Reklama

Reklama

Iran: Tysiące ludzi żegnają Sulejmaniego. Parlament zapowiada zemstę

Setki tysięcy osób uczestniczą w masowych uroczystościach żałobnych w Iranie. W mieście Ahwaz Irańczycy żegnają najważniejszego dowódcę wojskowego w kraju, generała Kasema Sulejmaniego. Zginął w ataku amerykańskiego drona niedaleko lotniska w Bagdadzie. Irański parlament zebrał się na specjalnej sesji i zapowiedział odwet.

To największa od lat eskalacja konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Iranem. Zabicie generała wywołało obawy o wybuch wojny na wielką skalę.

Irańskie media od rana pokazują tłumy ubranych na czarno ludzi na ulicach miasta Ahwaz. Irańczycy niosą flagi i portrety przywódców, w tym zabitego w piątek generała Sulejmaniego. Trzydniowe uroczystości mają być w zamyśle pokazem siły szyitów.

Irański parlament: Śmierć Ameryce

Do niecodziennych scen doszło w irańskim parlamencie. W czasie nadzwyczajnej sesji deputowani wspólnie unieśli pięści do góry i krzyczeli "śmierć Ameryce". 

"Panie Trump. Popełnił pan ogromną zbrodnię. Pana nazwisko zostanie zapamiętane wśród zbrodniarzy wobec Iranu" - mówił w czasie sesji parlamentu jego przewodniczący Ali Laridżani.

Zarówno deputowani, jak i władze Iranu zapowiadają zemstę wobec Stanów Zjednoczonych. Szef irańskiej dyplomacji Mohammad Dżawad Zarif oskarżył prezydenta USA Donalda Trumpa o chęć popełnienia zbrodni wojennych. Chodzi o nocny tweet, w którym amerykański prezydent grozi atakami na 52 miejsca w Iranie, w tym także na "obiekty ważne dla irańskiej kultury". Mohammad Zarif przypomniał, że uderzenie w dobra kultury jest zbrodnią wojenną.

Reklama

Eskalacja konfliktu

W sobotę wieczorem nieznani sprawcy ostrzelali z rakiet amerykańską ambasadę w Bagdadzie oraz bazę w Al-Balad, gdzie stacjonują wojska USA. Nikomu nic się nie stało. Stany Zjednoczone twierdzą jednak, że proirańskie bojówki namawiają irackich żołnierzy, by porzucili swoje posterunki w amerykańskich bazach i tym samym zapowiedziały kolejne ataki. 

W reakcji na wzrost napięcia Waszyngton wysłał już na Bliski Wschód kolejne trzy tys. żołnierzy.

Uważany za drugą osobę w Iranie

Zabity wojskowy uważany był za drugą osobę w Iranie po ajatollahu Alim Chameneim. Generał Ghasem Sulejmani od ponad dwóch dekad dowodził operacjami militarnymi Iranu na Bliskim Wschodzie. Jego oddziały wspierały syryjskiego prezydenta w brutalnych działaniach wobec opozycji. Zarzuca się im też udział w aktach sabotażu w Iraku, Jemenie czy Arabii Saudyjskiej. Sulejmani miał też doradzać irackim władzom, w jaki sposób pacyfikować niedawne antyrządowe protesty.

Rozkaz do ataku na generała miał osobiście wydać amerykański prezydent Donald Trump. Pentagon twierdzi, że wojskowego zabito, bo planował on ataki na Amerykanów. Wraz z nim w ataku zginął przywódca proirańskiej bojówki w Iraku, która stała za niedawnymi, gwałtownymi protestami przed ambasadą USA w Bagdadzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy