Kijów przerywa milczenie. Incydent w Wożuczynie ma być "sygnałem"
"Mamy do czynienia z potężnymi atakami, w powietrzu lata dużo wszystkiego i takie przypadki zdarzają się już nie po raz pierwszy" - komentuje rzecznik sił powietrznych Ukrainy. Kijów po incydencie z rosyjską rakietą w polskiej przestrzeni twierdzi, że to "sygnał do wzmocnienia ich obrony".

Wypowiedź wojskowego, zamieszczoną na popularnej platformie społecznościowej, cytuje "Ukraińska Prawda".
"Jak widać, mamy do czynienia z potężnymi atakami, w powietrzu lata dużo wszystkiego i takie przypadki zdarzają się już nie po raz pierwszy. Dolatują nawet na terytorium Rumunii (...). To samo działo się na terytorium Polski w ubiegłym roku" - powiedział pułkownik Jurij Ihnat.
"Przeciwnik atakuje nasze terytoria przygraniczne, w tym na zachodzie. W obwodzie lwowskim i iwano-frankowskim. To jeszcze jeden znak i sygnał dla naszych partnerów, by wzmocnić Ukrainę niezbędną ilością środków, byśmy stali się tarczą pomiędzy agresorem i Europą, by obronić i siebie i ich" - dodał rzecznik sił powietrznych.
Wożuczyn-Cukrownia: Rosyjska rakieta wleciała znad Ukrainy. Wojsko potwierdza
"W godzinach porannych w przestrzeń powietrzną RP od strony granicy z Ukrainą wleciał niezidentyfikowany obiekt powietrzny, który od momentu przekroczenia granicy, aż do miejsca zaniku sygnału obserwowany był przez środki radiolokacyjne systemu obrony powietrznej kraju" - przekazało przed południem Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych.
Polsat News ustalił nieoficjalnie, że była to najprawdopodobniej rosyjska rakieta manewrująca Ch-22 lub Ch-101. Informacje potwierdziło wojsko po posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Jak uściślił szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła, rakieta wleciała znad Ukrainy i najpewniej opuściła naszą przestrzeń powietrzną po kilku minutach.
***
Bądź na bieżąco i zostań jednym z 200 tys. obserwujących nasz fanpage - polub Interia Wydarzenia na Facebooku i komentuj tam nasze artykuły!










