Jeździł z bratem poza wyznaczoną trasą. 20-latka z Polski porwała lawina
20-letni narciarz z Polski zmarł w wyniku obrażeń odniesionych w lawinie, która porwała go na lodowcu Presena na północy Włoch - podały tamtejsze media. W akcji ratunkowej brał udział helikopter z zespołem ratowniczym i psem lawinowym. Polak z bratem jeździli na nartach poza wyznaczoną trasą.

W skrócie
- 20-letni polski narciarz zginął w wyniku lawiny na lodowcu Presena na północy Włoch.
- Do wypadku doszło, gdy jeździł poza wyznaczoną trasą razem z bratem; drugiemu z narciarzy nic się nie stało.
- Podjęto akcję ratunkową z udziałem helikoptera, zespołu ratowniczego i psa lawinowego, ale ostatecznie narciarz zmarł w szpitalu.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Do wypadku doszło we Włoszech na lodowcu Presena, znajdującym się na granicy między prowincją Brescia w Lombardii a Trydentem - wyjaśnił dziennik "La Repubblica" na stronie internetowej.
Polski 20-letni narciarz został porwany i zasypany przez lawinę, kiedy zjeżdżał z bratem żlebem tuż obok trasy narciarskiej na wysokości około 2700 metrów nad poziomem morza.
Włochy. Narciarz z Polski został porwany i zasypany przez lawinę
Alarm podnieśli inni narciarze obecni w pobliżu i żołnierze z oddziału alpejskiego, pełniący służbę w rejonie stoku narciarskiego.
Gdy na miejsce dotarło dwóch ratowników górskich, zastali brata ofiary, który próbował odkopać poszkodowanego spod śniegu.
Natychmiast powiadomiono centralę ratunkową, która wysłała helikopter z zespołem ratowniczym i psem lawinowym. Młody narciarz został wydobyty spod śniegu nieprzytomny, w stanie zatrzymania krążenia.
Lodowiec Presena. Bracia jeździli na nartach poza wyznaczoną trasą
Ratownicy rozpoczęli reanimację, a po dotarciu zespołu medycznego 20-latek został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Trydencie, gdzie trafił w stanie krytycznym. Zmarł wkrótce po przybyciu do szpitala.
- Obaj mieli standardowy sprzęt, ale znajdowali się poza trasą. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, brat ofiary zdołał już odnaleźć go i udrożnić drogi oddechowe, ale od razu było jasne, że stan chłopaka jest bardzo ciężki - wyjaśnił cytowany przez gazetę radny z pobliskiej gminy Ponte di Legno, Andrea Zampatti.
- Ratownicy ruszyli na pomoc natychmiast, bo żleb, w którym jechali narciarze, znajduje się bardzo blisko tras, zaś obsługa wyciągów widziała całe zdarzenie. Niestety nie dało się nic zrobić - dodał.
Dochodzenie w sprawie wypadku prowadzą karabinierzy, czyli włoska żandarmeria wojskowa.












