"Korek" w kanałach wielkości czterech autobusów. Nie mogą go usunąć
Pojawiały się na plażach wielokrotnie, powodując niepokój mieszkańców i zamknięcie nadmorskich terenów. W końcu udało się ustalić pochodzenie tajemniczych kul, które w ostatnich latach zanieczyszczały plaże w Sydney. Winnego znaleziono w miejskich kanałach: to olbrzymi "korek" z tłuszczu i zanieczyszczeń, który może osiągać rozmiar kilku autobusów. Okazuje się, że jego usunięcie może być wyjątkowo trudne.

W skrócie
- W kanałach pod Sydney wykryto olbrzymi zator z tłuszczu, odpadków i nieczystości, który może mieć wielkość czterech autobusów.
- Usunięcie zatoru jest wyjątkowo trudne, ponieważ znajduje się on w niedostępnej i niebezpiecznej strefie.
- Zanieczyszczenia z kanałów regularnie trafiają na plaże, powodując ich zamknięcia i budząc niepokój mieszkańców.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Naukowcy w Australii od dłuższego czasu głowili się nad rozwiązaniem zagadki zanieczyszczeń na australijskich plażach. Ponieważ przez dłuższy czas nie można było stwierdzić ich pochodzenia, a podejrzewano, że mogą być szkodliwe dla zdrowia, często zamykano plaże, dopóki ich nie oczyszczono. Teraz okazuje się, że wyjaśnienie zagadki kryło się pod miastem, a jego rozmiar robi wrażenie.
Znaleźli przyczynę zanieczyszczeń. Nie mogą jej usunąć
Zbita masa odpadków, tłuszczu i nieczystości przytkała kanały pod Sydney. Przepływająca przez taki "korek" woda co jakiś czas wypłukuje drobiny nieczystości i następnie osadza je na miejskich plażach - wynika z najnowszych publikacji australijskich mediów.
Nie wiemy dokładnie, jak wielki jest ten zator tłuszczowy. Jego maksymalny rozmiar może być zbliżony do czterech autobusów, choć może też być minimalnie mniejszy - ocenił Darren Cleary, dyrektor zarządzający wodociągami firmy Sydney Water, w rozmowie z serwisem ABC News.
Cytowany przez media raport wskazuje, że w systemie kanalizacyjnym pod Sydney nagromadziły się złogi tłuszczu, olejów i smarów, wymieszanych z różnego rodzaju nieczystościami w niektórych tunelach w okolicy zakładu oczyszczania ścieków Malabar.
Problem pojawiających się co jakiś czas zanieczyszczeń może się powtórzyć, ponieważ przyczynę bardzo trudno usunąć. Największe nagromadzenie zanieczyszczeń w kanalizacji występuje bowiem w "niedostępnej, śmiertelnie niebezpiecznej strefie", gdzie panują bardzo niebezpieczne warunki.
Choć według raportu Sydney Water w kwietniu udało się usunąć z kanałów około 53 tony mułu, jednak to nie rozwiązuje problemów. "Do części tunelu [w którym znajdują się zanieczyszczenia - red.] nie da się bezpiecznie dotrzeć" - podkreśla Cleary.
Od tłuszczu i olejów po mydło i... narkotyki. Z rur na plaże
Tysiące śmierdzących i budzących niepokój ciemnych kul obserwowano na australijskich plażach od 2024 roku. Za każdym razem, kiedy je zaobserwowano, trzeba było zamknąć plaże, które pozostawały niedostępne do czasu ich pełnego oczyszczenia. Czasem trwało to kilka dni.
Obecnie można już - zgodnie z wyjaśnieniami zawartymi w raporcie Sydney Water - założyć, że obiekty powstają w kanałach ściekowych, kiedy woda omywa tłusty "skrzep", który się tam uformował.
Następnie wymywa drobniejsze zanieczyszczenia dalej, uwalniając je do oceanu w odległości około trzech kilometrów od zakładu Malabar. Potem kule zanieczyszczeń roznosiły dalej morskie prądy.
Problem wciąż nie został rozwiązany: w styczniu zanieczyszczenia pojawiły się ponownie, na plaży w okolicach Malabar, a zapewne będą się jeszcze pojawiać:
"Nie mogę zagwarantować, że nie będzie kolejnych kul zanieczyszczeń w przyszłości. Robimy co w naszej mocy, by zminimalizować ryzyko ich ponownego pojawienia się" - podkreślił Darren Cleary. Przeprosił również za wynikające z tego niedogodności.
Wcześniej tylko spekulowano, z czego mogą się składać te niewielkie obiekty. Pojawiały się między innymi teorie, że mogą to być "kule smołowe" tworzące się, gdy wyciekające ze statków lub okrętów paliwo miesza się z wodą morską i odpadkami.

Teraz chemik, prof. Jon Beves z Uniwersytetu Nowej Południowej Walii w Sydney, wyjaśnił że w skład tych obiektów wchodzą między innymi oleje kuchenne, tłuszcze, fekalia i cząsteczki mydła. Wykrył też cząsteczki leków, a nawet... narkotyków.
"Wszystkie te rzeczy odpowiadają temu, co znajdujemy w domowych ściekach" - podkreślił prof. Beves, cytowany przez ABC News.
Zakład w Malabar odpowiada za oczyszczanie ścieków produkowanych przez niemal 2 mln mieszkańców samego Sydney oraz jego przedmieść. Jak wyjaśnia firma, co roku z kanałów wyławia się około 500 ton samych mokrych chusteczek. Innych zanieczyszczeń jest znacznie więcej.
Źródło: ABC News
-----











