Reklama

Reklama

Ischinger: Propozycje NATO umiarkowane, trzeba informować Rosję

Niemiecki dyplomata Wolfgang Ischinger uważa, że propozycje wzmocnienia wschodniej flanki NATO "są umiarkowane" i nie naruszają porozumień z Rosją, jednak zaraz po szczycie w Warszawie przedstawiciel Sojuszu powinien poinformować Moskwę o wynikach spotkania.

Na spotkaniu z dziennikarzami w środę w Berlinie Ischinger podkreślił, że polityka Niemiec "opiera się na dwóch filarach - obronie terytorium Sojuszu i dialogu z Rosją".

"Polacy, Bałtowie i kilka innych narodów odczuwają po wydarzeniach na Ukrainie całkowicie zrozumiałą potrzebę uzyskania dodatkowych gwarancji bezpieczeństwa" - powiedział niemiecki dyplomata, szef organizowanej co roku w Monachium Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa.

"NATO zareagowało na to zapotrzebowanie w sposób umiarkowany, reakcja Sojuszu nie jest przesadna, a podjęte kroki, które formalnie zostaną przyjęte na szczycie, nie kolidują z Aktem Założycielskim NATO-Rosja z 1997 roku" - ocenił Ischinger.

Reklama

Niemiecki dyplomata podkreślił, że Rosja zgodziła się na rozszerzenie NATO i potwierdziła to własnym podpisem. "Teza, że Rosji obiecano coś innego, jest nieprawdziwa, ponieważ w 1997 roku Rosja podpisała (dokument) o rozszerzeniu Sojuszu" - powiedział Ischinger, wtrącając, że "wie, co mówi", ponieważ był wówczas negocjatorem tej umowy.

Ischinger przyznał, że NATO obiecało wówczas, że nie rozmieści w nowych krajach Sojuszu na stałe istotnych sił bojowych. "To zobowiązanie nie zostanie naruszone. Zdaniem Zachodu stacjonowanie 4 tys. żołnierzy jest zgodne z Aktem Założycielskim" - zaznaczył dyplomata.

Jego zdaniem przesłaniem płynącym ze szczytu w Warszawie nie może być to, że stawiamy tylko i wyłącznie na odstraszanie, zapominając o drugim filarze - dialogu. "Niemcy są zobowiązani do traktowania dialogu z Rosją jako równie ważnego zadania" - zauważył. Jak dodał, właśnie to chciał przekazać szef MSZ Frank-Walter Steinmeier, ostrzegając przed "wymachiwaniem szabelką", choć - zdaniem Ischingera - "wyraził się w sposób niezbyt szczęśliwy".

Dyplomata zaznaczył, że szczyt w Warszawie powinien zadbać o to, by mieszkańcy Rosji mogli po jego zakończeniu stwierdzić, iż "oferta współpracy pod adresem Rosji pozostaje aktualna, a drzwi (dla Rosji) są nadal otwarte". "Musimy wypełnić drugi filar konkretnymi propozycjami budowania zaufania, dialogu, kontroli zbrojeń i propozycjami dla rosyjskiego społeczeństwa" - mówił.

Jego zdaniem należałoby wielokrotnie zwiększyć liczbę stypendiów dla rosyjskich studentów i naukowców oraz znieść wizy dla obywateli Federacji Rosyjskiej. "To najlepsze antidotum na rosyjską propagandę" - ocenił dyplomata.

Dobry wpływ na relacje z Rosją miałaby zdaniem Ischingera decyzja o wysłaniu "zaraz po szczycie, w sobotę" wysokiego przedstawiciela ważnego kraju członkowskiego albo przedstawiciela wojskowego Sojuszu do Moskwy w celu poinformowania rosyjskiego rządu o wynikach spotkania. "Nie mamy niczego do ukrycia, chcemy postępować z Rosją w sposób otwarty" - zadeklarował.

Odnosząc się do krytyki manewrów na wschodnich rubieżach, Ischinger przypomniał, że w minionych 15 latach NATO koncentrowało się na operacjach "out of area", m. in w Afganistanie. "Doszło do redukcji sprzętu, Bundeswehra zlikwidowała niemal wszystkie ciężkie czołgi bojowe" - wtrącił.

"Teraz widzimy, że ważni sojusznicy, w tym Polska, mają poczucie - uzasadnione czy nie, o tym można by dyskutować - zwiększonego zagrożenia. Jako Niemiec muszę przypomnieć, że w czasie zimnej wojny mogliśmy liczyć na pomoc, także wojskową, ze strony sojuszników, co dawało nam poczucie, że jesteśmy chronieni. Byłoby błędem, gdyby teraz właśnie Niemcy powiedzieli: +w naszym przypadku to było słuszne, ale Polacy i Bałtowie tego nie potrzebują+. Musimy poważnie traktować ich poczucie zagrożenia".

Z Berlina Jacek Lepiarz 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne