Reklama

Reklama

Niemcy: Kurz-show. Austriacki kanclerz kontra dziennikarka

Kanclerz Austrii Sebastian Kurz przyjechał w środę na wizytę do Niemiec. Młody premier spotkał się z Angelą Merkel i ministrem finansów Wolfagngiem Schaeuble. Najwięcej komentarzy wywołała jednak jego obecność w popularnym programie talk show prowadzonym przez Sandrę Maischberger. Po emisji na głowę dziennikarki spadły gromy ciskane przez austriackie media i opinię publiczną.

Wywiad z austriackim szefem rządu trwał godzinę. Przez cały ten czas młody polityk musiał odpierać konsekwentne ataki prowadzącej program Sandry Maischberger - pisze portal oe24.at. Już na samym początku dziennikarka nazwała Sebastiana Kurza "najdelikatniejszą pokusą, odkąd istnieje populizm".

W zapowiedzi na Twitterze Maischberger zapytała fanów o motywacje Kurza, który stworzył koalicję z partią FPOe - ugrupowaniem uchodzącym w pewnych kręgach za populistyczne i skrajnie prawicowe. Wątpliwości wzbudziła przede wszystkim osoba Heinza-Christiana Strache, któremu zarzuca się członkostwo w neonazistowskiej młodzieżówce w przeszłości.

Reklama

"Nazistowska przeszłość czy błędy młodości?" - napisała dziennikarka.

Argumenty ad personam

Maischberger nie unikała pytań ad personam, które w jej zamyśle miały zdyskredytować polityka. Dziennikarka podkreślała (zbyt) młody wiek austriackiego premiera, pytając o plany powiększenia rodziny i stanięcia na ślubnym kobiercu.

Prowadząca program dopytywała też o powody, dla których Sebastian Kurz nie dokończył studiów prawniczych. Kiedy Kurz wyjaśnił, że wczesne zaangażowanie w politykę uniemożliwiło mu dalsze studiowanie, dziennikarka skrytykowała go za niepoprawne - w jej mniemaniu - sformułowanie. Mimo że w Austrii i Niemczech obowiązuje język niemiecki, oba jego warianty różnią się nielicznymi szczegółami. Nazwa kierunku studiów prawniczych należy do tej wąskiej grupy.

Zachowanie profesjonalnej zazwyczaj dziennikarki wywołało burzę w mediach społecznościowych. "Można nie lubić Sebastiana Kurza, ale prowadząca program powinna mieć szacunek do partnera w dyskusji" - napisała jedna z użytkowniczek. Komentujący na Twitterze podkreślali za to opanowanie austriackiego premiera, który nie dał się wyprowadzić z równowagi.

"Jestem pełen podziwu, jak ten młody człowiek potrafi formułować swoje przemyślenia w tak spokojny i mądry sposób, nawet wtedy, gdy prowadząca próbuje wszystkiego, by skompromitować Kurza - czytamy.

Agresywne pytania nie wytrąciły Kurza z równowagi. Kanclerz spokojnie podkreślił, że kontrowersyjna partia FPOe jest gotowa trzymać się ustalonego w ramach koalicji programu, a wypowiadając się na temat przeszłości Strachego stwierdził, że każdy człowiek zasługuje nie na potępienie, a drugą szansę - podkreśla portal oe24.at.

Co z burkami?

Sandra Maischberger zapytała również Kurza o jego podejście do zakazu noszenia burek i nikabów w Austrii, którego - jako ówczesny minister spraw zagranicznych i integracji - był gorącym orędownikiem. Prowadząca chciała wiedzieć, dlaczego młody polityk zmienił zdanie w tej sprawie. 31-letni premier uzasadnił swoje poglądy zmieniającymi się warunkami, a konkretnie napływem ludzi, których "podstawowe wartości są skrajnie inne niż nasze". Sebastian Kurz podkreślił też, że Austria zmaga się w ostatnich latach z wieloma problemami związanymi z islamskim ekstremizmem.

Premier musiał również odpierać zarzuty o antysemityzm - "nigdy wcześniej nie było przepisów prawnych, które tak wyraźnie opowiadałby się przeciwko antysemityzmowi" oraz o podobieństwo ideowe jego koalicjanta do populistycznej niemieckiej partii AfD. Młody polityk w odpowiedzi na pytania dziennikarki podkreślił, że AfD i FPOe nie powinny być do siebie porównywane, a do rozwiązania problemu uchodźców nie należy używać takich terminów jak lewica czy prawica, tylko działać ponad podziałami.

Sebastian Kurz może się pochwalić błyskotliwą karierą polityczną. W wieku 31 lat został premierem, a obecnie stara się budować płaszczyznę porozumienia między Unią Europejską a Europą Środkową. Młody polityk był też w stanie stworzyć rząd w ciągu miesiąca od wyborów. Dla porównania - niedługo miną cztery miesiące, odkąd Angela Merkel i Martin Schulz bezskutecznie usiłują sformować koalicję.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne