Reklama

Reklama

​Kerry: Naszym obowiązkiem zrobić co się da, by zapewnić pokój w Syrii

Mamy obowiązek zrobić co się da, by zapewnić pokój w Syrii - powiedział w czwartek sekretarz stanu USA John Kerry, apelując do partnerów Stanów Zjednoczonych by w rozmowach na temat przyszłości Syrii, by nie "okopywali się" na swoich stanowiskach.

Występując tuż przed kolejną, zaplanowaną na weekend w Wiedniu rundą międzynarodowych rozmów w sprawie Syrii, Kerry podkreślił, że stronom "wciąż pozostało wiele pracy" do osiągnięcia całościowego porozumienia, by zakończyć trwającą ponad 4 lata wojnę w Syrii. Główną kością niezgody między USA, Rosją i Iranem pozostaje przyszłość prezydenta Syrii Baszara el-Asada.

"Nie mogę powiedzieć, że jesteśmy blisko porozumienia. (...) Kwestia Asada pozostaje nierozwiązana. (...) My uważamy, że ani pokój ani pokonanie Państwa Islamskiego (IS) nie jest możliwe z Asadem u władzy" - powiedział Kerry podczas wystąpienia w amerykańskim Instytucie na rzecz Pokoju (United States Institute for Peace). Ale, jak dodał, zarówno USA jak i pozostałe kraje uczestniczące w tych rozmowach postanowiły, że będą kontynuować kontakty dyplomatyczne wierząc, że znajdą "wspólną drogę".

Reklama

"Amerykańskie przesłanie dla każdego (z uczestników rozmów) jest następujące: wszyscy ponosimy odpowiedzialność, by nie okopywać się na swych stanowiskach i podjąć kolejne kroki, by zakończyć krwawy konflikt i rozpocząć odbudowę (Syrii)" - powiedział Kerry.

Jak dodał, niezależnie od tego jak długo te wysiłki dyplomatyczne będą trwały, "mamy obowiązek wobec siebie, wobec przyjaciół w regionie i wobec Syryjczyków by zbadać wszystkie możliwości" i zrobić co się da dla osiągnięcia pokoju".

Sekretarz stanu podkreślił, że nawet gdyby USA poszły na "pakt z diabłem" i zgodziły się na pozostanie Asada u władzy, jak chcą tego Rosja i Iran, to nigdy na takie rozwiązanie nie zgodzą się sami Syryjczycy, którzy zbyt wiele ucierpieli ze strony syryjskiego reżimu. "Nie da się wrócić do sytuacji sprzed wojny. (...) Bez prawdziwej transformacji walki nie ustaną, a wojna nigdy się nie skończy" - powiedział Kerry.

Kerry ocenił, że Asad i IS są częścią tego samego problemu, dwoma "zależnymi od siebie elementami", które uniemożliwiają obecnie zapewnienie pokoju w Syrii. "Wzrost siły Państwa Islamskiego w Syrii jest konsekwencją działań Asada. To Asad jest magnesem terroryzmu" - powiedział Kerry. Zwrócił uwagę, że nieprzypadkowo siły Asada i IS rzadko nawzajem się atakują, a nawet prowadzą ze sobą interesy handlując ropą.

Broniąc krytykowanej ostro przez republikańską opozycję w USA strategii rządu wobec Syrii, Kerry zapewnił, że "nie było ani jednego pomysłu na zakończenie konfliktu", który nie byłby poważnie przeanalizowany przez administrację Baracka Obamy.

Wyjaśnił, że strategia USA ma dwa wymiary: wojskowy i dyplomatyczny. Po pierwsze USA wyznaczyły sobie zadanie pokonania Państwa Islamskiego. W tym celu, dowodząc liczącą obecnie 62 kraje koalicją międzynarodową, USA prowadzą od 14 miesięcy bombardowania celów tej fundamentalistycznej organizacji w Iraku oraz Syrii.

Kerry podkreślił, że USA stale "modyfikują" swoją strategię i ostatnio zwiększyły dostawy broni i amunicji dla walczących z IS sił irackich oraz grup umiarkowanych rebeliantów w Syrii. By je szkolić i doradzać w walce z IS, w Iraku przebywa kilka tysięcy amerykańskich wojskowych. Niedawno Prezydent Barack Obama zdecydował też o wysłaniu do Syrii 50 żołnierzy grupy sił specjalnych, którzy - jak podkreślił Kerry - będą pełnić rolę doradców, pomagając m.in. w naprowadzaniu na cele IS samoloty koalicji.

"Wiemy, że walka przeciwko IS nie odbywa się politycznej próżni" - zaznaczył Kerry. Dlatego - jak wyjaśnił - drugim kluczowym elementem strategii USA jest dyplomacja. "Nic nie może bardziej wzmocnić walki z terroryzmem, niż szeroko wspierany dyplomatyczny proces, tak by osłabiać konflikt i dać Syryjczykom prawdziwy wybór. Nie między Asadem a IS, ale między status quo a (...) prawdziwą transformacją" - powiedział Kerry.

Jak podkreślił celem jest "wyizolowanie terrorystów i wyznaczenie drogi Syrii do pokoju".

Z Waszyngtonu Inga Czerny 

Reklama

Reklama

Reklama