Kulisy odejścia Jermaka. Media ujawniają nowe informacje
Andrij Jermak przed swoją dymisją "urządził prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu półgodzinną awanturę z obelgami, wyrzutami i oskarżeniami" - informuje w poniedziałek portal Ukrainska Pravda. Szef biura ukraińskiego prezydenta podał się do dymisji po tym, jak do jego mieszkania weszły na przeszukanie służby antykorupcyjne.

W skrócie
- Andrij Jermak po przeszukaniu jego mieszkania przez służby antykorupcyjne podał się do dymisji.
- Przed odejściem Jermak miał urządzić burzliwą awanturę Wołodymyrowi Zełenskiemu z wyrzutami i oskarżeniami.
- Jermak zapewnia, że nie był zamieszany w aferę korupcyjną.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Według ukraińskiego portalu Jermak do końca nie wierzył, że zostanie zdymisjonowany.
Gdy więc dowiedział się o swoim zwolnieniu, urządził prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu "półgodzinną, histeryczną awanturę z obelgami, wyrzutami i oskarżeniami".
Korupcja w Ukrainie. Media o kulisach dymisji Jermaka
"Jermak do ostatniej chwili nie wierzył, że prezydent go zwolni. I to w taki sposób - stawiając go przed faktem dokonanym. Mówią, że najbardziej wkurzyło go to, że prezydent go porzucił" - powiedziała osoba z bliskiego otoczenia byłego szefa biura Zełenskiego, cytowana przez Ukrainską Pravdę.
Według źródeł portalu Jermak tym samym sam przyczynił się do tego, "aby Zełenski pozbył się wątpliwości co do słuszności swojej decyzji".
Osoby z bliskiego otoczenia prezydenta miały również przekazać, że po odejściu Jermaka, Wołodymyr Zełenski "znów jest pełen energii. Jest jak prezydent z 24 lutego 2022 roku".
Afera korupcyjna w Ukrainie. Andrij Jermak podał się do dymisji
Andrij Jermak podał się do dymisji w ubiegły piątek po tym, jak do jego mieszkania w celu przeszukania weszły ukraińskie służby antykorupcyjne.
Ich śledztwo dotyczy afery korupcyjnej w sprawie krajowego sektora energetycznego, określanej jako "Operacja Midas", która wybuchła w listopadzie. Według śledczych wykonawcy państwowego koncernu Energoatom mieli być zmuszani do płacenia 10-15 proc. łapówek, pod groźbą umieszczenia ich na czarnej liście. W ten sposób oszuści mogli wyłudzić nawet 100 mln dolarów.
Jermak od początku zapowiadał pełną współpracę z organami ścigania, twierdząc że nie był zaangażowany w proceder. Mimo to prezydent Wołodymyr Zełenski stwierdził, że "nie chce plotek i spekulacji", dlatego Jermak został poproszony o podanie się do dymisji.
Niedługo po swoim odejściu były szef biura prezydenta stwierdził w emocjonalnych wiadomościach SMS, ujawnionych przez "New York Post", że "nie chce stwarzać problemów Zełenskiemu".
"Idę na front i jestem przygotowany na wszelkie represje. Jestem uczciwym i porządnym człowiekiem. Jestem zniesmaczony obelgami, jakie są mi wyrządzane, a jeszcze bardziej brakiem wsparcia od tych, którzy znają prawdę. Może jeszcze się zobaczymy. Chwała Ukrainie" - napisał.













