Reklama

Reklama

Kobiety w Niemczech chcą zarabiać tyle co Lewandowski

Aż 9 mln Niemców oglądało zmagania ich reprezentacji w mistrzostwach Europy w piłce nożnej kobiet. Emocji nie zabrakło, bo zwycięstwo było w zasięgu ręki. Te emocje jak się okazuje dziś nie opadły, a podtrzymuje je dyskusja na temat tego, czy kobiecy futbol jest gorszy ode męskiego i dlaczego piłkarki w Niemczech są gorzej wynagradzane za swoje sukcesy na murawie.

Niby zasada jest prosta, piłka jest jedna, a mecz trwa 90 minut. Tyle że w przypadku zawodników i zawodniczek w Niemczech piłka nożna to dwa różne światy. Panowie są za swoje sukcesy w Bundeslidze tłusto wynagradzani, kopanie piłki to właściwie ich zawód, za który dostają ciężkie pieniądze, zagwarantowane często milionowymi kontraktami. 

Nie wspominam już o sponsorach, którzy obdarowują piłkarzy drogimi prezentami, takimi jak luksusowe samochody. W przypadku pań wygląda to słabo. Za te same umiejętności otrzymują jedną dziesiątą tego, co mężczyźni. Często futbol nie jest ich zajęciem zawodowym, na boisku są po godzinach pracy. Sponsorzy są nimi słabo zainteresowani.

Reklama

Niemieccy działacze nieprzejednani

Żeńskie kluby piłkarskie często mają problem ze znalezieniem firm, które mogłyby wspierać je finansowo. Również premia za wygraną na mistrzostwach Europy w DFB w przypadku mężczyzn i kobiet to niebo a ziemia. Piłkarz w przypadku zdobycia przez reprezentacje mistrzostwa otrzymuje 360 tys. euro, piłkarka za ten sam sukces jedynie 60 tys. I nikt w niemieckiej federacji piłkarskiej nie ma z tym problemu. 

Do bossów tutejszego futbolu nie docierają argumenty, że w Hiszpanii czy Stanach Zjednoczonych ten problem został już rozwiązany. Na Półwyspie Iberyjskim zdecydowano, że piłkarki w Hiszpanii objęte zostaną takimi samymi warunkami, jeżeli chodzi o wypłaty premii i premie telewizyjne. Ujednolicone zostały również warunki pracy, w tym przepisy dotyczące podróży, wyżywienia i zakwaterowania. To samo stało się za oceanem. Tymczasem niemieccy działacze piłkarscy nadal twardo stoją na stanowisku, że piłka nożna to przede wszystkim gałąź gospodarki, a nie sport. Zatem sport musi się rządzić prawami ekonomii. 

Niemiecka federacja piłkarska tłumaczy, że kluczowe są przede wszystkim wyniki oglądalności i wpływy z reklam. I to one decydują o tym, jak wygląda sytuacja płacowa w niemieckim futbolu. Tyle, że zakończone właśnie mistrzostwa Europy pokazały, że z oglądalnością aż tak źle nie jest, bo nieczęsto publiczna telewizja może pochwalić się oglądalnością rzędu 8 - 9 mln. A takie słupki mógł prezentować nadawca, gdy Niemki wygrywały już ćwierćfinale. 

Piłkarkom chce pomóc niemiecki rząd

Z pomocą niemieckim piłkarkom chce przyjść tutejszy rząd, a konkretnie sam kanclerz, który oglądał wczorajszy finał na żywo i spotkał się z zawodniczkami po meczu. Rzecznik rządu zapytany na dzisiejszej konferencji prasowej, czy kanclerz zrobi coś w temacie "Equal pay", przyznał, że w najbliższym czasie ma dojść do jego spotkania z bossami piłkarskiej federacji i ten temat zostanie poruszony. 

Wsparcie ma przyjść również ze strony niemieckiego MSW, bo minister tego resortu jest odpowiedzialna za sprawy sportu. Rządzący chcą zmusić DFB to przyjęcia standardów, które przyjmują takie państwa jak wspomniana już Hiszpania, ale także Dania, Norwegia czy Brazylia. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy