Reklama

Reklama

Irak: Demonstranci wdarli się na teren ambasady USA w Bagdadzie

Wspierający szyicką milicję demonstranci wyłamali boczną bramę ambasady USA w Bagdadzie i wdarli się na teren placówki. Zatrzymali się ok. 200 metrów od głównego budynku ambasady - informuje agencja AP. Donald Trump twierdzi, że za atakiem stoi Iran.

Na teren ambasady wtargnęło kilkudziesięciu manifestantów. Jak podaje AP, na dachu budynku widać było sześciu amerykańskich żołnierzy z bronią wycelowaną w demonstrantów.

Przed placówką zebrały się setki demonstrantów popierających szyickie milicje. Podpalono puste przyczepy, z których korzystali pracownicy ochrony ambasady.

Irackie siły bezpieczeństwa użyły przeciw protestującym zebranym przed placówką gazu łzawiącego. Nie jest jasne, czy ktoś odniósł obrażenia.

 

Na miejsce przyjechało siedem pojazdów opancerzonych z ok. 30 żołnierzami irackimi. 

Wcześniej poinformowano o ewakuacji placówki

Reklama

Ambasador USA i inni pracownicy placówki zostali ewakuowani w związku z protestem odbywającym się przed budynkiem - informuje Reuters, powołując się na źródła w irackim Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Jedno ze źródeł agencji podaje, że w środku zostało kilku pracowników ochrony ambasady.

Protesty związane są z przeprowadzonymi przez USA nalotami na związane z Kataib Hezbollah cele w Iraku i w Syrii. USA uważają, że Kataib Hezbollah stoi między innymi za piątkowym atakiem rakietowym na bazę wojskową w pobliżu miasta Kirkuk na północy Iraku. Zginął w nim cywilny pracownik amerykańskiej misji wojskowej, a sześć osób zostało rannych. 

Agencja Reutersa informuje, że zdaniem świadków ochrona ambasady użyła przeciw protestującym granatów hukowych. Korespondenci agencji będący na miejscu słyszeli wybuchy. Dwaj członkowie milicji zostali ranni w wyniku użycia granatów hukowych. 

Premier Iraku Adel Abdul Mahdi wzywa protestujących by trzymali się z daleka od terenu ambasady. Jak informuje Reuters, szef rządu podkreśla, że jakakolwiek agresja wymierzona w ambasady i zagraniczne przedstawicielstwa zostanie powstrzymana przez siły bezpieczeństwa i zostanie ukarana zgodnie z prawem.

Jak informuje agencja Reutersa, protestanci w Bagdadzie zaatakowali i podpalili posterunek ochrony znajdujący się na terenie amerykańskiej ambasady. 

Donald Trump poinformował na Twitterze, że za atakiem na ambasadę stoi Iran. "Iran zabił amerykańskiego najemnika, raniąc przy tym wielu. Zareagowaliśmy zdecydowanie i zawsze będziemy to robić. Teraz Iran organizuje atak na amerykańską ambasadę w Iraku. Poniosą za to pełną odpowiedzialność" - napisał prezydent, dodając przy tym, iż Stany Zjednoczone oczekują, że Irak użyje swoich sił do ochrony ambasady.

Jak donosi Reuters, w celu rozpędzenia demonstrantów użyty został gaz łzawiący i granaty hukowe. Dwunastu członków milicji zostało rannych. 

Jeden z korespondentów CNN poinformował na Twitterze, że amerykańska ambasada została zamknięta, a nie ewakuowana. Dziennikarz dodał także, że ambasadora nie było w środku. Dyplomata przebywa obecnie poza krajem na wakacjach. 

Wiele wskazuje na to, że wszystko zaczęło się procesji pogrzebowej po śmieci 25 bojowników proirańskich, zabitych w niedzielę podczas amerykańskiego nalotu. Protestujący - z okrzykami "Ameryka jest wielkim szatanem" oraz z transparentami, na których było napisane: "Parlament musi pozbyć się wojsk amerykańskich, bo inaczej my to zrobimy", "Zamknijcie amerykańską ambasadę w Bagdadzie" - przełamali pierwszą przeszkodę ogromnej placówki USA i dostali się na jej teren.  

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje