziennie 3 tys. osób poszukujących schronienia i pracy. Seehofer domaga się ograniczenia liczby imigrantów do 200 tys. rocznie. Merkel jest przeciwna takiemu limitowi.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy