Jeden ruch Chin i na świecie może zapanować chaos. "Klucz do dominacji"
Jeden ruch Chin a sytuacja na całym świecie posypałaby się jak domek z kart. Mowa o inwazji na Tajwan, czym Pekin nieustannie straszy. Jak świat przygotowany jest na zawirowania w branży półprzewodników zdominowanej przez Tajpej? A jak na najczarniejszy możliwy scenariusz? Wielcy tego świata próbują zwiększać własny potencjał, ale... to nie jest tak proste, jak mogłoby się wydawać.

Spis treści:
- Co USA robią w kwestii półprzewodników, Tajwanu i zakusów Chin?
- Jak działają Chiny? "Testują reakcje państw, wywierają naciski i przesuwają granice"
- Chiny vs. Tajwan. Jak Europa przygotowana jest na zawirowania w branży półprzewodników?
- Chiny atakują Tajwan. Ekspert analizuje najczarniejszy scenariusz
- Jeśli Chiny zaatakują Tajwan, Europa, Stany Zjednoczone czy Japonia także ucierpią. Tajwan będzie w strasznej sytuacji, ale wy także - ostrzega Zachód w najnowszym wywiadzie dla portalu Euronews Next wiceminister spraw zagranicznych Tajwanu Wu Chih-chung.
O co to czy się gra? Chodzi o branżę przemysłu półprzewodnikowego, który zdominowany jest przez Tajwan. W najnowszej analizie na łamach dziennika "Wall Street Journal" badacze Alexander Benard i David Feith wskazują wprost, że Tajwan to "klucz do dominacji w dziedzinie sztucznej inteligencji" i "hala fabryczna amerykańskiego przodownictwa" w tej branży.
Tymczasem Chiny roszczą sobie prawa do Tajwanu. Regularnie przeprowadzają w rejonie manewry militarne oraz podkreślają, że sprawy nie odpuszczą. - Natomiast Tajwan funkcjonuje faktycznie jako odrębny organizm polityczny i gospodarczy. Od lat pozostaje jednym z najważniejszych punktów napięcia w relacjach międzynarodowych - mówi Interii ekonomista, analityk rynków CMC Markets Daniel Kostecki.

Co USA robią w kwestii półprzewodników, Tajwanu i zakusów Chin?
Jak ważne w kontekście światowym są półprzewodniki i sama wyspa?
- Trzeba zacząć od TSMC, czyli Taiwan Semiconductor Manufacturing Company. To największy na świecie producent kontraktowy chipów i absolutnie kluczowy gracz w produkcji najbardziej zaawansowanych układów. Do tego dochodzi fakt, że NVIDIA rozwija na Tajwanie dużą siedzibę i wzmacnia tam swoją obecność, co pokazuje znaczenie tajwańskiego ekosystemu technologicznego. Nie oznacza to jednak przeniesienia globalnej centrali NVIDII z USA, tylko rozbudowę bardzo ważnego ośrodka w miejscu, gdzie koncentruje się ogromna część łańcucha dostaw dla AI i półprzewodników - rysuje sytuację ekonomista.
Do czego można porównać znaczenie tych zasobów? - Najbliższe porównanie to ropa naftowa i Bliski Wschód, choć oczywiście mówimy o innym typie zależności. Półprzewodniki są dziś dla gospodarki tym, czym surowce energetyczne były i nadal są dla przemysłu: bez nich nie działa produkcja, logistyka, elektronika, centra danych, motoryzacja czy nowoczesna infrastruktura. Dlatego jest to bardzo wrażliwy i newralgiczny temat dla całego świata - podkreśla wagę tej branży nasz rozmówca.
Ekspert zaznacza, że "w przypadku paliw gospodarki mają zapasy strategiczne i wypracowane mechanizmy reagowania kryzysowego". - W półprzewodnikach sytuacja jest trudniejsza, bo nie mówimy o jednym prostym surowcu, lecz o bardzo zróżnicowanych komponentach, produkowanych w długim i skomplikowanym łańcuchu dostaw - tłumaczy.
Chiny mogą wykorzystywać napięcia wokół Tajwanu jako narzędzie presji politycznej i gospodarczej. W skrajnym scenariuszu zakłócenie dostaw półprzewodników mogłoby stać się formą nacisku na cały świat
I choć część podmiotów utrzymuje zapasy, to w obliczu wyzwań sytuacja się komplikuje. - Część firm oczywiście utrzymuje zapasy, ale trudno mówić o buforze, który pozwoliłby światu bezboleśnie funkcjonować przez wiele miesięcy przy poważnym zakłóceniu dostaw z Tajwanu - wskazuje Kostecki i podkreśla, że w codziennym życiu na produkty bazujące na tej technologii natrafiamy nieustannie.
- Ta technologia dotyczy właściwie każdego segmentu nowoczesnej gospodarki. Półprzewodniki są w sprzęcie AGD, smartfonach, komputerach, telewizorach, serwerach, routerach, samochodach, samolotach, pociągach, sprzęcie medycznym i systemach przemysłowych. To nie jest niszowy komponent dla jednej branży, tylko fundament współczesnej elektroniki i cyfryzacji - mówi Interii analityk rynków.
Jak podkreśla Kostecki, "wszystko, z czego dziś korzystamy, ma w sobie jakiś mikrochip albo element oparty na półprzewodnikach". To właśnie z tego powodu budowanie większej odporności w tym obszarze jest tak ważne.
- Stany Zjednoczone próbują przenosić część produkcji do siebie i zwiększać własne moce, żeby świat nie był aż tak skoncentrowany na Tajwanie. Podobne działania podejmuje Europa - opisuje ekonomista, jednak podkreśla, że "to długa droga". - Takich kompetencji, fabryk i całych ekosystemów technologicznych nie da się odtworzyć w rok czy dwa - mówi wprost.
Jak działają Chiny? "Testują reakcje państw, wywierają naciski i przesuwają granice"
Analityk rynków zwraca też uwagę, że "uzależnienie świata od tej technologii jest coraz większe".
- Dlatego Chiny mogą wykorzystywać napięcia wokół Tajwanu jako narzędzie presji politycznej i gospodarczej. W skrajnym scenariuszu zakłócenie dostaw półprzewodników mogłoby stać się formą nacisku na cały świat, podobnie jak kryzysy surowcowe potrafią wpływać na globalną gospodarkę - słyszymy.
Na czym zatem polega różnica? - Tutaj stawką byłby nie tylko koszt energii czy transportu, lecz funkcjonowanie ogromnej części nowoczesnego przemysłu - mówi Daniel Kostecki.
Ekspert podkreśla, że to jest "drażliwy temat", ale "na razie bazowym scenariuszem pozostaje dalsza presja polityczna, gospodarcza i wojskowa, a nie pełnoskalowa eskalacja". Jednocześnie wskazuje na specyfikę władz w Pekinie, które działają etapowo.
- Chiny obserwują, testują reakcje innych państw, wywierają naciski i stopniowo przesuwają granice. Jednocześnie stale podkreślają swoją obecność wojskową wokół wyspy, więc tego ryzyka nie można lekceważyć - ostrzega. Według Kosteckiego to nie jest zamknięty temat, tylko długoterminowa rozgrywka.
Chiny vs. Tajwan. Jak Europa przygotowana jest na zawirowania w branży półprzewodników?
Tajwańska firma TSMC wytwarza około 90 proc. najbardziej zaawansowanych chipów na globie. Jak na ewentualne zawirowania na tym rynku przygotowana jest Europa?
- Z perspektywy Europy problem polega na tym, że dostawy półprzewodników są rozproszone geograficznie, ale najbardziej zaawansowane elementy łańcucha wciąż pozostają silnie skoncentrowane w Azji, zwłaszcza na Tajwanie i w Korei Południowej.
Ekspert podkreśla w rozmowie z Interią, że Europa ma pewne własne kompetencje, szczególnie w wybranych typach chipów dla przemysłu i motoryzacji, ale w najbardziej zaawansowanych układach nadal jest zależna od globalnego łańcucha dostaw.
- Dlatego zawirowania wokół Tajwanu byłyby dla Europy odczuwalne, nawet jeśli bezpośrednie kanały dostaw są bardziej złożone niż proste stwierdzenie, że wszystko trafia z jednego kraju - opisuje Kostecki.
Co działoby się w przypadku poważnych zakłóceń? - Zapewne zobaczylibyśmy próbę szybszego zwiększania produkcji w USA, Korei Południowej, Japonii i Europie. Problem w tym, że krótkoterminowo nie da się łatwo zastąpić Tajwanu, a zwłaszcza TSMC, w produkcji najbardziej zaawansowanych układów. To byłby proces liczony w latach, a nie w kwartałach - ostrzega nasz rozmówca.
Analityk zwraca uwagę także na możliwości, które posiadamy na Starym Kontynencie. Jak słyszymy, one istnieją, ale mają swoje ograniczenia. Obecnie nie do przeskoczenia.
Najczarniejszy scenariusz to sytuacja, w której tajwańskie zakłady przestają funkcjonować, bo infrastruktura zostaje zniszczona albo produkcja zostaje sparaliżowana (...). W takim wariancie światowa gospodarka weszłaby w głęboki chaos podażowy
- Mamy też w Europie holenderski ASML, czyli jedną z najważniejszych firm w całym globalnym łańcuchu półprzewodników. Trzeba jednak precyzyjnie powiedzieć, że ASML nie produkuje chipów. ASML produkuje zaawansowane maszyny litograficzne, bez których najnowocześniejsze półprzewodniki nie mogłyby powstawać. To jest europejski atut strategiczny, ale nie oznacza, że ASML może samodzielnie zastąpić TSMC. ASML dostarcza technologię potrzebną producentom chipów na Tajwanie, w USA, Korei Południowej czy innych krajach - precyzuje analityk.
Chiny atakują Tajwan. Ekspert analizuje najczarniejszy scenariusz
Zawirowania na rynku to jedno. Ciągle jednak nad Tajwanem wisieć będzie widmo groźby inwazji bądź krytycznej eskalacji ze strony Pekinu. Tymczasem na tej newralgicznej wyspie - jak wskazuje Kostecki - znajduje się technologia, której w krótkim czasie nie da się zastąpić. Podkreślają to także wspomniani już analitycy Alexander Benard i David Feith z think tanku Hudson Institute.
W efekcie przykładowo najnowsze półprzewodniki NVIDIA, produkowane w USA, muszą trafić najpierw na Tajwan, by zyskać miano pełnowartościowych systemów AI - opisywali badacze.

Co zatem w przypadku nie zawirowań, ale najczarniejszego scenariusza?
- Technologia i skala produkcji, które koncentrują się dziś na Tajwanie, są unikalne w skali świata. Same USA nie są w stanie w krótkim terminie zapewnić takiej produkcji, jaką realizuje tajwańskie TSMC. W przypadku zatrzymania pracy tajwańskich fabryk mielibyśmy bardzo mocne uderzenie w globalną gospodarkę - ostrzega specjalista i analizuje najczarniejszy możliwy scenariusz.
- Najczarniejszy scenariusz to sytuacja, w której tajwańskie zakłady przestają funkcjonować, bo infrastruktura zostaje zniszczona albo produkcja zostaje sparaliżowana - jasno stwierdza nasz rozmówca. Zdaniem analityka nawet gdyby Chiny przejęły kontrolę nad częścią wyspy, nie oznaczałoby to automatycznie przejęcia sprawnego potencjału produkcyjnego.
- W takim wariancie światowa gospodarka weszłaby w głęboki chaos podażowy: rosłyby opóźnienia, koszty, przestoje produkcyjne i presja recesyjna. Najmocniej odczułyby to elektronika, motoryzacja, centra danych, sprzęt przemysłowy, technologie AI i część sektora medycznego - wylicza ekonomista.
- To byłby najbardziej krytyczny scenariusz, który trzeba brać pod uwagę w analizach ryzyka, ale jego materializacja pozostaje mało prawdopodobna w scenariuszu bazowym - dodaje jednak Kostecki. Jak bowiem opisuje, koszt takiej eskalacji byłby ogromny nie tylko dla Zachodu czy Tajwanu, lecz także dla samych Chin. - Pekin również jest częścią globalnego łańcucha produkcji i eksportu, więc doprowadzenie do tak dużego wstrząsu uderzyłoby także w chińską gospodarkę oraz relacje handlowe z resztą świata - analizuje.
- Obecnie wydaje się, że Pekin będzie nadal wykorzystywał presję polityczną, gospodarczą, informacyjną i wojskową, aby stopniowo wzmacniać swoją pozycję wobec Tajwanu - prognozuje ekonomista. Wskazuje na: próby zastraszania, demonstracje siły, działania wokół wyspy i naciski dyplomatyczne, a ponadto podkreśla, że celem Pekinu jest utrzymywanie presji i sprawdzanie, jak daleko można przesuwać granice bez wywołania otwartego konfliktu.
- Chiny żyją z eksportu i są głęboko wpięte w globalną gospodarkę. Uderzając w półprzewodniki, uderzyłyby nie tylko w Zachód, ale też w światowego konsumenta i we własny model wzrostu - mówi o konsekwencjach dla Pekinu nasz rozmówca.
- Dlatego Pekin musiałby mieć bardzo mocne przekonanie, że inwazja lub inna skrajna eskalacja rzeczywiście mu się opłaca. Na dziś bardziej prawdopodobny pozostaje scenariusz długotrwałej presji i przeciągania liny niż nagłego zerwania całego łańcucha dostaw - podsumowuje analityk rynków CMC Markets Daniel Kostecki.














