Reklama

Reklama

​Kanada: Wstrząsające statystyki dotyczące zabójstw kobiet i dziewczynek

W 2020 roku co dwa i pół dnia w Kanadzie zabijana byłą kobieta lub dziewczynka. Sprawcą zbrodni najczęściej był ktoś z bliskiego otoczenia ofiary - obecny lub były partner, ktoś z rodziny. Statystyki udostępniła kanadyjska organizacja monitorująca zabójstwa kobiet w kraju.

W ubiegłym roku w Kanadzie zamordowanych zostało 160 kobiet i dziewczynek, dotychczas zidentyfikowano 128 mężczyzn, którzy byli zabójcami - podano w opublikowanym niedawno raporcie CFOJA (Canadian Femicide Observatory for Justice and Accountability). To wspierana ze środków federalnych organizacja powstała w 2017 r. w odpowiedzi na apel ONZ o tworzenie organizacji monitorujących problem zabójstw kobiet i dziewcząt, w których motywem jest płeć biologiczna lub kulturowa. Słowo "femicide" lub "feminicide" jest na polski tłumaczone jako "kobietobójstwo". Cytowana w raporcie CFOJA profesor Diana Russell, zmarła w ubiegłym roku amerykańska działaczka na rzecz praw kobiet, zdefiniowała kobietobójstwo jako "popełniane przez mężczyzn zabójstwa kobiet za to, że są kobietami".

Reklama

Raport podkreśla, że liczba zabójstw kobiet w 2020 r. była wyższa niż w 2019 r. (gdy zginęło 146 kobiet) i może jeszcze wzrosnąć w miarę zamykania dochodzeń przez policję. Nie wiadomo natomiast, czy większa liczba zabójstw kobiet jest powiązana z COVID-19 i wzrostem agresji wobec kobiet w rodzinach zamkniętych w domach. Autorki zwróciły uwagę, że rząd federalny przekazał znaczne kwoty na programy pomocowe podczas pandemii dla ofiar przemocy domowej i być może dzięki temu udało się uniknąć wielu ataków kończących się śmiercią ofiary.

Wstrząsające statystyki

Od 1961 r., kiedy kanadyjska policja zaczęła rejestrować takie dane, w Kanadzie zabitych zostało ponad 10 tys. kobiet i dziewcząt. - To pandemia, którą wiele osób zauważyło już dawno, ale którą społeczeństwo dostrzegło dopiero w minionym roku, kiedy walczyliśmy z równoległą pandemią COVID-19 - napisano w raporcie. CFOJA wskazuje uprzedzenia i stereotypy, które jej zdaniem stanowią część problemu.

Na podstawie analizy dostępnych danych raport wskazuje np., że choć więcej Kanadyjczyków mieszka w miastach niż na terenach wiejskich, to 54 proc. morderstw kobiet odnotowano właśnie na wsi i w małych miasteczkach.

Grupę najbardziej dotkniętą przemocą stanowią kobiety w wieku od 55 do 64 lat (19 proc. ofiar), następnie kobiety w wieku 25-34 lata (17 proc.) i w wieku 35-44 lata (16 proc.) Jeśli chodzi o zabójców, 25 proc. z nich miało od 25 do 34 lat.

Nie we wszystkich przypadkach informacją publiczną jest, kim był morderca, według raportu media zidentyfikowały dwie trzecie zabójców. Wśród nich połowa to obecni lub byli partnerzy ofiar, jedna czwarta to inni mężczyźni będący członkami rodziny zamordowanej. Do kobietobójstwa dochodzi zazwyczaj w przestrzeni prywatnej, do morderstw mężczyzn dochodzi w Kanadzie z reguły w miejscach publicznych.

Dramatyczne nadużycie przemocy

Raport podkreśla, że w przypadkach kobietobójstwa częściej niż w przypadkach zabójstw popełnionych na mężczyznach dochodzi do tzw. overkill, dramatycznie nadmiernego użycia przemocy, wykraczającego poza samo zabójstwo. Kobiety częściej są bite lub duszone.

Zauważono też prawidłowość, że osoby oskarżone o morderstwo kobiety lub dziewczynki częściej próbują popełnić samobójstwo lub umierają w wyniku samobójstwa niż zabójcy mężczyzn i chłopców.

Jednym z tragicznych wydarzeń, które w Kanadzie zwiększyły świadomość przemocy wobec kobiet, było zamordowanie 14 kobiet oraz zranienie 10 kolejnych kobiet i czterech mężczyzn na Politechnice w Montrealu w grudniu 1989 r. Mordercą był biały mężczyzna, który strzelał do swoich ofiar ponieważ - według własnych słów - "walczył z feminizmem"; potem popełnił samobójstwo.

Na początku marca bieżącego roku w Toronto zapadł wyrok skazujący wobec innego mężczyzny, który w kwietniu 2018 r. chciał zabić jak najwięcej kobiet, taranując przechodniów wynajętą ciężarówką. Zabił 10 osób, ranił kolejnych 16. Po zatrzymaniu przez policję mówił, że swojego czynu dokonał jako jeden z tzw. inceli (pozostających bez partnerki nie z własnej woli), jednak potem powiedział psychiatrom, że identyfikował się z incelami, by zwrócić na siebie uwagę. Jego obrona argumentowała, że zabójca jest osobą z autyzmem i nie rozumie konsekwencji swoich czynów, jednak sędzia Anne Molloy wskazała, że był zdolny do zaplanowania zabójstwa i wiedział, że takie działania są przestępstwem. Zabójca trafi do federalnego więzienia, jego wyrok to dożywocie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje