Reklama

Reklama

Gruzja: Zawalił się budynek mieszkalny w Batumi

W gruzińskim mieście Batumi zawaliła się w piątek przybudówka pięciokondygnacyjnego budynku mieszkalnego. Trwa akcja ratunkowa. Co najmniej dwie osoby, znajdujące się pod gruzami, żyją i zdołały dodzwonić się do ratowników – poinformowały media. Nie jest znana przyczyna katastrofy budowlanej.

Wiadomo na razie o uratowaniu trzech osób, w tym niemowlęcia, które znajdowało się w samochodzie zaparkowanym obok domu i dwójki innych dzieci, najprawdopodobniej wydobytych spod gruzów. Nie ma dotąd informacji o ofiarach śmiertelnych.

Nie wiadomo, ile osób może znajdować się pod gruzami zawalonej części budynku. Według informacji w mediach znajdowało się w nim 12 mieszkań. Władze podały, że w budynku mieszkało ok. 15 rodzin - podał portal Batumelebi.ge.

Na jednym z nagrań widać moment wyciągnięcia z gruzów małego dziecka.

Reklama

Co najmniej dwie osoby, znajdujące się pod gruzami budynku, zdołały zadzwonić do ratowników. Pojawiły się też informacje o tym, że ratownicy nawiązali kontakt z kilkoma osobami uwięzionymi pod gruzami. Jedna z nich powiedziała, że "może oddychać" - relacjonuje telewizja Formula.

Na nagraniach z miejsca zdarzenia widać samochody straży pożarnej i karetki pogotowia. Według mediów zapadła decyzja o nieużywaniu ciężkiego sprzętu do usuwania gruzów w obawie przed spowodowaniem ofiar.

Miejsce katastrofy zostało otoczone przez policję. MSW Gruzji w oświadczeniu poprosiło mieszkańców i media o podporządkowywanie się poleceniom funkcjonariuszy resortu.

Rosyjskojęzyczny kanał Tbilisi Life w Telegramie podaje, że obok budynku zgromadzili się bliscy mieszkańców. Wielu z nich jest w złym stanie psychicznym.

Budynek zawalił się około południa czasu gruzińskiego. Niektórzy świadkowie twierdzili, że słyszeli wybuch, co mogłoby wskazywać na wybuch gazu. Inna z wersji mówi o zapadnięciu się ściany nośnej w związku z nieprawidłowo przeprowadzonym remontem. Władze na razie nie komentują możliwych przyczyn wypadku.

Poinformowano o mobilizacji służb ratunkowych, struktur MSW i władz lokalnych. Ratownicy są też ściągani z sąsiednich regionów. Na miejsce przybyli szef władz regionu Adżaria Tornike Riżwadze oraz regionalna minister zdrowia Nino Niżaradze. Udają się tam również szef MSW i premier kraju Irakli Garibaszwili.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje