Reklama

Reklama

Karol III zrobi porządki w rodzinie królewskiej. Szykują się "cięcia"

Król Karol III w wieku 73 lat zasiada na tronie Zjednoczonego Królestwa. Uroczystości żałobne z udziałem rodziny Windsorów są okazją do zadumy, ale też szansą do przyjrzenia się nowemu królowi i temu, co zamierza zrobić ze swoim najbliższym otoczeniem. Tytuł i przywileje rodziny królewskiej najprawdopodobniej zatrzymają jedynie pracujący krewni Karola III, będący w bezpośredniej linii dziedziczenia tronu.

Karol III w ostatnich publicznych wystąpieniach dał się poznać jako zagorzały zwolennik metod swojej matki. Spokojny, wyważony, pełen wyrozumiałości i miłości do najbliższych. Z drugiej strony, w trakcie żałobnego tournée, król odważył się na wymianę uścisków z poddanymi we wszystkich czterech krajach Wielkiej Brytanii. Na taki gest zwolennicy monarchii musieli czekać 70 lat, bo ostrożna i konserwatywna królowa w świetle kamer była gotowa przytulać wyłącznie swoje psy corgi. 

Ale według prognoz, nowy styl władcy nie ograniczy się tylko do zmodernizowanych rytuałów. Prasa brytyjska, z tabloidami na czele, od lat spekuluje na temat planowanego odchudzenia rodziny królewskiej. Kogo ocali, a kogo zwolni Karol III z pełnienia reprezentacyjnych funkcji, będzie miało znaczenie dla dalszych losów monarchii. Trudne wyboru wizerunkowe przeplatają się tu z jeszcze trudniejszymi kwestiami finansowymi. Król Karol III, choć szczodry w okazywaniu emocji, zapowiada się być o wiele bardziej konserwatywny w dysponowaniu rodzinnym majątkiem. Tak jak zapowiadał w swoim pierwszym publicznym przemówienie król - rodzinę i poddanych czekają zmiany. 

Reklama

Król Karol III. Jakość przede wszystkim

Pomimo ogólnej aprobaty dla nowego króla, w ostatnim tygodniu nie zabrakło również skandali. Pierwszy dotyczył temperamentnej natury Karola, który wybuchł z powodu przeciekającego pióra w trakcie podpisywania dokumentów proklamacyjnych. 

Drugi dotyczył masowych zwolnień personelu z dotychczasowej rezydencji nowego władcy - Clarence House. Ponad sto osób, kilka dni po ogłoszeniu śmierci królowej, otrzymało informację o tym, że wraz ze zmianą na królewskim tronie, ich służba dobiega końca. Chociaż zwolnienia były spodziewane, to, jak tłumaczył w dzienniku "The Guardian" sekretarz związków zawodowych, do których należy część byłych pracowników Karola III, zarówno tempo zmian kadrowych, jak ich okoliczności są ekstremalnie bezduszne. 

Zmiany w "Firmie"

Pod lupą króla ma znaleźć się niedługo także "Firma", jak potocznie mówi się o klanie Windsorów. Tytuł i przywileje rodziny królewskiej najprawdopodobniej zatrzymają jedynie pracujący krewni Karola III, będący w bezpośredniej linii dziedziczenia tronu. Zmiany nie będą jednak przypominały drastycznych zwolnień, jakie miały miejsce w Clarence House, ale jak tłumaczy Joe Little, wydawca brytyjskiego magazynu poświęconego rodzinie królewskiej, "Majesty", będą miały formę powolnie wygasających funkcji. - Od wielu lat krążą doniesienia, że Karol chce odchudzić monarchię i zmniejszyć liczbę członków rodziny królewskiej. To stopniowo  dzieje się samoistnie, ponieważ kuzyni i kuzynki królowej są już w podeszłym wieku, mają po 80 lat więc podejmują mniej pracy i stopniowo przechodzą na emeryturę - mówi Little. 

"Firma" zmniejszać będzie się też z powodu dobrowolnych rezygnacji z królewskich tytułów, jak miało to miejsce w przypadku decyzji księcia Harrego i księżnej Meghan, którzy w 2020 roku wystąpili z kręgów pracujących członków rodziny. Nowy monarcha będzie musiał wkrótce wypowiedzieć się również na temat przyszłej roli dzieci Sussexów, czyli Lillibet i Archiego Mountbatten-Windsor, o których już teraz mówi się, że zostaną pozbawione najwyższych tytułów gwarantujących im ścisłe miejsce w kręgach royalsów. Chociaż ich rodzice opuścili pałacowe mury dwa lata temu, to według prawa dziedziczenia ustawionego przez Jerzego V, wraz z intronizacją Karola III dzieci mogłyby czerpać z przywilejów "ich królewskiej wysokości". Z uwagi na nienajlepsze relacje z rodziną najmłodszego syna, wydaje się to jednak mało prawdopodobne. 

Prawdziwy problem Karola III będzie polegał jednak na znalezieniu balansu. Zbyt duży klan będzie równie szkodliwy dla Windsorów jak i za mały. Ostatnia rzeczą, którą chcieliby royalsi, a także w dużej mierze Brytyjczycy, którzy w większości popierają królewskie autorytety, to posiadanie wychudzonej monarchii na kształt holenderskiej, czy szwedzkiej modły. - Rodzina królewska jest już teraz bardzo zawężona. Jeśli z jakichś powodów się jeszcze bardziej zmniejszy, będzie im trudno pełnić funkcje, których się od nich oczekuje - tłumaczy Joe Little. 

Mniejsze świecidełka i tylko na duże okazje

Bycie częścią przedstawienia, jakie tworzy rodzina królewska, oznacza, że przy dużych okazjach na pokaz wystawiane są najróżniejsze świecidełka i klejnoty. Zarówno podczas procesji z trumną królowej Elżbiety II, jak i podczas proklamacji, przeciwnicy monarchii wytykali rodzinie królewskiej jej bogactwo i brak wyczucia, zwłaszcza w momencie, w którym ogromna część kraju zmaga się ze skutkami kryzysu energetycznego i inflacji. Karol III może więc chcieć szukać alternatywnych sposobów na dalszą modernizację wizerunku rodziny, przez uszczuplenie wydatków i rezygnację z ociekających złotem wydarzeń

Takie podejście korespondowałoby również z codziennymi wizerunkiem króla, który poza specjalnymi ceremoniami zdaje się przywiązywać małą wagę do ubioru. Karola III bowiem wiele razy przyłapano w załatanym garniturze, czy znoszonych pantoflach.

Wiemy też, że koronacja, która najprawdopodobniej odbędzie się w czerwcu 2023 roku, będzie krótsza i tańsza niż koronacja królowej Elżbiety II, która szacuje się, że kosztowała ponad 50 milionów funtów. 

Profesor Ewen Cameron z Uniwersytetu w Edynburgu zauważa jednak, że podobnie jak w przypadku ograniczania liczby pracujących royalsów, marzenia o zmniejszeniu wydatków rodziny królewskiej to ciężki kawałek chleba. Jego zdaniem monarchia przenika tkanki życia politycznego, ekonomicznego i społecznego Wielkiej Brytanii do stopnia, w którym rodzinie królewskiej trudno będzie się wycofać, nie ryzykując straty wizerunkowej. - Tańsza monarchia, chudsza monarchia, to na pewno coś, czego możemy się spodziewać. Problem polega jednak na tym, że jeśli zaczną za bardzo oszczędzać, to stracą swój majestat i wtedy cała instytucja może się załamać. Trudno będzie im jednocześnie odchudzić monarchię i zachować swój majestat, ale to balans który będą musieli osiągnąć - mówi Cameron.

A ciebie kto wybrał?

Po śmierci matki Karol III, przestrzegając protokołu, udał się w podróż po kraju, żeby dokonać ceremoniału zaprzysiężenia. Poddani mogli spotkać świeżo upieczonego króla w Edynburgu, Londynie, Belfaście, i Cardiff. Proklamacje miały również miejsce w mniejszych miejscowościach w angielskich hrabstwach. 

W każdym z tych miejsc król witał się z ludźmi, dziękował im za nocne czuwanie przy trumnie Elżbiety II. Zarówno dla tłumu, który po raz pierwszy w historii mógł wyściskać monarchę, jak i dla samego władcy, tournée okazało się źródłem nowej energii. Nawet w tle awantury o atrament słupki popularności nowego króla podskoczyły. Nie znaczy to jednak, że ceremoniały były wolne od republikańskich akcentów. 

W uniwersyteckim Oxfordzie, Symon Hill, jeden z oponentów monarchii, postanowił wykrzyczeć w obecności króla: "a ciebie kto wybrał?". Mężczyzna został szybko  odciągnięty od tłumu i aresztowany na podstawie spornego prawa przegłosowanego w tym roku przez parlament. Przepisy pozwalają policji na interwencję, jeśli uważa się, że protest ma charakter "niedopuszczalny". Hill nie sądzi, że złamał przepisy, a jedynie wyraził, niepopularną, jak się okazuję, opinię. 

W oświadczeniu na swojej stronie pisze: "Dopiero gdy ogłosili Karola 'Królem Karolem III' zawołałem 'kto go wybrał?'. Wątpię, żeby większość ludzi z tłumu mnie usłyszała. Dwie lub trzy osoby blisko mnie kazały mi się zamknąć. Nie obrażałem ich ani nie atakowałem osobiście, ale odpowiedziałem im, że moim zdaniem narzucono nam głowę państwa bez naszej zgody".

Pierwsze od dawna wybuchy republikańskiej rebelii w trakcie ostatniego tygodnia były jednak znikome. Poza statystykami, poparcie dla monarchii widać też gołym okiem, w kilometrowych kolejkach, które ustawiały się przy katafalku królowej. 

Zdaniem profesora Camerona, to niewiarygodna popularność królowej Elżbiety, która budziła zaufanie nawet wśród nacjonalistycznej części szkockich polityków, przyczyniła się do tego, że nie ma dyskusji o obaleniu monarchii. - Kiedy mieliśmy referendum w 2014 roku, Szkocka Partia Narodowa opowiadał się za niepodległością, ale i tak chcieli zachować monarchię jako głowę państwa. Więc nawet wśród nacjonalistów rozmowa (o odrzuceniu monarchii - red.) prawie nie istnieje - twierdzi naukowiec. 

Poza chęcią modernizacji rodziny, na króla Karola zdają się czekać pilniejsze wyzwania. Zalicza się do nich dalsza praca nad ocieplaniem własnego wizerunku, ale także wysiłki mające na celu utrzymanie jedności unitarnej Wielkiej Brytanii i Wspólnoty Narodów.

Pomimo sędziwego wieku, odejście królowej dla wielu Brytyjczyków było szokiem. W miarę jak zaczynają opadać pierwsze emocje, jej znaczenie dla jedności i stabilności  Zjednoczonego Królestwa staje się coraz bardziej widoczne. Karol III startuje z ogromnym zapasem, jaki zapewniła mu jego matka, ale czas pokaże, czy będzie w stanie ten zapas utrzymać i ocalić dobre imię rodziny. 

Dla Interii z Wielkiej Brytanii, Kamila Korońska

Czytaj również:

Królewskie pogrzeby - tłumy, przepych i tradycje. Te ceremonie zapadły w pamięć

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy