Reklama

Reklama

Krytykował Putina, wypadł z okna. Niejasności wokół śmierci Rapoporta

W USA rośnie liczba pytań i niejasności wokół śmierci Dana Rapoporta - zagorzałego przeciwnika Władimira Putina. Według wstępnych ustaleń mężczyzna wypadł z okna. W samobójstwo nie wierzą jednak bliscy maklera i byłego właściciela najsłynniejszego klubu nocnego w Moskwie. Swoje podejrzenia ma także policja z Waszyngtonu.

Dan Rapoport - amerykańsko-łotewski inwestor - zmarł w ubiegłym tygodniu w Waszyngtonie, stolicy USA. Ciało mężczyzny znaleziono na bruku w dzielnicy West End. Miał wypaść z okna. 

Dan Rapoport nie żyje. Służby czekają na sekcję

Wstępne ustalenia służb wskazywały na samobójstwo zagorzałego przeciwnika Kremla, jednak sprawa jest niejasna i budzi wiele pytań i wątpliwości. - Okoliczności jego śmierci są bardzo podejrzane - mówi w rozmowie z "Politico" Bill Browder, amerykański finansista, który stał się bojownikiem o sankcje na Rosję. 

Sam, jak przyznaje, spotkał Rapoporta w Moskwie, gdy cieszyli się jeszcze umiarkowaną przychylnością ze strony Władimira Putina. - Zawsze, gdy ktoś, kto jest negatywnie postrzegany przez reżim Putina, umiera w podejrzany sposób, należy zakładać udział osób trzech - podkreśla Bowder. 

Reklama

Co na to służby? Z policyjnego raportu wynika, że funkcjonariusze dostali wezwanie do mężczyzny, który miał wyskoczyć z okna. Przy Rapoporcie nie znaleziono dokumentów oraz kart kredytowych. Miał za to ponad 2,5 tys. dolarów w gotówce oraz pęknięty telefon. Szczegóły ma wyjaśnić sekcja zwłok. 

Dan Rapoport. Magnat, który uciekał przed Kremlem

Jak podkreśla "Politico", Dan Rapoport nie był zwykłym wygnańcem. Urodził się w radzieckiej Łotwie, lecz w wieku 12 lat przeprowadził się do USA wraz z rodzicami. Do Rosji wrócił kilkanaście lat później, gdzie dorobił się fortuny jako makler. Otworzył też jeden z najsłynniejszych klubów nocnych. 

Jednak idylla skończyła się w 2012 roku. Wówczas to Dan Rapoport musiał uciekać do Stanów Zjednoczonych. Zamieszkał w Waszyngtonie w jednej z luksusowych dzielnic. Jego dom, który sprzedał po czterech latach, to obecne miejsce zamieszkania Ivanki Trump i Jared Kushnera. W tym czasie też przeprowadził się do Kijowa, gdzie dalej krytykował działania Kremla. 

Był również otwartym zwolennikiem Aleksieja Nawalnego. Natychmiastowe wnioski policji w Waszyngtonie są moim zdaniem przedwczesne - ocenia Bowder. 

Nie tylko były oligarcha uważa, że śmierć Rapoporta nie jest przypadkowa. Podobnie uważa związany z "The Wall Street Journal" David Satter. Dziennikarz, który jest też autorem kilku książek na temat Rosji Władimira Putina, przebywał z Rapoportem w Kijowie. 

Wszystko, co wiemy, jest bardzo, bardzo dziwne - mówi Satter. Wskazuje też na fakt, że amerykańskie media nie podchwyciły tematu śmierci Rapoporta. "A przecież to amerykański obywatel, który mógł zginąć w wyniku działania obcych służb" - pisze "Politico". 

Piec, list pożegnalny i... rosyjska redaktorka plotkarskiej gazety

Są też dowody, które wprost wskazują na możliwość upozorowanego samobójstwa. Bill Bowder zauważa, że pierwsze podejrzenia pojawiły się wraz z wpisem, który na telegramie opublikowała była redaktorka rosyjskiego wydania "Tattler". Oligarcha zaznacza, że właśnie poprzez plotkarskie serwisy rosyjskie służby często przekazują informacje do ogółu. 

W czym rzecz? Była redaktora twierdziła, że przy psie zmarłego znaleziono list pożegnalny, a także gotówkę. Jak zauważają znajomi Rapoporta, skąd była dziennikarka plotkarskiej gazety miała dowiedzieć się o samobójstwie Amerykanina. Na dodatek o psie i liście pożegnalnym nie ma żadnej wzmianki w policyjnym raporcie. 

- Jest takie stare powiedzenie, że każdy może popełnić morderstwo, ale do popełnienia samobójstwa trzeba mieć mózg. Wersja o samobójstwie jest idealna, większość ludzi po prostu ją akceptuje i nie zadaje pytań - mówi David Satter z "WSJ". 

Podobnego zdania ma być żona finansisty. W wywiadzie dla rosyjskich mediów Aliona Rapoport zaprzeczyła historii o liście i samobójstwie, mówiąc, że jej mąż miał plany i że mieli się spotkać w Waszyngtonie. 

W rozmowie z "Politico" FBI nie chciało skomentować sprawy. Nie wiadomo więc, czy prowadzone jest odrębne śledztwo. Dodatkowo na sekcję zwłok przyjdzie poczekać. Ta może ukazać się dopiero za kilka tygodni i - co podkreślają znajomi Rapoporta - nie dać ostatecznych odpowiedzi na pytanie o to, czy mężczyzna rzeczywiście popełnił samobójstwo.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy