Reklama

Reklama

Miami: Samolot stanął w płomieniach. Na pokładzie panika. "Myślałam, że umrę"

Samolot dominikańskich linii lotniczych lądował awaryjnie na lotnisku w Miami (USA). Maszyna "przejechała" po pasie startowym i uderzyła w wieżę komunikacyjną, po czym stanęła w płomieniach. Na pokładzie było 100 osób, trzy zostały ranne. - Myślałam, że umrę - mówi pasażerka feralnego lotu.

Jak informuje Departament Straży Pożarnej Miami, na lokalnym międzynarodowym porcie lotniczym doszło do pożaru samolotu. Według brytyjskiego "Daily Mail" samolot należał do dominikańskich linii lotniczych i przewoził 100 osób.

"Daily Mail" informuje, że całe zajście zapoczątkowała awaria, która skłoniła pilota do przymusowego lądowania. Kiedy jednak samolot zbliżał się do pasa startowego, nie wylądował bez przeszkód. Serwis podaje, że maszyna "przejechała" podwoziem po pasie startowym, a następnie uderzyła w wieżę komunikacyjną. Wówczas samolot stanął w płomieniach

Reklama

Na miejscu szybko pojawiły się służby, które ugasiły płomienie i powstrzymały wyciek paliwa.

Straż pożarna: Ranni trafili do szpitala

Strażacy ocenili stan rannych i poszkodowanych. Łącznie trzy osoby zostały przewiezione do lokalnych szpitali.

Pasażerowie feralnego lotu nie kryją, że na pokładzie wybuchła panika. - Myślałam, że umrę - powiedziała Paola Garcia w rozmowie z CBS Miami. - Obok mnie siedział starszy pan, przytulałam go - dodaje. 

- Rzucało nami z boku na bok - czytamy w kolejnej relacji świadka. 

"Daily Mail" wskazuje również, że na nagraniach zamieszczonych w sieci widać wysiadających z samolotu pasażerów, którzy z krzykiem opuszczają maszynę

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy