Reklama

Reklama

​Kirgistan: Demonstracja po śmierci kobiety porwanej na ślub

Ponad tysiąc osób demonstrowało w środę w Biszkeku, stolicy Kirgistanu, w proteście przeciwko śmierci młodej kobiety, która została porwana w celu zawarcia małżeństwa.

Demonstranci, zebrani na głównym placu Biszkeku, trzymali w rękach białe balony i plakaty z napisami: "Jesteśmy przeciwko małżeństwom przez porwanie", "Dajcie szansę kobietom, aby były szczęśliwe".

W Kirgistanie praktyka porywania kobiet, aby poślubić je wbrew woli, jest bardzo częstym zjawiskiem. Prawnie jest to zakazane, jednak obyczaje są silnie zakorzenione w społeczeństwie, a wielu rodziców odmawia ujawnienia faktu zniknięcia córek.

"Jesteśmy zszokowani tym, co się stało. Mam 19 lat i też boję się uprowadzenia" - powiedziała uczestnicząca w demonstracji studentka o imieniu Assel.

Reklama

Zginęła od ciosów sztyletem

20-letnia studentka medycyny Burulaj Turdaały Kyzy zginęła na posterunku policji na północy kraju od ciosów sztyletem. Zadał je porywacz, przeciw któremu chciała złożyć zeznania na policji.

30-letni mężczyzna został pozostawiony sam ze swoją ofiarą przez funkcjonariuszy, zaraz po aresztowaniu. Zamordował kobietę, po czym próbował targnąć się na swoje życie i trafił do szpitala.

"Haniebny zwyczaj"

Zabójstwo zostało potępione przez ONZ, organizacje praw człowieka i prezydenta Kirgistanu Suronbaja Dżinbekowa. Szef regionalnej policji został zdymisjonowany, a kilkunastu policjantów oskarżono o "zaniedbania".

Według danych ONZ, 13,8 proc. kirgiskich kobiet w wieku poniżej 24 lat zostało porwanych w celu ożenku, co jest powszechnym zwyczajem w regionie, podobnie jak na Kaukazie.

"Powinniśmy powstrzymać wydawanie naszych córek za mąż wbrew ich woli. Mamy już dobre prawo, ale musimy pracować z rodzicami, aby zmienić ich nastawienie" - powiedziała minister oświaty i nauki Gulmira Kudajberdyjewa, określając zwyczaj porywania młodych kobiet jako "haniebny".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje