W skrócie
- W pobliżu stacji transformatorowej w Turnow-Preilack w Brandenburgii, niedaleko elektrowni Jänschwalde, znaleziono ładunki wybuchowe.
- Niemiecki "Bild" pisze o "co najmniej jednej detonacji", powołując się na źródła w policji.
- Służby prowadzą śledztwo w sprawie zdarzenia i ustalają, kto był odpowiedzialny za podłożenie ładunków wybuchowych.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii, otwiera się w nowym oknie
Komunikat w sprawie wydała niemiecka policja. Jak czytamy, we wtorek około godziny 8 do funkcjonariuszy dotarło zgłoszenie o "możliwym uszkodzeniu linii energetycznej w podstacji elektroenergetycznej w Turnow-Preilack" w Branderburgii.
Przy stacji transformatorowej "znaleziono kilka improwizowanych ładunków wybuchowych. Na miejscu są specjaliści od usuwania ładunków wybuchowych" - wskazano dodatkowo.
Groźny incydent w Niemczech. Ładunki wybuchowe przy elektrowni
Jak opisuje gazeta "Märkische Allgemeine Zeitung" (MAZ), stacja transformatorowa w Turnow-Preilack jest położona niedaleko elektrowni węglowej Jänschwalde. Jest to największa elektrownia w Brandenburgii - podkreślają dziennikarze.
Wytwarzana tam energia elektryczna jest dostarczana do sieci przesyłowej przez stację transformatorową.
MAZ opisuje też, że służby na miejscu znalazły "kilka urządzeń do odpalania rakiet, wyposażonych w materiały wybuchowe". Dziennikarze tego portalu przekonują, że urządzenia te są "własnej konstrukcji". Piszą też, że dysponują ich zdjęciami.
"Podstacja została trafiona więcej niż jeden raz" - napisali dodatkowo. Jak wyjaśniają, na miejscu pracują służby, które zdążyły już zneutralizować ładunki wybuchowe.
Agencja Reutera podała natomiast, że w pobliżu elektrowni Jaenschwalde znalezione zostało "niekonwencjonalne urządzenie wybuchowo-podpalające".
Próba ataku na elektrownię w Niemczech. Sprawę badają służby
Portal tag24.de podkreśla, że okoliczności zdarzenia będą wyjaśniane. Służby będą także ustalać, kto jest odpowiedzialny za podłożenie ładunków wybuchowych. Śledztwo w sprawie prowadzi policja. Incydent jest traktowany "bardzo poważnie".
Dziennikarze tag24.de piszą także, że domniemanym celem miało być doprowadzenie do rozległej awarii zasilania w elektrowni węglowej Jaenschwalde. "Oficjalnie atak rakietowy nie został jeszcze potwierdzony" - piszą niemieckie media.
Niemiecka gazeta "Bild" podała z kolei, że "policja potwierdziła co najmniej jedną detonację". "Na miejscu są już specjaliści od usuwania materiałów wybuchowych" - podkreślono.
Niemieckie media opisywały, incydent przy elektrowni nie miał wpływu na lokalną ludność. Udało się również zapobiec przerwie w dostawie energii.
Jak skomentował w kolejnych godzinach minister spraw wewnętrznych Brandenburgii Jan Redmann, sieć energetyczna tego kraju związkowego "padła ofiarą sabotażu". Polityk cytowany przez agencję Reutera dodał, że służby przeszukują teren, a "liczba znalezionych urządzeń, obecnie dwucyfrowa, nadal rośnie".
Według relacji agencji Reutera, w budynku niemieckiego MSZ był widziany ambasador Rosji w Niemczech.
Źródła: agencja Reutera, tag24.de, "Bild", "Märkische Allgemeine Zeitung"














