Ludzie chcą wyjść na ulice, władze Moskwy odmawiają. Zdumiewająca wymówka
Władze w podmoskiewskich miastach odmawiają wydania zgód na protesty przeciwko blokadom w dostępie do internetu. Nie mogą jednak tego przyznać - dlatego też w uzasadnieniach stawiają na inne "wytłumaczenie". Wymówka może zadziwiać. Rosjanie powoływać mają się bowiem na zagrożenie COVID-19. Media opisują szczegóły.

W skrócie
- Władze w regionie moskiewskim odmówiły zgody na protesty zwolenników Borysa Nadieżdina, powołując się na rozporządzenie związane z pandemią COVID-19.
- Organizacja "Szkarłatny łabędź" wzywała w internecie do protestów przeciwko blokadom internetu. Moskwa również odmówiła na nie zgody, argumentując to zagrożeniem epidemicznym oraz przeprowadzając przeszukania i przesłuchania organizatorów.
- Rosja ograniczyła dostęp do aplikacji Telegram oraz sieci mobilnej, uzasadniając to zapewnieniem bezpieczeństwa.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Portal Centrum Europy (dawniej Biełsat), powołuje się na komunikat niedoszłego kandydata na prezydenta Rosji, którego w 2024 roku Kreml nie dopuścił do udziału w wyborach.
Borys Nadieżdin przekazał, że jego zwolennicy chcieli przeprowadzić protesty w podmoskiewskich: Krasnogorsku, Chimkach, Dołgoprudnym, Mytiszczach i Korolowie. Wszystkie wnioski zostały odrzucone.
Nadieżdin opisał, że wszystkie odpowiedzi są takie same. "Wyglądają jak kpina" - ocenił. "Nie wolno wam, bo COVID" - podsumował treść dokumentów. Zauważył jednak, że w tym samym czasie w obwodzie moskiewskim odbywały się inne masowe zgromadzenia, m.in. te dotyczące końca Ramadanu i święta dziękczynienia Id al-Fitr.
Moskwa blokuje protesty, w tle odcięta sieć. Powód odmów zaskakuje
Sprzeciwiający się wojnie Rosji w Ukrainie Nadieżdin opisał, że na ulicach miast obwodu donieckiego pojawiło się tysiące muzułmanów, w tym migranci, którzy wzięli udział w świątecznych modlitwach.
W swoim wpisie pokazał odpowiedź administracji miasta Mytiszczea na ich wnioski. W uzasadnieniu odmowy władze powołują się na rozporządzenie z 2020 roku dotyczące obostrzeń z czasów pandemii koronawirusa.
W przeszłości natomiast Rosja wielokrotnie chwaliła się, że w czasie pandemii udało jej się pokonać wyzwania bez nakładania wielu obostrzeń, które obowiązywały np. na Zachodzie.
Centrum Europy opisuje, że do protestów przeciwko blokadom internetu w Rosji wzywa także organizacja "Szkarłatny łabędź". Ta w sieci pojawiła się 13 marca. Od tego czasu miała wielokrotnie wzywać do wyjścia na ulice. Według rosyjskich mediów niezależnych głównym inicjatorem ma być 20-letni Stiepan Razin, w sieci znany jako Stiepan Gordiejkin. Jego tożsamość pozostaje jednak niezweryfikowana.
W tym przypadku 18 marca Moskwa również miała odmówić wydania zgody na protest. Powodem także były obostrzenia dotyczące zgromadzeń z powodu zagrożenia COVID-19. Na odmowie się nie skończyło - miało dojść także do przeszukań i przesłuchań organizatorów. Ponadto prokremlowski bloger Pozdniakow miał włamać się na kanał organizacji na Telegramie.
Rosja. Blokada na internet i Telegram. W tle strach przed atakami i demonstracjami?
Rosja poszła na wojnę z Telegramem kilka tygodni temu, zachęcając obywateli do przejścia na państwową aplikację MAX.
Wcześniej Rosja oskarżyła właściciela komunikatora o sprzyjanie terroryzmowi i zaczęła odcinać obywatelom dostęp do tego komunikatora.
Jednocześnie w Moskwie obywatele skarżyli się na powracające kłopoty z siecią. Na doniesienia reagował rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow. Tłumaczył wtedy, że dostęp do internetu graniczono w celu "zapewnienia bezpieczeństwa".
Według niektórych mediów środki bezpieczeństwa są dla Rosji kluczowe, bo obawia się ona kolejnych operacji odwetowych ze strony Ukrainy. W tym kontekście przypomnieć można choćby operację "Pajęczyna", w wyniku której SBU zniszczyła ponad 50 rosyjskich samolotów wojskowych w głębi kraju.
Portal Meduza opisuje, że wyłączenie komunikatora Telegram Rosja planowała na początek kwietnia, lecz teraz już aplikacja de facto nie działa.
Źródła: Centrum Europy, Meduza, Interia











