Mogą przejąć władzę. Jak prokremlowska sieć kupuje głosy w Mołdawii
50 euro - za tyle prorosyjska siatka stara się kupować głosy Mołdawian. W Interii opisujemy, w jaki sposób ludzie związani w Kremlem chcą przejąć władzę w Kiszyniowie. Jak mówi nam Jakub Pieńkowski z PISM, działania Rosji mają charakter "otwartej bezczelności".

W skrócie
- Rosja poprzez siatkę prorosyjskich polityków i korupcję próbuje przejąć władzę w Mołdawii, wykorzystując do tego m.in. kupowanie głosów.
- Kluczową rolę w tych działaniach odgrywa Wyborczy Blok Patriotyczny wspierany przez Ilana Shora, objętego sankcjami i poszukiwanego za przestępstwa finansowe.
- Władze Mołdawii oraz partia rządząca ostrzegają przed zagrożeniami dla suwerenności kraju, apelując do obywateli o czujność podczas wyborów.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
28 września Mołdawia zdecyduje o swojej przyszłości. Wybory parlamentarne zaważą na losach integracji kraju z Unią Europejską. Wydarzenia z Kiszyniowa będą śledzić nasi dziennikarze - Marcin Orłowski i Jakub Krzywiecki. Zapraszamy na relację - od soboty do poniedziałku codziennie o godzinie 20:00 na stronie głównej Interii i YouTube.
Im bliżej wyborów, tym więcej emocji. W środę rosyjskie MSZ wezwało ambasadora Mołdawii w związku z decyzją władz w Kiszyniowie, które odmówiły akredytacji rosyjskim obserwatorom OBWE. Premier Dorin Recean oskarżył Kreml o próbę "przejęcia władzy w Kiszyniowie" i "naruszenie suwerennej woli" obywateli Mołdawii.
Zdaniem polityków rządzącej i proeuropejskiej Partii Działania i Solidarności (PAS) Moskwa nie tylko podważa zaufanie do ich formacji, ale też wspiera konkurentów politycznych - prorosyjski Wyborczy Blok Patriotyczny. Zanim wyjaśnimy, w jaki sposób, przyjrzyjmy się, czym w istocie jest ta grupa partii.
Wybory w Mołdawii. Prorosyjska koalicja walczy o władzę
Wyborczy Blok Patriotyczny to lewicowa koalicja "uszyta" na tegoroczne wybory parlamentarne. Negocjacje rozpoczęły się na początku lipca i w ciągu miesiąca udało się stworzyć blok składający się z czterech ugrupowań.
Koalicji przewodzi Igor Dodon - były prezydent Mołdawii i lider Partii Socjalistów Republiki Mołdawii. Opowiada się za natychmiastowym wypowiedzeniem umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską i wielokrotnie deklarował, że Kiszyniów powinien być częścią rosyjsko-białorusko-kazachskiej unii celnej.
Kolejne ugrupowanie w koalicji to Partia Komunistów Republiki Mołdawii. Na jej czele stoi Władimir Woronin. 84-letni polityk był w przeszłości członkiem KPZR, zasiadał we władzach Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej jako szef MSW w stopniu generała milicji. W późniejszych latach został dwukrotnie prezydentem Mołdawii. Podobnie jak Dodon domaga się dołączenia do kontrolowanej przez Moskwę unii celnej.
Następna formacja to Partia Republikańska Serce Mołdawii. Kieruje nią Irina Vlah, do 2023 gubernator Gaguskiego Okręgu Autonomicznego. We wrześniu Litwa nałożyła sankcje na Vlah, w związku z "powiązaniami z Rosją oraz jej aktywną pomocą Moskwie w wywieraniu bezprawnego wpływu na procesy polityczne w Mołdawii". Wcześniej na podobny krok zdecydowała się Kanada.
W czwartek wjazdu na swoje terytorium Vlah zakazała również Polska. Tego samego dnia mołdawski Sąd Apelacyjny zawiesił działalność jej partii, w związku z finansowaniem formacji z "nieprzejrzystych źródeł".
Czwartą formacją - Partią Przyszłości Mołdawii - kieruje Vasile Tarlev. Był premierem Mołdawii w czasach prezydentury Woronina. W lipcu tego roku uczestniczył w delegacji do Moskwy, gdzie wspólnie z Vlah i Dodonem spotkał się z wicepremierem Aleksandrem Nowakiem, z którym rozmawiali o współpracy z Rosją w przypadku zmiany rządów.
Do tej układanki trzeba dodać jeszcze jedno nazwisko, które w historii Mołdawii jest obecne od dłuższego czasu. Oligarchy Ilana Shora.
Ilan Shor i "bezczelne" działania Rosji
Na tydzień przed wyborami BBC opublikowało wyniki śledztwa na temat nielegalnej kampanii wyborczej w Mołdawii. Głównie dotyczy sieci osób, które za pieniądze mają publikować prorosyjską propagandę i fałszywe treści podważające działania prounijnej partii rządzącej.
Jak wskazuje BBC, opiekunowie sieci, którzy zlecają publikowanie postów i filmów na Facebooku i TikToku, są związani z organizacją pozarządową Eurasia. Tymczasem brytyjski resort dyplomacji podkreśla, że jest organizacja jest powiązana z Ilanem Shorem.
To urodzony w Izraelu mołdawski polityk, który prowadził własną partię, zdelegalizowaną w 2023 roku. Sąd Konstytucyjny Mołdawii uznał, że formacja promowała interesy Rosji i szkodziła suwerenności państwa. Sam Shor jest objęty sankcjami państw zachodnich, a "Washington Post" ujawnił, że polityk był na liście płac FSB. Co więcej, ukrywa się w Moskwie, bo w Mołdawii jest skazany na 15 lat więzienia w związku z kradzieżą miliarda dolarów z mołdawskich banków w 2014 roku.
(dalsza część artykułu pod zdjęciem)

Shor deklaruje, że Mołdawia powinna być częścią Federacji Rosyjskiej i robi wiele, by taki scenariusz stał się realny. To on odpowiada za budowę poparcia dla Wyborczego Bloku Patriotycznego.
- Intensywne działania Rosji, w gruncie rzeczy na poziomie otwartej bezczelności, trwają od października ubiegłego roku, kiedy odbyły wybory prezydenckie i referendum konstytucyjne. Rosja działa za pośrednictwem siatki Ilana Shora - mówi Interii Jakub Pieńkowski, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.
Zaznacza, że od tamtych wyborów kampania wyborcza w Mołdawii w rzeczywistości przeniosła się do mediów społecznościowych. - Dzisiejsi 60-latkowie bez problemu poruszają się w internecie i oni są celem działań siatki Shora. Trzeba też przyznać, że Rosja ma doskonałe rozeznanie w nastrojach społecznych, strukturze społeczeństwa Mołdawii i wieloletnie doświadczenie w operacjach dezinformacyjnych - podkreśla analityk PISM.
50 euro. Proceder kupowania głosów
Co jednak szczególnie istotne, siatka Shora działa nie tylko w mediach społecznościowych. W ubiegłorocznych wyborach wykorzystywała narzędzie czysto korupcyjne. Shor zwyczajnie kupował głosy. Pieńkowski wskazuje, że w 2024 udało mu się tak zdobyć 130 tysięcy głosów z puli 1,7 mln oddanych w wyborach.
System miał jednak słaby punkt, bo wtedy ludzie mieli dostawać gotówkę, którą trzeba było dostarczyć do Mołdawii. - Teraz w dużej mierze odbywa się to poprzez przelewy internetowe, dewiz, kryptowalut. Często też ludzie dostają jedynie obietnicę pieniędzy. Oferowane im jest mniej więcej 50 euro, ale większość ludzi tych pieniędzy nigdy nie zobaczy - tłumaczy Pieńkowski.
Intensywne działania Rosji, w gruncie rzeczy na poziomie otwartej bezczelności, trwają od października ubiegłego roku, kiedy odbyły wybory prezydenckie i referendum konstytucyjne. Rosja działa za pośrednictwem siatki Ilana Shora
- Ale w ludziach jest swoiste poczucie "uczciwości". Jeśli sprzedali głos, obiecali, to zagłosują zgodnie z poleceniem, które otrzymają przez komunikatory internetowe - mówi dalej. - Skoro obiecali, że głos sprzedadzą, to większość rzeczywiście go sprzeda. Równocześnie będą bali się powiadomić służby, bo z siecią Shora (poprzez organizację Eurasia), zwierają umowę, która sama w sobie jest nielegalna. Tam jest klauzula o karze umownej, jeśli np. głosujący nie dostarczy zdjęcia karty do głosowania - wskazuje analityk PISM.
- Ludzie po prostu boją się, że jeśli swojego "zobowiązania" nie wypełnią, to ktoś będzie z nich ściągać pieniądze ujęte w klauzuli - dodaje nasz rozmówca.
Wskazuje też na możliwe protesty, jeśli Wyborczy Blok Patriotyczny przegra. - W propagandzie Shora pojawia teza, że władza organizuje fałszerstwa wśród diaspory, która odda mniej więcej 20 proc. głosów i w zdecydowanej większości będą za PAS-em. Ludzie nie będą widzieć, co dzieje się w diasporze, więc da im się wcisnąć wszelki kit. Dlatego myślę, że w takim scenariuszu będą próby podważenia wyniku wyborów - komentuje Jakub Pieńkowski.
---
BITWA O MOŁDAWIĘ! Reporterzy Interii Jakub Krzywiecki i Marcin Jan Orłowski wybory parlamentarne w Mołdawii zrelacjonują prosto z Kiszyniowa. Czytaj w Interii i oglądaj na YouTube!











