Reklama

Reklama

Hamburg: Demonstranci świecili laserem w policyjny śmigłowiec

Zamieszki w Hamburgu. Komunikat niemieckiej policji wydany tuż przed północą mówił o 59 lekko rannych funkcjonariuszach. Przeciwnicy m.in. Donalda Trumpa protestują w przededniu szczytu G20.

Pierwsze sygnały pojawiły się tuż po godz. 16. Około godz. 20 policja rozwiązała manifestację ze względu na zamieszki - demonstranci rzucali w służby bezpieczeństwa m.in. kamieniami i butelkami. Policja użyła armatek z wodą i gazu pieprzowego.

Jak się jednak okazało, ludzie nie rozeszli się do domów. Policja podaje, że nie może ujawnić konkretnej liczby aresztowanych i rannych, bo do szpitali trafiają kolejni poszkodowani.

Funkcjonariusze prosili, by unikać okolic dworca Altona, gdzie zgromadziła się duża grupa protestujących (policja nazywała ich "chuliganami"), przez co może być niebezpiecznie.

Doszło też do incydentu, gdy policyjny śmigłowiec został oślepiony laserem. Sytuacja powtórzyła się kilka razy, ale pilot panował nad maszyną. Tego typu zachowanie jest bardzo niebezpieczne, a w dodatku karane. Jak się później okazało, pilot ma problemy ze wzrokiem.

Policja w Hamburgu początkowo mówiła o 15 rannych funkcjonariuszach. Trzech z nich trafiło do szpitala. Jeden ma poważny uraz oka, do którego doszło po wybuchu środków pirotechnicznych.

Reklama

Komunikat wydany tuż przed północą mówił już o 59 "lekko rannych" policjantach. Wciąż nie podano liczby poszkodowanych demonstrantów.

W piątek w Hamburgu startuje szczyt G20. Obecni będą na nim przywódcy m.in. Stanów Zjednoczonych i Rosji.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy