Reklama

Grupa rosyjskich dezerterów nie stanie przed sądem. Deputowany Dumy podał powód

Mężczyźni z Irbitu w Rosji, którzy zostali zmobilizowani do wojny w Ukrainie, a potem zdezerterowali, ostatecznie nie staną przed sądem. Powód podał deputowany Dumy Maksym Iwanow. - Mężczyźni nie będą pociągnięci do odpowiedzialności, dopóki są. Dano im ostatnie ostrzeżenie - stwierdził Iwanow i dodał, że z oskarżonymi przeprowadzono "prewencyjne rozmowy". Wcześniej żony zmobilizowanych domagały się powrotu mężów do domu. Im także wyjaśniono, że "idą w złym kierunku".

- Zmobilizowanych z Irbitu, których oskarżono o dezercję, postanowiliśmy nie karać. Zostali ostrzeżeni i podzieleni na różne dywizje - poinformował deputowany do Dumy Państwowej Maksym Iwanow. Jak przekazał rosyjski serwis e1.ru politykowi "udało się porozmawiać z kierownictwem jednostki, w której przebywają zmobilizowani".

- Rozmawialiśmy szczerze. Dowódcy poszli naprzód. Mężczyźni nie będą pociągnięci do odpowiedzialności. Dali im ostatnie ostrzeżenie. Przestępcy zostali podzieleni na różne oddziały i prowadzono z nimi prewencyjne rozmowy - wyjaśnił Iwanow. Według niego funkcjonariusze kontrwywiadu "odbyli osobną rozmowę z inicjatorem afery". 

Reklama

Żony zmobilizowanych domagały się powrotu mężów do domu

Iwanow powiedział również, że żony wojskowych, które wcześniej twierdziły, że ich mężowie narzekają na brak dowodzenia i zapasów żywności, "przyznały, że się myliły".

- Kobiety przyznały, że robiły to wszystko na próżno, nie rozumiejąc sytuacji. Postanowiliśmy nie pogłębiać tego konfliktu, a wręcz przeciwnie, pomóc ich mężom. Po obwodzie irbickim zaczęły już krążyć pogłoski, że oni (zmobilizowani - red.) zostali porzuceni, bez jedzenia, wody i lekarstw. Wszystko zostało przedstawione w ten sposób, ale kiedy opowiedzieliśmy prawdę o tej sytuacji, społeczeństwo w Irbicie zareagowało normalnie, a same kobiety zdały sobie sprawę, że popełniły błąd - wyjaśnił Iwanow.

Serwis przypomniał, że do ich redakcji zgłosiło się 29 żon zmobilizowanych z Irbitu. Skarżyły się, że ich małżonkowie zaczęli prosić o pomoc, mówiąc, że zostali pozostawieni na śmierć głodową, a teraz grozi im więzienie. Maksym Iwanow stwierdził, że poborowi zostali oskarżeni o dezercję, ale Tatiana Merzliakowa, komisarz ds. praw człowieka w obwodzie swierdłowskim, powiedziała, że wśród tych żołnierzy nie było dezerterów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Wojna w Ukrainie 2022 | mobilizacja | Rosja

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy