Reklama

Reklama

Lekarz, który leczył Aleksieja Nawalnego, nagle zmarł. Miał 55 lat

Siergiej Maksimiszyn, rosyjski lekarz, który zajmował się Aleksiejem Nawalnym w szpitalu w Omsku nagle zmarł. Choć jako przyczynę śmierci podano zawał serca, szef sztabu Nawalnego nie wyklucza, że mogło dojść do celowego działania służb. Mężczyzna miał 55 lat.

Siergiej Maksimiszyn był zastępcą głównego lekarza anestezjologii i resuscytacji w szpitalu nr 1 w Omsku. To właśnie do tej placówki 20 sierpnia trafił opozycjonista Aleksiej Nawalny, który został otruty bojowym środkiem porażającym układ nerwowy - nowiczokiem.

W wydanym oświadczeniu szpital w Omsku przekazał, że Maksimiszyn zmarł nagle. Podkreślono jego wkład w opracowanie metod leczenia krytycznie chorych pacjentów.

Rosyjscy lekarze nigdy nie potwierdzili otrucia opozycjonisty. Tłumaczyli, że jego stan zdrowia pogorszył się przez "zaburzenia metaboliczne". Sam Maksimiszyn podczas briefingów prasowych nie udzielał żadnych informacji, ale CNN zauważa, że był jednym z bardziej doświadczonych lekarzy w placówce.

Reklama

"Wiedział więcej niż ktokolwiek inny"

Ostatecznie Nawalny, w stanie śpiączki farmakologicznej został przetransportowany do kliniki w Niemczech. Spędził tam pięć miesięcy. Po wyleczeniu i rekonwalescencji 17 stycznia wrócił do ojczyzny i natychmiast został aresztowany. Sąd w Moskwie nakazał mu we wtorek odbycie kary 2 lat i 8 miesięcy w kolonii karnej.

Współpracownik i szef sztabu wyborczego Nawalnego Leonid Wołkow powiedział CNN, że Maksimiszyn "był szefem zespołu, który leczył Nawalnego" i to on "podjął decyzję o wprowadzeniu go w stan śpiączki farmakologicznej".

- Wiedział więcej niż ktokolwiek inny o stanie Aleksieja. Nie mogę odrzucić możliwości celowego działania - mówił.

Jednocześnie Wołkow zaznaczył, że "system opieki zdrowotnej w Rosji jest w tragicznym stanie" i "nierzadko zdarza się, że lekarze umierają młodo". - Wątpię, że jego sprawie zostanie wszczęte śledztwo - podsumował.

Protesty po zatrzymaniu

Nawalny został w 2014 roku skazany na 3,5 roku pozbawienia wolności w zawieszeniu za domniemaną malwersację funduszy francuskiej firmy kosmetycznej Yves Rocher. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał w 2017 roku, że proces ten był niesprawiedliwy i nakazał wypłacenie odszkodowania Nawalnemu i jego bratu Olegowi. Sąd w Moskwie we wtorek zadecydował jednak, że wyrok w zawieszeniu zostanie zamieniony na karę pozbawienia wolności. Nawalny ma spędzić w kolonii karnej 2 lata i osiem miesięcy (na poczet kary zaliczono mu 10 miesięcy spędzone w 2014 r. w areszcie domowym).

Na protestach, których uczestnicy domagali się jego uwolnienia, tylko w ostatnią niedzielę zatrzymano ponad 5 tys. osób, zaś w związku z jego wtorkowym procesem - kolejnych 1,4 tys.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL