Reklama

Reklama

Niemcy na łasce Amerykanów. Gigant wygasza swoją usługę

Niemieccy konsumenci i handlowcy zostali postawieni pod ścianą przez Amerykanów. Działający u naszych zachodnich sąsiadów od lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku system płatniczy EC, dziś funkcjonujący pod nazwą Girocard, jest właśnie wygaszany. Mastercard uznał, że nie jest już zainteresowany utrzymywaniem tego systemu, co spowoduje spore problemy, bo Niemcy nie mają przygotowanej alternatywy. Przykład tego kraju pokazuje, jak bardzo uzależnieni jesteśmy w Europie od amerykańskich gigantów na rynku płatności detalicznych.

Plastikowe karty Giro są podstawową kartą płatniczą w Niemczech. Można nimi płacić w sklepach, robić przelewy, nie mając do dyspozycji bankowości internetowej, wyjmować za darmo pieniądze z bankomatów. Niemieckie banki stworzyły system, by zarówno konsumenci jak i handlowcy mogli ponosić mniejsze koszty, niż przy użytkowaniu tradycyjnych kart kredytowych i debetowych. 

Karty Giro korzystają jednak z amerykańskiej technologii należącej do Mastercard. Działają pod marką Maestro, która od przyszłego roku będzie wygaszana. Mimo, że Mastercard ma w Niemczech zarejestrowanych blisko 100 mln takich kart, gigant twierdzi, że utrzymywanie systemu Maestro jest nieopłacalne. 

Reklama

Nieoficjalnie mówi się, że zamiary Amerykanów są zupełnie inne. Chodzi o to, aby Niemcy przerzucili się w końcu na karty debetowe, które w przypadku prowizji są o wiele droższe niż karty Giro. Dlatego handlowcy wciąż zapierają się i nie chcą akceptować kart debetowych i kredytowych.

Problem jak w banku

I tu niemieckie banki stanęły przed wielkim problemem. Bo obecnie nie ma alternatywnego systemu, który mogliby zaoferować klientom. Największe instytucje finansowe zdają sobie sprawę z tego, że w obecnych czasach jedynym rozwiązaniem byłoby stworzenie jednolitego europejskiego systemu płatności, konkurencyjnego dla Ameryki. Ruszyły nawet prace nad mechanizmem o roboczej nazwie EPI (European Payments Initative). 

W sumie 16 największych europejskich banków chciało umożliwić obywatelom Unii korzystanie z płatności, bez konieczności płacenia monopolistom na rynku kart kredytowych. Tyle, że europejskie instytucje finansowe, bez wystarczającego wsparcia ze strony Brukseli i Europejskiego Banku Centralnego, nie były w stanie porozumieć się i zawalczyć na rynku płatności detalicznych. Na początku tego roku większość udziałowców projektu wycofała się z niego. O dalszych losach EPI pozostali udziałowcy zadecydują w listopadzie.

Co prawda na europejskim rynku pojawia się coraz więcej takich projektów jak Klarna czy Blik, które widzą ogromny potencjał w płatnościach bezgotówkowych, jednak trudno im wciąż przełamać monopol Amerykanów. A to oni są właścicielami takich firm jak Mastercard, Visa, czy American Express, nie mówiąc już o koncernach oferujących usługi płatnicze jak Apple Pay, Google Pay czy PayPal.

Europa zdoła się zabezpieczyć?

Wygląda to niestety tak, że gdyby teoretycznie zmieniła się sytuacja geopolityczna i Amerykanie odłączyliby Europę od globalnego systemu płatności, Unia stanęłaby przed ogromnym problemem. Komisja Europejska i EBC do tej pory słabo wspierają tutejsze firmy i startupy, nie mówiąc o powstających jak grzyby po deszczu neobankach, które nie mając alternatywy i narzędzi, oferują swoim klientom usługi działające na bazie technologii zza oceanu. 

I to właśnie na przykładzie Niemiec warto dziś wyciągnąć wnioski i poważnie zastanowić się nad systemem, który uzdrowiłby rynek i zabezpieczył Europę w tym obszarze. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy