Reklama

Reklama

Holandia: Zabójstwo Petera de Vriesa. Polak stanął przed sądem

Proces Kamila E. i Delano G. podejrzanych o zabójstwo dziennikarza śledczego Petera de Vriesa ruszył we wtorek w Amsterdamie. Podejrzany o zastrzelenie de Vriesa jak dotąd nie odniósł się do zarzutów. Z kolei jego wspólnik zaprzecza jakoby miał jakikolwiek związek ze zbrodnią. Od samego początku podejrzenia padają pod adresem "Aniołów Śmierci" - gangu narkotykowego, na czele którego stoi Ridouan Taghi.

Peter de Vries został zastrzelony w centrum Amsterdamu w lipcu 2021 r. Był jednym z najbardziej rozpoznawalnych dziennikarzy śledczych w Holandii. Jego śmierć wywołała szok i falę społecznego oburzenia. O zlecenie morderstwa podejrzewa się jeden z najpotężniejszych gangów narkotykowych w Holandii.

Najwyższy poziom ochrony

W tak zwanym "bunkrze sądowym", ściśle chronionym budynku na obrzeżach Amsterdamu, rozpoczyna się proces dwóch mężczyzn, których policja aresztowała kilka godzin po dokonaniu zbrodni: w sali sądowej za kuloodporną szybą zasiądą 22-letni Holender Delano G., który miał oddać strzały, oraz Kamil E., 36-letni Polak, prowadzący samochód, którym domniemani sprawcy zbiegli z miejsca zdarzenia.

Reklama

Podejrzany o zastrzelenie de Vriesa jak dotąd nie odniósł się do zarzutów. Z kolei jego wspólnik zaprzecza jakoby miał jakikolwiek związek ze zbrodnią. Opinia publiczna i media zakładają, że proces dotyczy tylko bezpośrednich wykonawców, a główni zleceniodawcy morderstwa nie zostali jeszcze zidentyfikowani. Władze twierdzą, że dochodzenie prokuratury w tej sprawie trwa.

Zlecenie "Aniołów Śmierci"?

Od samego początku podejrzenia padają pod adresem "Aniołów Śmierci". To owiany złą sławą gang narkotykowy, na czele którego stoi Ridouan Taghi. Narkotykowy boss jest od ponad dwóch lat sądzony za liczne morderstwa i usiłowanie morderstw. Taghi był uważany za jednego z największych importerów kokainy w Europie. Sprowadzany przez niego towar trafiał do Europy przez holenderski port w Rotterdamie, a także przez Antwerpię w sąsiedniej Belgii.

"Taghi zlecał zabójstwa, tak jak zamawia się kawę" - pisał holenderski dziennik "Algemeen Dagblad" po jego aresztowaniu w 2019 r. Od tego czasu przestępca przebywa w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Vught, co podobno nie przeszkadza mu nadal kierować gangiem.

Peter de Vries stał się wrogiem narkotykowego bossa, ponieważ zaoferował swoje usługi jako doradca kluczowemu świadkowi w procesie przeciwko Taghiemu. Nadil B. zdecydował się na współpracę z wymiarem sprawiedliwości po tym, jak opuścił szeregi gangu.

Cena za jego zeznania jest jednak wysoka. Brat Nadila B. oraz jego prawnik Dirk Wiersum padli ofiarą zamachów. Podejrzewa się, że Peter de Vries był kolejną ofiarą z tej serii.

Według oficjalnych źródeł prokuratura nadal bada okoliczności tego przestępstwa. Z tego powodu władze obawiają się. 88 świadków biorącym udział w procesie przeciwko dwóm oskarżonym w sprawie de Vries będzie zeznawać anonimowo, a nazwisk prokuratorów nie można podawać do informacji publicznej.

Także w procesie przeciwko Ridouanowi Taghiemu i jego gangowi władze obawiają się kolejnych prób popełnienia morderstwa. Nowi prawnicy kluczowego świadka Nadila B. znajdują się pod ochroną uzbrojonych policjantów. W wywiadzie dla francuskiej gazety "Le Monde" mówili o handlu kokainą, zarówno jeśli chodzi o konsumpcję, jak i szlaki przemytnicze, jako o problemie międzynarodowym, z którym cała Europa będzie musiała się zmierzyć. - Sędziowie, prokuratorzy, podejrzani, rodziny, dziennikarze - wszyscy się boją - przekonywał w wywiadzie prawnik Peter Schouten. Peter de Vries również otrzymywał pogróżki, ale odmawiał skorzystania z ochrony policji.

Holandia w czołówce europejskiego biznesu narkotykowego

Według najnowszego raportu agencji Europol na temat handlu narkotykami w Europie Belgia i Holandia pozostają głównymi miejscami przeładunku. W dokumencie czytamy, że 65 proc. kokainy przechwyconej przez policję dostaje się do Europy przez porty w Antwerpii i Rotterdamie. W ubiegłym roku śledczy przejęli rekordowa ilość białego proszku - ok. 240 ton. W światowych statystykach oba kraje zajmują odpowiednio piąte i szóste miejsce.

Śledczy szczegółowo opisują różne metody, za pomocą których kokaina jest przewożona do kraju. Dokonuje się tego w drodze podmiany całych kontenerów. Pomocnicy karteli potrafią ukryć się w pustych kontenerach na terenie portu, aby następnie szybko wywieźć narkotyki. Kokainę znajduje się także w pralkach, pudełkach po bananach, a nawet w dżinsach, z których później wypłukuje się narkotyk. Raport Europolu podkreśla "kreatywność" gangów.

Kryminolodzy mówią o wspólnym mianowniku działań gangów, którym jest korupcja oraz zastraszanie w portach, w szeregach policji i władz. Konsekwencją korupcji jest też pranie brudnych pieniędzy, dzięki czemu handlarze narkotyków przenikają do szerszych kręgów społecznych.

W sprawie przeciwko innemu holenderskiemu gangowi narkotykowemu, pochodzącemu z Irlandii kartelowi "Kinahan", ujawniono listy pracowników portowych, celników i innych urzędników państwowych, którzy mogli być potencjalnym celem werbunku. Zgodnie z doniesieniami operator dźwigu może w prosty sposób zarobić nawet 100 tys. euro za pomoc w podmianie kontenerów z nielegalnym towarem.

Za korupcją kroczy też przemoc. "Jawna przemoc mafijnych gangów graniczy z terroryzmem" - tak skalę zagrożenia dla społeczeństwa opisuje Frederic van Leeuw, belgijski prokurator generalny. Działalność kartelom ułatwiają otwarte granice w Unii Europejskiej, zwłaszcza pomiędzy Belgią a Holandią. Gangi od dawna działają ponad państwowymi granicami i korzystają z doskonałej infrastruktury w regionie. Z drugiej strony zacieśnienie ponadgranicznej współpracy pomiędzy organami policji doprowadziło do sukcesu śledczych i rozpracowania gangu "Kinahan".

Pomimo to morderstwo popularnego reportera pozostaje otwartym wyzwaniem dla holenderskiej klasy politycznej, która najchętniej trzymałaby się od tego tematu z daleka. A "Mocro-Mafia", jak nazywa się tam gangi pochodzenia marokańskiego, nadal prowadzą swoją działalność.

Obserwatorzy są zgodni, że holenderscy politycy zbyt długo ignorowali rozwój przemysłu narkotykowego. Od czasu śmierci de Vriesa niewiele się zmieniło, poza tym, że rząd w Hadze przeznaczył dodatkowe pół miliarda euro na ściganie przestępczości. Szacuje się, że handel kokainą, heroiną i narkotykami syntetycznymi w Holandii osiąga wartość ok. 20 mld euro rocznie. Wyścig o nadrobienie zaległości przez wymiar sprawiedliwości będzie długi i trudny. 

Juergen Klopp / Redakcja Polska Deutsche Welle

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy