Reklama

Reklama

Na Górę Oliwną jak na Kasprowy. Spór o kolejkę linową w Jerozolimie

Ruch drogowy w Jerozolimie zawsze był problemem. Stolica Izraela, z prawie milionem mieszkańców, jest celem podróży dla setek tysięcy turystów i pielgrzymów. W 2018 roku do świętego miasta trzech religii monoteistycznych przybyło ok. 3,5 mln turystów. Stąd ogromne korki i zatłoczenie. Aby poradzić sobie z tym problemem, izraelskie władze postanowiły wybudować w Jerozolimie kolejkę linową.

72 kabiny nad miastem

Z pomysłem wielkie nadzieje wiązał były minister turystyki Jariw Lewin. Jak przekonywał opinię publiczną, kolejka nie tylko umożliwi wygodniejszy dojazd turystom i pielgrzymom zmierzającym pod Ścianę Płaczu, ale też sama w sobie będzie atrakcją. Projekt został zatwierdzony przez Komisję ds. Planowania, Budowy i Mieszkalnictwa, a Ministerstwo Turystyki nadało mu priorytet krajowy. To kategoria zwykle zarezerwowana dla szczególnie ważnych projektów infrastrukturalnych i drogowych. Pozwala pominąć czasochłonne komitety planistyczne.

Pomysłodawcy kolejki po dokładnym zbadaniu różnych rozwiązań uważają, że okaże się ona najwydajniejszym, najszybszym i najtańszym rozwiązaniem. Zapewniają, że od momentu otrzymania niezbędnych pozwoleń możliwe będzie ukończenie budowy w ciągu 15 miesięcy, kosztem 220 mln szekli (ok. 240 mln zł). "To strategiczny projekt promujący turystykę na Starym Mieście. Krok po kroku przekształcamy wizję w rzeczywistość", przekonuje minister ds. Jerozolimy i dziedzictwa narodowego Ze'ew Elkin.

Reklama

Kolejka linowa ma przewozić do 3 tys. osób na godzinę w 72 kabinach na trasie o długości 1,4 km. Połączy zachodnią część Jerozolimy z Górą Oliwną we wschodniej, okupowanej części miasta, a następnie dotrze do Bramy Gnojnej. Rząd twierdzi, że projekt zmniejszy natężenie ruchu drogowego. Plan uruchomienia kolejki wywołuje jednak krytykę z wielu stron.

Jerozolima to nie Disneyland

W lewicowo-liberalnym dzienniku "Ha-Arec" 70 przedstawicieli kultury, nauki, archeologii i architektury - wśród nich laureaci Nagrody Izraela, archeolodzy prof. Amihai Mazar, prof. Amnon Ben-Tor i prof. Benjamin Kedar, oraz były szef izraelskiego Urzędu ds. Starożytności, a także światowej sławy architekt, Mosze Safdie, który zaprojektował muzeum Jad wa-Szem - złożyło petycję przeciwko budowie kolejki. Protest argumentują tym, że "Jerozolima nie jest Disneylandem, a jej skarby widokowe i zabytki nie są przedmiotem negocjacji". Realizacja projektu "odbierze Jerozolimie status miasta światowego" i zmniejszy jej wartość jako światowego dziedzictwa.

Przedstawiciele Emek Shaveh, izraelskiej organizacji pozarządowej działającej na rzecz ochrony dziedzictwa kulturowego, którzy złożyli protest do Sądu Najwyższego, ostrzegają, że kolejka zmieni panoramę Starego Miasta - miejsca z listy światowego dziedzictwa UNESCO - i będzie niekorzystnie oddziaływać na życie palestyńskiej dzielnicy Silwan na obrzeżach Starego Miasta.

Dyrektor generalny organizacji Jonathan Mizrahi zauważa, że tak istotnego projektu nie powinien zatwierdzać rząd przejściowy. Po ostatnich wyborach bowiem rządzący Likud nie utworzył gabinetu, nie utworzyła go też opozycja. W marcu odbędą się trzecie wybory w ciągu roku. Póki nie powstanie nowy rząd, Netanjahu pełni funkcję premiera przejściowego. "Apel do Sądu Najwyższego ma na celu zapobieżenie niszczycielskiemu wpływowi kolejki linowej na krajobraz Starego Miasta i kruchą sytuację polityczną w Jerozolimie - pisze w oświadczeniu Mizrahi. - Rząd nie był w stanie znaleźć pieniędzy dla niepełnosprawnych, ale udało mu się zatwierdzić budżet w wysokości 220 mln szekli na przedsięwzięcie turystyczne. Chyba nie takie priorytety powinna mieć władza".

Jako absurdalny pomysł budowy kolejki określa architekt Mosze Safdie: "Moim głównym zastrzeżeniem jest to, że rozwiązanie byłoby okropne pod względem estetycznym, i to nie tylko dla Starego Miasta. Kolejki linowe są w różnych miejscach, ale nie buduje się ich przecież nad zabytkową Florencją, Kordobą ani żadnym innym historycznym miastem".

Kabiny kilka metrów nad domami

Organizacje lewicowe twierdzą, że projekt jest motywowany politycznie, przede wszystkim w celu wzmocnienia kontroli Izraela nad Starym Miastem. Ma też przynieść korzyści ELAD, nacjonalistycznej religijnej organizacji pozarządowej, która odgrywa ważną rolę w wielu kontrowersyjnych inicjatywach w Jerozolimie. ELAD zarządza parkiem archeologicznym Miasto Dawida, kontroluje stanowiska archeologiczne i turystyczne w dzielnicy Silwan, a także tunele rozpoczynające się lub kończące pod Ścianą Płaczu. Buduje również osiedla żydowskie w sąsiedztwie. Organizacja ta nie ukrywa swojego celu, a jest nim m.in. stworzenie żydowskiej większości w arabskich dzielnicach Wschodniej Jerozolimy i odnowienie społeczności żydowskiej w Mieście Dawida. Końcowa stacja kolejki linowej przy Bramie Gnojnej zostanie zbudowana właśnie nad budynkiem należącym do ELAD.

Sprzeciw wobec projektu zgłaszają także Autonomia Palestyńska i rząd Jordanii. Aviv Tatarsky z Ir Amim, organizacji pozarządowej badającej konflikt izraelsko-palestyński, uważa, że kolejka nie jest odpowiedzią na duży ruch, ma natomiast charakter polityczny. "Chodzi o to, aby jeszcze mocniej zaznaczyć żydowską obecność w dzielnicy Silwan pod pretekstem rozwoju ruchu turystycznego", powiedział.

Kilka palestyńskich rodzin, które mieszkają tam od pokoleń, już zostało eksmitowanych, aby władze mogły stworzyć park archeologiczny i przyjąć żydowskich osadników. Według "Ha-Arec" rząd Izraela ściśle współpracuje z prawicową organizacją osadniczą Ateret Cohanim, aby eksmitować Palestyńczyków.

Organizacje niechętne planom budowy uważają, że to Palestyńczycy w dzielnicy Silwan poniosą największe koszty operacji: kabiny będą nieprzerwanie krążyć kilka metrów nad ich domami. Do tego dojdzie wywłaszczenie gruntów w celu postawienia elementów konstrukcji.

Mała żydowska sekta karaimska również zgłosiła swój sprzeciw, ponieważ trasa kolejki przechodzi przez starożytne miejsca pochówku i grozi zbezczeszczeniem zmarłych.

Kupcy zostaną na dole

Przeciwnicy wskazują też kolejną wadę planu: turyści będą podróżować nad głowami kupców, którzy prowadzą działalność wzdłuż dróg dojazdowych do świętych miejsc. Ilu wybierze się na spacer po arabskich dzielnicach? Brak klientów będzie miał istotny wpływ na sytuację materialną Palestyńczyków w arabskiej części miasta. "Cały mój dochód opiera się na turystach - mówi Mohammed Fatah, właściciel sklepu z pamiątkami w chrześcijańskiej dzielnicy Starego Miasta. - Jeśli będzie kolejka linowa, turyści zaczną nas omijać, a sklepy będą świecić pustkami".

Z Mohammedem zgadza się jego przyjaciel Rami, który pracuje w piekarni: "Mieszkam w dzielnicy muzułmańskiej. Wydostanie się z miasta zajmuje mi co najmniej pół godziny, ale nigdy nie skorzystam z kolejki linowej, bo jest powiązana z radykalną żydowską prawicą".

Mamoun Abu Amer, ekspert ds. Izraela i wykładowca na Ummah Open University w Strefie Gazy, powiedział redakcji "Al-Monitor", że "kolejka linowa będzie miała katastrofalne skutki dla społeczności arabskiej we Wschodniej Jerozolimie". Zaznaczył, że już teraz w arabskich dzielnicach pojawia się więcej patroli policji lub wojska, które mogą kontrolować mieszkańców - oficjalnie, aby ochraniać żydowskich osadników mieszkających w tych dzielnicach. Przypomniał, że projekt wpłynie na sektor gospodarczy i turystyczny miasta. Argumentował, że rząd Izraela kierowany przez Likud stara się zdobyć dodatkowe głosy przed wyborami. "Budowa kolejki linowej spowoduje, że Izrael zwiększy kontrolę nad Starym Miastem pod pretekstem zapewnienia bezpieczeństwa osadnikom. Może także nałożyć dodatkowe środki bezpieczeństwa na mieszkańców", twierdził. A to wszystko może tylko zwiększyć napięcie w już i tak podzielonym mieście.

Tomasz Skowronek


Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy