Reklama

Reklama

"Myślałem, że to wojna". Niepokojące wydarzenia w Szwecji

W Szwecji odnotowano ponowny wzrost liczby eksplozji materiałów wybuchowych podkładanych przed budynkami mieszkalnymi. W ciągu ostatniego tygodnia miały miejsce cztery detonacje. Do dwóch z nich doszło w stolicy kraju Sztokholmie. Według policji wybuchy są związane z porachunkami gangów.

W miniony weekend doszło do wybuchu bomby podłożonej pod balkonem w bloku w dzielnicy Soedermalm w centrum Sztokholmu.

Świadek: "Myślałem, że to wojna"

Poważnie uszkodzona jest konstrukcja budynku, mieszkańcy 20 lokali zostali ewakuowani i nie wiadomo, kiedy będą mogli wrócić. "W pierwszym momencie myślałem, że to wojna" - powiedział telewizji SVT jeden ze świadków.

Wcześniej w czwartek późnym wieczorem eksplozja zniszczyła klatkę schodową w budynku wielorodzinnym w Huvudsta pod Sztokholmem. Straty to m.in. powybijane szyby w 50 oknach oraz uszkodzone drzwi. W wyniku eksplozji nikt nie odniósł większych obrażeń.
Szwedzka policja łączy ze sobą oba zdarzenia i prowadzi śledztwo w sprawie dewastacji mienia. Podejrzewa, że wybuchy są związane z porachunkami grup przestępczych. 

Reklama

- Obie eksplozje miały miejsce w krótkim odstępie czasu - podkreślił rzecznik sztokholmskiej policji Ola Oesterling.

W ciągu ostatniego tygodnia materiały wybuchowe uszkodziły także budynki mieszkalne w Astorp oraz Helsingborgu na południu kraju.

Mniej strzelanin, więcej wybuchów

Pod koniec sierpnia w Sztokholmie w torbie pozostawionej w parku Kungstradgarden przy luksusowej restauracji Operakallaren policja znalazła bombę. W związku ze sprawą aresztowano trzy osoby, w tym 15-latka, który - według mediów -  przywiózł materiał wybuchowy kolejką podmiejską z Jordbro.

Z policyjnych statystyk wynika, że w Szwecji w ostatnich latach spadała liczba wybuchów, gdy jednocześnie rosła liczba strzelanin. Najwięcej eksplozji, 133, miało miejsce w 2019 roku, w 2020 było ich 107, a w 2021 roku liczba ta spadła do 79 . W tym roku miały już miejsce co najmniej 72 detonacje.

Wybuch w bloku wielorodzinnym w Bogatyni. Dwie osoby ranne

Według kryminologa z Uniwersytetu w Malmoe Manne Gerella "liczba eksplozji zależy m.in. od konfliktów w środowisku przestępczym oraz dostępności materiałów wybuchowych". - Kilka lat temu popularne były bomby umieszczane w termosach, jednak policja zatrzymała kilka osób i to źródło wyschło - podkreślił Gerell.

Jak dodaje naukowiec, "bomby, najczęściej domowej konstrukcji, podkładane są raczej nie po to, by kogoś zabić lub zranić, ale zaszantażować lub zastraszyć osoby niebędące przestępcami".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy