Reklama

Impas w Izbie Reprezentantów. Po raz kolejny nie wybrano spikera

Drugi dzień bez wyboru spikera w Izbie Reprezentantów. W środę zagłosowano za kolejnym odroczeniem obrad. Nowego przewodniczącego bezskutecznie próbowano wybrać w sześciu głosowaniach.

O zawieszeniu prac zdecydowano po tym, jak wcześniejsza kilkugodzinna przerwa zarządzona po szóstym, nieudanym głosowaniu również nie przyniosła przełomu w impasie.

Trzy środowe głosowania przebiegły w niemal identyczny sposób: lider mających od stycznia większość Republikanów Kevin McCarthy nie zdobył wystarczającej do wyboru większości (otrzymał 201 głosów), bo 20 jego partyjnych kolegów ze skrajnego skrzydła partii zagłosowało na alternatywnego kandydata, Byrona Donaldsa z Florydy. Stało się tak mimo wezwań byłego prezydenta Donalda Trumpa, by zagłosować za McCarthym i "nie obracać wspaniałego triumfu w żenującą porażkę".

Reklama

Lider Republikanów o postępach w negocjacjach

Mimo drugiego z kolei dnia przegranych głosowań, McCarthy powiedział w środę wieczorem, że dokonano postępów w wewnątrzpartyjnych negocjacjach. Według CNN, szef Republikanów doszedł do porozumienia z grupą prawicowych kongresmenów co do zasad, które miałyby ułatwić kandydatom przeciwnym partyjnemu establishmentowi rywalizację w prawyborach.

Wcześniej większość głosujących przeciwko McCarthy'emu deputowanych domagała się od niego zmian w regulaminie, które zwiększyłyby ich wpływy kosztem kierownictwa izby, w tym ułatwiły jego usunięcie.

Trwający od wtorku impas, który uniemożliwia rozpoczęcie prac izby i formalnego zaprzysiężenia kongresmenów, jest pierwszą taką sytuacją od 1923 r. Wówczas wyłonienie spikera - trzeciej osoby w państwie - zajęło trzy dni i 9 głosowań.

PAP
Dowiedz się więcej na temat: USA | Izba Reprezentantów | kongres | impas

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy