Merz z ponurą wizją. Zwrócił się do Niemców, "iluzja nie potrwa długo"
- Jestem pierwszym kanclerzem od 20 lat, który mówi Niemcom: Nasza iluzja dobrobytu nie potrwa długo - stwierdził Friedrich Merz. Kanclerz Niemiec ujawnił, że nie jest zadowolony z "atmosfery, która panuje w kraju" oraz ocenił, że w obecnej sytuacji międzynarodowej konieczne jest przeprowadzenie reform. Zarazem przyznał, że jego rząd "nie poradził sobie z oczekiwaniami".

W skrócie
- Friedrich Merz skrytykował brak woli do reform w Niemczech i ujawnił swoje niezadowolenie z obecnej atmosfery w kraju.
- Kanclerz przyznał, że jego rząd "nie poradził sobie z oczekiwaniami" społeczeństwa. Ponad ocenił, że niemiecka "iluzja dobrobytu nie potrwa długo".
- Sondaże pokazują, że koalicja CDU/CSU i SPD miałaby obecnie problem ze zdobyciem większości w Bundestagu. Największym poparciem cieszy się prawicowa AfD.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Friedrich Merz w wywiadzie dla "Der Spiegel" skrytykował brak woli do przeprowadzania reform wśród wielu Niemców. W tym kontekście kanclerz stwierdził, że jest "niezadowolony z atmosfery", która panuje w kraju.
Słowa kanclerza miały związek z sytuacją panującą w Europie, a w szczególności z wojną w Ukrainie.
- Teraz doświadczamy głębokiego wstrząsu. Nie jest to otwarta wojna w sercu Europy, ale konsekwencje są prawdopodobnie nie mniej dotkliwe. Musimy się do tego przygotować, ale jeszcze nam się to nie udało, ponieważ wielu chce chronić status quo i sprzeciwia się wszelkim zmianom - powiedział kanclerz.
Friedrich Merz w ostrych słowach o sytuacji w Niemczech. "Popadliśmy w samozadowolenie"
Friedrich Merz przekonywał, że politycy na szczeblu centralnym nie mogą "kontynuować tego, co robili przez ostatnie 20 lat".
- Jestem pierwszym kanclerzem od 20 lat, który mówi Niemcom: Nasza iluzja dobrobytu nie potrwa długo. Musimy zrobić więcej i podjąć więcej działań niż do tej pory - dodał.
W ocenie kanclerza Niemiec znaczna część społeczeństwa oraz klasa polityczna zlekceważyły "to, co dzieje się obecnie na świecie". - Proszę nie odbierać tego jako krytyki, ale popadliśmy w samozadowolenie - stwierdził.
- Obserwujemy ogólną nerwowość w kraju i dużą niepewność wśród społeczeństwa. Naturalnie znajduje to odzwierciedlenie w naszych partiach. Jesteśmy atakowani zarówno z lewicy, jak i z prawicy. Prawdopodobnie wszyscy tego nie doceniliśmy, łącznie ze mną. A to ma swoje konsekwencje - mówił Merz.
Kanclerz Niemiec stwierdził przy tym, że jego rząd częściowo ponosi odpowiedzialność za niezadowolenie społeczeństwa.
- Nie poradziliśmy sobie z oczekiwaniami. Nie można oczekiwać szybkich sukcesów z dnia na dzień, ale właśnie tego naturalnie oczekuje społeczeństwo. Sukces przyjdzie dopiero z czasem. Żyjemy w erze, która obiecuje natychmiastową realizację każdej potrzeby. Ale polityka w demokracji nie działa jak usługa dostawy, gdzie zamawia się online i wszystko dociera natychmiast - podkreślił.
Niemcy. Koalicja Merza ma kłopoty. Sondaże nie dają im większości
Friedrich Merz oraz jego rząd znaleźli się trudnym położeniu politycznym. Z niedawnego sondażu Insa dla gazety "Bild am Sonntag" wynika, że poparcie dla chadeckich partii CDU/CSU deklaruje 24 proc. ankietowanych. Natomiast na ich koalicjanta z SPD chce głosować 14 proc. respondentów.
Oznacza to, że obecny rząd nie miałby wymaganej większości i musiałby rozszerzyć koalicję o Zielonych lub skrajną lewicę.
Według badania największym poparciem w Niemczech cieszy się obecnie prawicowo-populistyczna Alternatywa dla Niemiec (AfD). Gdyby wybory odbywały się w najbliższym czasie głos na tę formację oddałby 28 proc. Niemców.
Wszystkie partie reprezentowane w Bundestagu wykluczają jednak obecnie koalicję z AfD. Partia słynie z kontrowersyjnych postulatów dotyczących m.in. usunięcia z terytorium Niemiec amerykańskiej broni atomowej, reaktywacji gazociągu Nord Stream czy wycofania wojsk USA.
Źródła: "Der Spiegel", "Bild"











