Reklama

Reklama

Kolonialne zbrodnie. Rodzina królewska nigdy nie przeprosiła

"Nie płakałem po Elżbiecie II" - taki komunikat po śmierci królowej zaczął pojawiać się w sieci obok pochwalnych peanów, ciepłych wspomnień i najładniejszych zdjęć monarchini. Coraz większa grupa uznaje, że pora odejść od hasła, że "o zmarłych albo dobrze, albo wcale" i że lepszego momentu na przypomnienie o kolonialnych zbrodniach nie będzie. O zbrodniach, za które rodzina królewska nigdy nie przeprosiła.

Kolonializm i imperializm to hasła, które dla wielu są już tylko zakurzoną i niewartą rozgrzebywania przeszłością. W szkołach uczono nas, że biały człowiek odkrywał świat, był zdobywcą, konfrontował się z "dzikusami", którzy nie dostali przywileju życia w rozwiniętej i opływającej w luksusy Europie, więc potrzebują białego wyzwoliciela, by wyrwał ich z ciemności. Głównie duchowej. Z oczywistych względów brutalne i krwawe wątki historii, opartej na wyzysku, zbrodni, rasizmie i klasizmie zostały w znacznej części przemilczane.

Wielka Brytania bardzo postarała się, żeby czarne karty jej historii nie wyszły na jaw. Wiele dokumentów zostało zniszczonych lub utajnionych. Dlatego, teraz gdy jedni głośno mówią, że "królowa umarła i nie zdążyła przeprosić", to drudzy pytają, co zrobiła i za co miałaby przepraszać - wszak koronowana została w 1953 roku, gdy Imperium Brytyjskie, największe imperium w historii świata, które w 1925 roku zamieszkiwało ponad 478 milionów ludzi (co stanowiło 1/4 ówczesnej ludności na całym globie), imperium, o którym mówiło się, że "nigdy nie zachodzi nad nim słońce", nie istniało już w takiej skali - w ramach procesu dekolonizacji po II wojnie światowej Wielka Brytania przyznała niepodległość większości terytoriów, a proces ten ostatecznie zakończył się wraz z przekazaniem w 1997 roku Hongkongu Chinom.

Reklama

Imperialna przemoc jednak nie zakończyła się podczas procesu "kurczenia się" Imperium Brytyjskiego czy wraz z powstaniem Wspólnoty Narodów (organizacji założonej w 1931 roku, której członkami założycielskimi były Wielka Brytania i sześć dominiów brytyjskich - Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Południowa Afryka, Nowa Fundlandia i Irlandia), a skutki działań Europejczyków odczuwalne są do dziś.

Do kogo należą diamenty?

Jego historia nie jest do końca znana, ale może dlatego "Góra Światła" - jak nazywany jest diament Koh-i-noor - fascynuje ludzi na całym świecie. Ponoć został odkryty na czole noworodka znalezionego nad brzegiem rzeki Jamuny. Chłopiec miał być synem Boga Słońca - Karną. Wersji tego, co działo się z drogocennym klejnotem, są setki i właściwie nie wiadomo, która może być prawdopodobna. Pewne jest, że wiązano go ze śmiercią, klątwą, był gubiony, odnajdywany i przechodził z rąk do rąk. A teraz? Zdobi brytyjską koronę. Mieni się w towarzystwie innych błyskotek, kontrastuje z purpurową tkaniną, przypomina o trudnej historii, którą długo próbowano wymazywać.

W XIX wieku indyjski Pendżab zostaje przejęty przez Brytyjczyków, a "Góra światła" na podstawie wymuszonego aktu kapitulacji trafia do królowej Anglii. W kwietniu 1850 roku  skrupulatnie zabezpieczony pakunek trafia na statek, a trzy miesiące później do nowego domu. Staje się przy okazji symbolem ostatecznej dominacji Wielkiej Brytanii nad ówczesnym światem.

"Od tamtej pory jest częścią Klejnotów Koronnych. To dlatego Indie były nazywane klejnotem w koronie Imperium Brytyjskiego, jego najcenniejszą zdobyczą" - pisze dziennikarz "Politico" Saim Saeed i przypomina, że Indie po uzyskaniu niepodległości w 1947 roku upomniały się o swoją własność. Spotkały się z odmową.

"W 1976 r. formalnie poprosił o niego również Pakistan. Były premier Zulfikar Ali Bhutto napisał do Wielkiej Brytanii, że zwrot kamienia byłby przekonującą demonstracją ducha, który skłonił Wielką Brytanię do dobrowolnego zrzucenia imperialnych obciążeń i poprowadzenia procesu dekolonizacji. I znów ani królowa, ani jej rząd nie wyrazili na to zgody" - podsumowuje Saeed. Dosadni komentatorzy wskazują, że rodzina królewska pławi się w luksusach i "siedzi na bogactwie", którego źródłem są kolonialne podboje i już to jest wystarczającym argumentem, by zabrać głos i rozliczyć się z przeszłością.

Podobny los spotkał Wielką Gwiazdę Afryki - jak nazywany jest największy znaleziony na świecie diament. Cullinan pocięto na mniejsze kawałki. Jedna jego część znajduje się w brytyjskiej koronie, inna na szczycie Berła władcy, używanego podczas ważnych wydarzeń. Rodzina królewska twierdzi, że diament był przekazany jako prezent dla Edwarda VII w 1907 roku (dwa lata po jego odkryciu w prywatnej kopalni w Transwalu), tej narracji sprzeciwia się jednak RPA.

Everisto Benyera, profesor z Uniwersytetu Południowej Afryki skomentował dla CNN, że "transakcje kolonialne są nielegalne i niemoralne". RPA już wcześniej apelowało o zwrot klejnotów, jednak żądania nasiliły się po śmierci królowej.

"Wielu mieszkańców RPA uważa nabycie klejnotów przez Wielką Brytanię za nielegalne. Śmierć królowej zapoczątkowała rozmowę o kolonializmie i jego związku z jej dziedzictwem. Media południowoafrykańskie dyskutowały o własności klejnotu, wraz z żądaniami zapłaty odszkodowań (...) Ponad 6000 osób podpisało petycję z prośbą o zwrot Wielkiej Gwiazdy Afryki i wystawienie jej w południowoafrykańskim muzeum" - pisze CNN. Vuyolwethu Zungula, członek parlamentu RPA, wezwał naród do "żądania zadośćuczynienia za wszelkie krzywdy wyrządzone przez Wielką Brytanię" i "zwrotu skradzionego złota i diamentów".

Tak jak wcześniej diamenty symbolizowały brytyjską dominację, tak teraz można raczej uznać, że przypominają, czym jest chowanie głowy w piasek. Rodzina królewska skupiła się na budowaniu wizerunku, którego częścią były rozstania, powroty, narodziny dzieci, słodkie pieski, spotkania, podróże i urocze zdjęcia w mediach społecznościowych. Koronacja królowej w czerwcu 1953 roku była pierwszym ważnym wydarzeniem królewskim, które w pełni transmitowano w telewizji - to symboliczny początek skutecznie reżyserowanych i montowanych rządów. Tak by oko kamery nie pokazywało niewygodnych kadrów. 

Czy istnieje szansa, że rodzina królewska nie wiedziała, że w imię brytyjskiej potęgi ludzie głodowali, byli torturowani, dyskryminowani, wykorzystywani, przesiedlani, zamykani w obozach koncentracyjnych? Wydaje się to mało prawdopodobne. Tym bardziej w obliczu raportów ujawnionych w ostatnich latach przez brytyjskie media.

Kenia we krwi

W latach 50. XX wieku rdzenna ludność Kenii, zwłaszcza plemię Kikujów, mówi "dość". Biali piewcy cywilizacji zgarniają ich ziemie, wybierają tę najbardziej żyzne i płodne, a w zamian proponują pracę "najemnych robotników". Od 1902 roku ludy Kenii są niczym gotująca się żaba. W końcu sytuacja eskaluje. Jest 1952 rok. Formuje się powstanie Mau Mau, które ma obalić kolonialną administrację Wielkiej Brytanii. Pierwszym celem są biali farmerzy.

Rząd brytyjski reaguje na agresję natychmiast. Najpierw przesiedla tubylców, a podejrzanych o wspieranie powstania osadza w obozach koncentracyjnych (niektórzy badacze stosują nazwę "kenijski gułag"). Oficjalne dokumenty mówią o 11 tysiącach więźniów. W rzeczywistości miało być ich nawet 300 tysięcy. W tym kobiety i dzieci. Osadzeni są zmuszani do niewolniczej pracy, pozbawieni pomocy medycznej i jedzenia.

"Wiele innych osób zostało zamordowanych. Niektórzy zostali zakatowani przez brytyjskich strażników. Niektórzy, jak przyznał gubernator Kenii sir Evelyn Baring w utajnionej notatce, zostali spaleni żywcem. Innych gwałcono analnie za pomocą noży, luf karabinów i potłuczonych butelek, jeszcze inni byli zagryzani przez psy bądź rażeni prądem. Wielu zostało wykastrowanych za pomocą przyrządu, który brytyjski rząd specjalnie w tym celu zaprojektował. 'Zanim oberżnąłem mu jaja - chwalił się jeden z zabójców - nie miał już uszu, a jedno oko, chyba prawe, wisiało mu poza oczodołem'. Niektórych oprawcy owijali drutem kolczastym i kopali dookoła dziedzińca tak długo, aż ofiara wykrwawiła się na śmierć" - pisze dziennikarz "The Guardian" George Monbiot.

Skojarzenia z nazistowskimi Niemcami są jak najbardziej uzasadnione. Nad jedną z bram kenijskiego obozu wisiała tablica z napisem "Praca i wolność". Jednym z torturowanych tam mężczyzn był dziadek prezydenta Stanów Zjednoczonych Baracka Obamy Husajn Onjango Obama. Brytyjskim władzom bardzo zależało, żeby świat nie dowiedział się o stosowanych przez nich metodach. Ujawnić postanowiła je Caroline Elkins, która w 2006 roku wydała książkę "Rozliczenie z imperium. Przemilczana historia brytyjskich obozów w Kenii" (polskie wydanie wyszło w 2017 roku), za którą dostała Nagrodę Pulitzera.

"Oprócz zwykłego bicia i kopania: przypalanie papierosami, miażdżenie jąder szczypcami, łamanie kończyn, podłączanie do prądu. Wciskano również rozmaite przedmioty w odbyt lub w waginę. Stłuczone butelki, lufy karabinowe, gorące jajka, węże, a nawet skorpiony. Jeden z Brytyjczyków, nazywany przez miejscowych Doktorem Bunnym (inny przydomek: Kenijski Joseph Mengele), opalał skórę i zmuszał aresztowanych do zjadania własnych jąder. Inny przywiązywał ich do land-rovera i ciągnął po bezdrożach dopóty, dopóki ciała nie rozpadały się na kawałki" - mówi Elkins w wywiadzie zamieszczonym w książce Piotra Zychowicza "Alianci. Opowieści niepoprawne politycznie" (za: wielkahistoria.pl).

Grupa ocalałych Kikuju postanowiła walczyć o sprawiedliwość, a do sądów zaczęły wpływać pierwsze wnioski o rekompensaty. W 2012 roku ujawniono dokumenty z tajnego archiwum Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które pokazały, jak wiele zrobiono, by prawda nigdy nie wyszła na jaw. Wiele dowodów zniszczono przed dekolonizacją. Odszkodowania uzyskała niewielka grupa ocalałych. To jednak nie zniechęca kolejnych środowisk do podjęcia walki o sprawiedliwość.

"Sprawa Mau Mau to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a doniesienia o kolejnych planowanych roszczeniach napływają z każdego zakątka świata. Złożenie pozwów rozważają byli partyzanci Cypryjskiej Organizacji Wyzwolenia Narodowego (EOKA), uwięzieni i maltretowani przez Brytyjczyków w latach 50. XX w.; krewni 33 ofiar pokojowej manifestacji w Malawi, zmasakrowanej przez brytyjskie siły kolonialne w marcu 1959 r.; potomkowie 24 pracowników plantacji kauczuku w wiosce Batang Kali na Malajach, zamordowanych przez brytyjskich żołnierzy; aresztowani i torturowani w czasie powstania w Protektoracie Adeńskim (dzisiejszy Jemen) w latach 60. XX w. Prawnicy i historycy twierdzą, że w świetle odkrytych dokumentów nie są pozbawieni szans" - pisze Maciej Machcewicz w artykule dla "Polityki" z 2018 roku.

Program migracji dzieci

David Hill w 2017 roku zrezygnował z anonimowości i stanął przed sądem, żeby opowiedzieć, co go spotkało. Był jednym z dzieci, które od lat 20. do 70. były wysyłane z Wielkiej Brytanii do kolonii w Australii i innych krajów Wspólnoty Narodów (głównie do Kanady). Dlaczego? Oficjalnie, by wieść lepsze, szczęśliwsze życie. Kto za tym stał? Rząd Wielkiej Brytanii, władze lokalne, kościoły anglikańskie i katolickie, a także organizacje charytatywne - m.in. Barnardo's i Fairbridge Society.

Wybierano dzieci z ubogich środowisk, rodzin zastępczych, domów dziecka, przymusowo odbierano je samotnym matkom. Miały od 3 do 14 lat. Wsadzano je na statki i nie informowano, co się dzieje, gdzie płyną. W przypadku najmłodszych dzieci kłamano, że są sierotami. Rodzicom przekazywano jak najmniej szczegółów i zapewniano, że oddając potomstwo, zapewniają im lepsze życie - dotyczyło to również dzieci rdzennych mieszkańców Australii i Kanady, które przez większość XIX i XX wieku były przez władze zabierane biologicznym rodzicom i przetrzymywane w instytucjach wychowawczych lub oddawane do adopcji białym rodzinom z klasy średniej. Nazywane są skradzionym pokoleniem. Losy dzieci innuickich opisała Joanna Gierak-Onoszko we wstrząsającym reportażu "27 śmierci Toby'ego Obeda".

Również dla dzieci wywożonych z Wielkiej Brytanii przymusowa migracja wcale nie oznaczała obiecanego "lepszego życia", opieki, edukacji i możliwości rozwoju. Dla wielu z nich był to okres niewolniczej i ciężkiej pracy na odległych farmach. Dzieci trafiały do instytucji kościelnych i sierocińców, były rozdzielane z rodzeństwem, a także stawały się ofiarami przemocy fizycznej, psychicznej i seksualnej.

W 1956 roku brytyjscy urzędnicy zaalarmowani niepokojącą sytuacją nieletnich migrantów przyjechali do Australii, by przeprowadzić dochodzenie. Raport był krytyczny, jednak głównie wskazywał na zaniedbania wychowawcze. Nie wspominano o molestowaniach seksualnych czy karach cielesnych. Działań naprawczych nie podjęto, migracja trwała - do 1967 roku. Potem milczano. Szacuje się, że ponad 130 tysięcy dzieci zostało wywiezionych z kraju. Po co? Z jednej strony miało to odciążyć system Wielkiej Brytanii, z drugiej zapewnić koloniom białą anglosaską siłę roboczą.

Tajemnica zaczyna kruszyć się na początku lat 80. - wtedy pracownica socjalna z Nottingham Margaret Humphreys dowiaduje się, że w Australii są migranci, którzy nie znają swojego pochodzenia i nawet nie wiedzą, że ich krewni żyją w Wielkiej Brytanii - wszak mówiono im, że są sierotami. Humphreys podejmuje się zadania łączenia rozbitych rodzin. Oficjalnie o krzywdzie, jaką wyrządzono tym ludziom, zaczęto mówić kilkanaście lat później.

W 2007 roku David Hill, który trafił na farmę Fairbridge w Molong, wydał książkę, w której spisał relację swoją i innych dzieci, z którymi się spotkał. Dwa lata później na jej podstawie powstał film dokumentalny. W 2009 roku rząd australijski przeprosił za okrucieństwo wyrządzane dzieciom. W roku następnym ówczesny premier Wielkiej Brytanii Gordon Brown wydał oficjalne przeprosiny, wyrażając ubolewanie z powodu "błędnego" programu i przyznał, że "bardzo mu przykro".

Myślenie kolonialne wiecznie żywe

Brytyjska lista wstydu jest bardzo długa, ale zarzut można uogólnić do słów: "monarchia brytyjska wspierała i wspiera kolonializm". Kiedyś czynnie, a w ostatnich latach biernie (protokół zakazuje komentowania kwestii politycznych, ale rolą monarchy jest oferowanie moralnego wsparcia), nie robiąc nic, nie komentując, nie próbując zadośćuczynić ofiarom opresyjnego systemu, który rezonuje do dziś, a przy okazji zaliczając kilka wpadek, które według niektórych świadczą o rasizmie strukturalnym rodziny królewskiej.

Organizacja "On Canada Project" udostępniła nagranie z 2017 roku, na którym widać, jak Karol III i Camilla śmieją się z gardłowego śpiewu Inuitów, który był w Kanadzie zakazany do lat 80. XX wieku.

"Może powinniśmy być wdzięczni, że Karol wybrał śmiech zamiast tego, co jego rodzina zrobiła historycznie z tym, co uważała za dzikie i niecywilizowane (...) Fakt, że tak wielu skolonizowanych ludzi nadal ma powiązania z językiem, zwyczajami i wierzeniami swoich przodków, jest 'bezpośrednim oporem' wobec tego, co chcieli osiągnąć kolonizatorzy tacy jak Brytyjczycy" - czytamy we wpisie.

To tylko jeden z przykładów, w którym komentatorzy zauważają, że "Imperium Brytyjskie kurczyło się po wojnach światowych i ostatecznie rozpadło się w latach 60. XX wieku", ale "nastawienie kolonialne przetrwało". Szczególnym przypadkiem rasistowskiego "nastawienia" jest książę Filip.

"Odwiedzając Australię w 2002 r., zapytał Aborygena, czy 'nadal rzucają włóczniami'. (...) W 1986 roku ostrzegł brytyjskich studentów w Chinach, że jeśli pozostaną tam zbyt długo, będą mieć 'skośne oczy'. (...) Chociaż komentarze księcia - i wielu innych - są często oceniane jako gafy lub kiepskie żarty, wiążą się one z wojną kulturową" - przypomina portal theconversation.com.

W czasie gdy rodzina królewska wizerunkowo odcinała się od imperialnej przeszłości, rząd sukcesywnie tuszował historię, wymazywał, wycinał, palił i niszczył dowody - jak, chociażby w 2010 roku, gdy Ministerstwo Spraw Wewnętrznych zniszczyło karty pokładowe poddanych migrujących z Karaibów. Oni nie mogli udowodnić swojego obywatelstwa, a kierująca wtedy rządem Theresa May miała pretekst do oburzających deportacji. To jedynie przykład.

"Czy wiedzielibyśmy więcej o masakrze cywili na Malajach? O brudnej wojnie prowadzonej przez Brytanię w Jemenie w latach 60. XX wieku? O przeraźliwym głodzie wywołanym przez brytyjski rząd w Bengalu w 1943 roku poprzez pozbawianie miejscowej ludności żywności i przeznaczanie jej na eksport? O zbrodniach popełnionych w Aden i na Cyprze? Ocalałe dokumenty świadczą o tym, że brytyjski rząd w tajemnicy wysiedlił mieszkańców wysp Chagos na Oceanie Indyjskim po to, aby zrobić tam miejsce dla amerykańskiej bazy lotniczej. Ministerstwo Spraw Zagranicznych poleciło swoim urzędnikom zaprzeczać istnieniu na wyspach jakiejkolwiek rodzimej ludności, po to, aby móc ich usunąć bez wypłacania rekompensat i bez sprzeciwów w parlamencie" - pisze George Monbiot.

Było, minęło?

Elżbieta II sprawowała rządy przez 70 lat i 214 dni - była najdłużej panującą monarchinią brytyjską i drugą najdłużej panującą monarchią wszechczasów. W tym czasie rząd brytyjski miał 15 premierów, a Stany Zjednoczone 14 prezydentów - oprócz Lyndona Johnsona z każdym spotkała się osobiście. Królowa przebyła ponad milion mil w czasie swoich podróży - to tak, jakby 40 razy odbyła podróż dookoła świata. Odwiedziła ponad 100 krajów (w tym samą Kanadę 22 razy), gościła 113 głów państw innych krajów. Była organizatorką ponad 180 przyjęć w ogrodzie Pałacu Buckingham, w których udział wzięło łącznie ponad 1,5 mln osób.

Jej Wysokość udzieliła również królewskiej zgody na około 4000 ustaw parlamentu i wpływała na politykę kraju, chociaż oficjalnie zawsze się od niej odcinała. Dziennikarskie śledztwo w tej sprawie przeprowadził "The Guardian", który w 2021 roku ujawnił, jak rodzina królewska potajemnie dostosowywała prawo do swoich potrzeb. Najbardziej kontrowersyjny przykład dotyczył zakazu zatrudniania "kolorowych imigrantów i obcokrajowców", przy którym wykorzystano procedurę nazywaną "zgodą królewską".

"W latach 60. ministrowie rządu Wielkiej Brytanii starali się wprowadzić przepisy, które zabroniłyby odmowy zatrudnienia danej osoby ze względu na jej rasę lub pochodzenie etniczne. Królowa Elżbieta od ponad czterdziestu lat pozostaje osobiście zwolniona z tych przepisów dotyczących równości. Zwolnienie uniemożliwiło kobietom lub osobom z mniejszości etnicznych pracującym w jej gospodarstwie domowym wnoszenie skarg do sądu, jeśli uważają, że są dyskryminowane" - czytamy w artykule "Rasistowscy royalsi? Pałac Buckingham zakazał mniejszościom etnicznym pełnienia funkcji biurowych" ("Irish Time", 2021).

Przepis obowiązywał w brytyjskiej rodzinie królewskiej przynajmniej do późnych lat 60. - w 1968 roku oficjalnie potwierdzono, że "w rzeczywistości nie jest praktyką mianowanie kolorowych imigrantów lub cudzoziemców" na stanowiska urzędnicze, ale pozwolono im pracować jako pomoc domowa. Nie wiadomo, kiedy zakończyła się ta praktyka. Pałac Buckingham nie skomentował, kiedy uchylono zakaz, chociaż nie kwestionował, że królowa została zwolniona z przepisów antydyskryminacyjnych. Wykazał jednak, że w latach 90. zatrudniano ludzi z mniejszości etnicznych i że rodzina królewska ma "odrębny proces rozpatrywania skarg związanych z dyskryminacją". Nie doprecyzowano, na czym ten proces polega.

"Znaczna część historii rodziny jest nierozerwalnie związana z Imperium Brytyjskim, które podporządkowało sobie ludzi na całym świecie. Niektórzy członkowie rodziny królewskiej zostali również skrytykowani za ich rasistowskie komentarze. [...] Pałac Buckingham twierdzi, że proces jest czystą formalnością, pomimo przekonujących dowodów na to, że królowa wielokrotnie wykorzystywała władzę, by potajemnie lobbować ministrów, by zmienili przepisy, które jej się nie podobają" - piszą autorzy artykułu w "Irish Time".

Zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i byłych koloniach rośnie w siłę ruch, który walczy o odszkodowania, ale głównie o prawdę i przeprosiny. "Kolonializm ten oprócz ciał kolonizuje także umysły i na gruncie skolonizowanych społeczności uwalnia siły mające doprowadzić do tego, by raz na zawsze zmieniły się ich priorytety kulturowe. Przyczynia się przy tym do generalizacji idei nowoczesnego Zachodu, przenosząc ją z jednostki geograficznej i czasowej na kategorię psychologiczną. Zachód jest teraz wszędzie, w obrębie Zachodu i poza nim, w strukturach i w umysłach"* - pisze Ashis Nandy.

Królowa miała szansę zaangażować się w dyskusję o kolonializmie, którego skutki odczuwalne są do dziś. Nie skorzystała z niej. Mogła spróbować "zdekolonizować" umysły. Nie zrobiła tego.

Alicja Cembrowska

Źródła:

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/historia/1751666,1,brytyjskie-zbrodnie-w-kenii.read

https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/krolowa-mogla-zrekompensowac-kolonialne-grzechy-wielkiej-brytanii/xyep7sl

https://wielkahistoria.pl/brytyjskie-obozy-w-kenii-stosowali-metody-rodem-z-izb-tortur-gestapo/

https://krytykapolityczna.pl/swiat/klamstwa-w-majestacie-zbrodnie-imperium-i-niszczenie-archiwow-george-monbiot/

https://www.gq.com/story/queen-elizabeth-ii-cool-facts

https://www.theguardian.com/society/2017/feb/27/britains-child-migrant-programme-why-130000-children-were-shipped-abroad

https://edition.cnn.com/style/article/great-star-of-africa-diamond-intl-lgs/index.html

* cytat pochodzi z książki "Bliski wróg" (1983), tłumaczenie za: "Teoria postkolonialna", Leela Gandhi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy