"Lepiej wyślijcie ich na Grenlandię". Rosyjski polityk odpowiada Macronowi
"Lepiej wyślijcie ich na Grenlandię" - napisał w mediach społecznościowych rosyjski polityk i członek Komitetu Rady Federacji Rosyjskiej Andriej Kliszas. To reakcja na zapowiedź prezydenta Francji Emmanuela Macrona, który powiedział o możliwości wysłania kilku tysięcy francuskich żołnierzy do Ukrainy w przypadku zawieszenia broni w wojnie z Rosją.

W skrócie
- Prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiada możliwość wysłania francuskich wojsk na Ukrainę po ewentualnym zawieszeniu broni z Rosją.
- Rosyjski polityk Andriej Kliszas ironicznie odpowiada, sugerując wysłanie wojsk na Grenlandię.
- Temat Grenlandii staje się gorący przez wypowiedzi Donalda Trumpa, na które zareagowała Europa.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Prezydent Francji Emmanuel Macron powiedział po wtorkowym szczycie koalicji chętnych o możliwości wysłania francuskich wojsk do Ukrainy w przypadku zamrożenia konfliktu z Rosją.
W Paryżu wraz z brytyjskim premierem Keirem Starmerem oraz prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim podpisał także memorandum dotyczące planowanego rozmieszczenia wielonarodowych wojsk sojuszniczych w Ukrainie po ewentualnym rozejmie.
Wojna w Ukrainie. Rosyjski polityk odpowiada na deklarację Macrona
Francuski prezydent dodał w wypowiedzi dla telewizji France 2, że byłyby to wyłącznie siły zabezpieczające porozumienie "w ramach operacji zagranicznych".
- Nie są to siły, które angażuje się w walkę - podkreślił Macron.
Na słowa francuskiej głowy państwa zareagował jeden z kremlowskich polityków. Rosyjski senator i przewodniczący Komitetu Rady Federacji Rosyjskiej ds. Budowy Państwa Andriej Kliszas zasugerował, że francuskie siły pokojowe powinny być raczej przygotowane do wsparcia Grenlandii.
"Lepiej wyślijcie ich (żołnierzy - red.) na Grenlandię" - napisał w mediach społecznościowych.
Grenlandia. Burza po słowach Donalda Trumpa
Sprawa Grenlandii stała się w ostatnich dniach jednym z wiodących tematów analizowanych przez światową opinię publiczną. To reakcja na słowa prezydenta USA Donalda Trumpa, który po amerykańskim ataku na Wenezuelę stwierdził, że Stany Zjednoczone "absolutnie potrzebują" Grenlandii "do swojej obrony".
Premier Grenlandii w odpowiedzi na te słowa stwierdził, że "retoryka Stanów Zjednoczonych jest całkowicie i absolutnie niedopuszczalna", a duńska premier Mette Frederiksen dodała, że "należy je traktować poważnie".
Kwestia wyspy należącej do Danii była też omawiana podczas wtorkowego spotkania koalicji chętnych. Donald Tusk przekazał przed wylotem do Paryża, że "wzbudziła emocje w całej Europie".
Rząd Danii opublikował oświadczenie, w którym zapisano, że "Grenlandia należy do jej mieszkańców" i "wyłącznie Dania i Grenlandia mają prawo decydować w sprawach dotyczących Danii i Grenlandii".
Wykupić czy najechać? Sprzeczne doniesienia z Białego Domu
Pod apelem podpisali się: prezydent Francji Emmanuel Macron, premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, premier Polski Donald Tusk, kanclerz Niemiec Friedrich Merz, premier Włoch Giorgia Meloni, premier HiszpaniiPedro Sanchez oraz premier Danii Mette Frederiksen.
W oświadczeniu przypomniano też o roli Stanów Zjednoczonych, będących sojusznikiem w ramach NATO oraz o umowie obronnej między Królestwem Danii a USA z 1951 roku.
Według doniesień medialnych, szef dyplomacji USA Marco Rubio miał tłumaczyć kongresmenom, że intencją Trumpa jest wykupienie Grenlandii, a nie jej najechanie. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt przekazała później, że "pozyskanie Grenlandii jest priorytetem bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych", a wykorzystanie do tego sił zbrojnych jest jedną z opcji.










