Reklama

Reklama

​Niemcy: Historycy chcą ustąpienia posła Stephana Protschki

W opublikowanym w poniedziałek liście otwartym grupa niemieckich historyków zażądała, by poseł narodowo-konserwatywnej partii AfD do Bundestagu Stephan Protschka zrzekł się mandatu, gdyż jest fundatorem prowokacyjnej tablicy na cmentarzu w Bytomiu.

Nosząca symbol Żelaznego Krzyża tablica upamiętniała "poległych niemieckich żołnierzy I i II wojny światowej, bojowników Selbstschutzu i freikorpsów oraz zamordowanych i uciskanych wschodnich Niemców". Zawierała ponadto informację, że inicjatorami jej postawienia byli Markus Tylikowski i BJDM Beuthen (Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej Bytom) oraz szczegółową listę osób i instytucji, które ją ufundowały. Listę tę otwierało nazwisko Protschki, reprezentującego Alternatywę dla Niemiec (AfD) w Bundestagu.

"Nieznośne i skandaliczne wywyższenie"

Zredagowany przez profesora Michaela Wildta z Uniwersytetu Humboldta w Berlinie i szefa fundacji miejsc pamięci Dolnej Saksonii Jensa-Christiana Wagnera list otwarty nazywa tablicę "nieznośnym i skandalicznym wywyższeniem narodowo-socjalistycznych i skrajnie prawicowych ugrupowań, jak też niedającym się przyjąć afrontem wobec Polski". Pod listem podpisało się łącznie ponad 20 naukowców.

Reklama

"Instytut Pamięci Narodowej oświadcza, że jest to obiekt wystawiony nielegalnie, powstał z naruszeniem przepisów prawa polskiego, ponadto jest nie do pogodzenia z szacunkiem dla pamięci ofiar niemieckich zbrodniczych formacji narodowo-socjalistycznych. Każdy tego rodzaju obiekt powinien zostać niezwłocznie usunięty. Instytut w każdym tego rodzaju przypadku bezprawnych działań będzie składał zawiadomienia do prokuratury" - oświadczył w czwartek rzecznik IPN Adam Stefan Lewandowski.

Przeszłość Selbstschutz

Selbstschutz (Samoobrona) to formacja odpowiedzialna za terroryzowanie polskiej ludności i zabójstwa polskich działaczy już w latach 20. XX w. - szczególnie na terenie Górnego Śląska. "Po wybuchu II wojny światowej od pierwszych dni niemieckiej agresji na Polskę członkowie Selbstschutzu uczestniczyli w akcjach masowej eksterminacji obywateli RP, jego członkowie brali udział w aresztowaniach i zbiorowych egzekucjach, wykazując się niejednokrotnie wyjątkowym bestialstwem wobec przedstawicieli polskich elit" - podał IPN.

Freikorpsy, czyli korpusy ochotnicze, brały udział w zwalczaniu polskich organizacji po I wojnie światowej, m.in. występując zbrojnie przeciwko powstaniom śląskim. Członkami tej formacji byli późniejsi prominentni naziści, w tym dowodzący tłumieniem powstania warszawskiego Erich von dem Bach i komendant obozu Auschwitz Rudolf Hoess.

IPN: Nie było zgody

"Z dostępnych nam informacji wynika, że zarządca cmentarza nie wyraził zgody na instalację tablicy. Inicjatorzy upamiętnienia nie uzyskali opinii Instytutu Pamięci Narodowej, wymaganej zapisem (...) ustawy o IPN - Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dodatkowo umieszczenie na upamiętnieniu inskrypcji wyłącznie w języku niemieckim narusza ustawę z dnia 7 października 1999 r. o języku polskim" - napisał w oświadczeniu rzecznik IPN.

Instytut podkreślił, że upamiętnianie żołnierzy zbrojnych formacji III Rzeszy na terenie Polski w miejscu innym niż wyznaczone 13 niemieckich zbiorczych cmentarzy wojennych jest nie do pogodzenia z obowiązującymi od przeszło 25 lat zasadami współpracy polsko-niemieckiej.

Nadany w piątek reportaż katowickiej redakcji TVP3 zaprezentował puste już miejsce po tablicy. Nie podano, kto ją usunął i kiedy się to odbyło.

Protschka oświadczył w poniedziałek agencji dpa, że uzgodniony z nim tekst wymieniał tylko żołnierzy obu wojen światowych i miał być umieszczony na tablicy o niewielkich rozmiarach. Dlatego wezwania do rezygnacji z mandatu uważa za śmieszne. Dodał, że złożył polskiemu ambasadorowi pisemne przeprosiny i zaoferował poniesienie kosztów demontażu tablicy, która jednak już zniknęła. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy