"Jak radziecki obóz". Obcokrajowcy o warunkach pracy w Finlandii
Brak przerw, łóżko w łazience i bezpieczeństwo pozostawiające wiele do życzenia - o takich warunkach pracy w Finlandii mówią pracownicy sezonowi. Obcokrajowcy nie spodziewali się, że zastaną taką rzeczywistość w Laponii. Jeden z zagranicznych pracowników porównał panujące warunki do gułagów.

W skrócie
- Pracownicy sezonowi w Finlandii, w tym zagraniczni, relacjonują warunki pracy i zakwaterowania jako trudne, z porównaniem do gułagów i radzieckich obozów pracy przymusowej.
- W ankiecie związku zawodowego PAM aż 40 procent pracowników zagranicznych zgłosiło doświadczenie wyzysku, wskazując na brak przerw, dni wolnych, nieprzewidywalność zmian i niewypłacanie za nadgodziny.
- Yle informuje o przypadkach braku szkoleń i podstawowego wyposażenia w zakresie bezpieczeństwa oraz o kontrolach Fińskiego Urzędu ds. Licencji i Nadzoru w sezonie zimowym w Laponii.
- Więcej ważnych informacji znajdziesz na stronie głównej Interii
Wielu pracowników sezonowych, którzy wyjeżdżają do Finlandii w celu zarobkowym, jest wyzyskiwanych bądź narażonych na wyzysk. Publiczny nadawca Yle rozmawiał z osobami zza granicy, które przybyły do Laponii, aby zarobić pieniądze.
Hiszpan Sergi Alos opisując warunki, w jakich mieszkał, stwierdził, że "w Finlandii więźniowie mają prawdopodobnie lepsze warunki".
Zimą, w jednym ze starych budynków usługowych w Rovaniemi, Alos mieszkał wraz z ponad 40 innymi zagranicznymi pracownikami sezonowymi. Ławki w saunie zastąpiono łóżkiem, kolejne umieszczono pod prysznicem obok. Pralnia z kolei zamieniła się w sypialnię dla dwóch osób. Wszyscy mieszkańcy musieli płacić 300 euro czynszu co miesiąc.
Finlandia. Media dotarły do pracowników sezonowych. Opisują, w jakich warunkach żyli
Alos porównał panujące warunki do gułagów. - To jak radziecki obóz pracy przymusowej - mówił. Jak podkreślił, nie powinno się godzić na takie warunki życia. - Ludzie powinni mieć prawo do prywatności i możliwość odpowiedniego odpoczynku - mówił w rozmowie z Yle.
Hiszpan przyznał, że nie sądził, iż spotka go to w Finlandii. Jednocześnie dodał, że warunki zakwaterowania i tak były lepsze, niż te, w miejscu pracy. Sergi Alos relacjonował, że problemy dotyczyły chociażby równego traktowania pracowników czy wypłacania premii.
- To naprawdę męczące. W końcu udało nam się wynegocjować płace ze związkiem zawodowym - przekazał obcokrajowiec, dodając, że wcześniej "o wszystko trzeba było walczyć".
Pracownicy sezonowi opisują warunki. "Nie mamy prawa do przerwy"
Yle przekazało, że podobnych przypadków, jak ten opisywany przez Hiszpana, jest więcej. Powołując się na ankietę przeprowadzoną przez związek zawodowy PAM nadmieniono, że 27 proc. respondentów "doświadczyło traktowania spełniającego kryteria wyzysku zawodowego". "Problemy te były szczególnie powszechne wśród pracowników zagranicznych, z których aż 40 proc. doświadczyło wyzysku" - czytamy.
W ankiecie zwrócono uwagę m.in. na nieprzewidywalność zmian, brak przerw i dni wolnych, a także niewypłacanie za nadgodziny. Pracownicy sezonowi zza granicy zwrócili też uwagę na problem z bezpieczeństwem - zarówno swoim jak i np. klientów.
Francuz Pierre Laporté, który pracował w tej samej firmie co Sergi Alos, przekazał, że nie przysługiwała im przerwa. Mężczyźni pracowali w branży turystycznej. - Kierowcy autobusów mają prawo do przerw, ale my nie. Jeździmy po 12-16 godzin bez przerwy - mówił Laporté.
Ich firma miała także na bieżąco monitorować za pomocą GPS-u, gdzie przemieszczają się wraz z turystami w poszukiwaniu zórz polarnych. - Jeśli robiliśmy nawet krótką przerwę, to na mnie krzyczano - dodawał Hiszpan.
Alos nadmienił, że krzyczano na niego również wtedy, kiedy o przerwę prosił któryś z klientów, aby np. skorzystać z toalety.
Yle skontaktowało się z prezesem firmy Arctic GM Davidem Szekeresem, który zaznaczył, że przerwy nie są kategorycznie zakazane podczas wycieczek, jednak "dozwolone są krótkie". Ponadto mężczyzna stwierdził też, że jego firma dba o pracowników.
Prezes firmy się tłumaczy. "Dbamy o pracowników"
Natomiast Pierre Laporté zwraca uwagę na jeszcze jedno zagrożenie. Jak przekazał, w bagażniku samochodu przewożącego osoby na oglądanie zorzy, można pomieścić nawet 300 litrów benzyny. Jeśli dojdzie do wypadku - jak mówi Francuz - oznacza to śmierć całej grupy.
Yle zaznacza, że przewożenie benzyny w bagażniku nie jest całkowicie nielegalne - wolno przewozić 330 litrów paliwa, ale kierowca pojazdu musi mieć ukończone szkolenia. Tych, jak relacjonuje obcokrajowiec, nie posiadali. Co więcej, nie mieli przy sobie nawet gaśnicy.
Regionalna dyrektor PAM w północnej Finlandii Henna-Kaisa Turpeinen przekazała, że niektóre firmy pozwalają sobie na naruszanie praw pracowników, ponieważ nie jest to w żaden sposób sankcjonowane.
Nadawca publiczny dodał natomiast, że Fiński Urząd ds. Licencji i Nadzoru w minionym sezonie zimowym w Laponii przeprowadził 14 kontroli dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy.
Złe traktowanie zagranicznych pracowników sezonowych to nie tylko zjawisko w Finlandii. Końcem lutego dziennikarze "Państwa w Państwie" ujawnili niewolnicze warunki pracy w centrum Warszawy.
Źródła: Yle, Interia













