Reklama

Reklama

Grecja nękana żywiołami. Po pożarach powódź

Gwałtowne deszcze i burze powodują szkody w Atenach i okolicach. Po pożarach, które kosztowały życie co najmniej 85 osób, Attyka boryka się teraz z powodzią. Do tej pory straż pożarna odebrała około 200 telefonów o pomoc.

W północnej Attyce zostały zalane drogi i budynki. Na jednym z parkingów około 200 samochodów znalazło się pod wodą zmieszaną z błotem. Stało się to w ciągu kilku minut. Poziom wody przekroczył tam dwa metry. Służby sprawdzają, czy w autach nie było ludzi.

W tym samym czasie straż pożarna pomaga osobom, które utonęły w innych miejscach i nie mogą wydostać się z samochodów czy zalanych budynków. Niektóre drogi są nieprzejezdne. Lokalne władze apelują do mieszkańców, aby bez potrzeby nie wychodzili z domu. 

Reklama

Jednocześnie trwa akcja poszukiwania osób, które zaginęły po pożarach, jakie w poniedziałek wybuchły na wschód od Aten. Po południu służby znalazły kolejne dwa zwęglone ciała w miejscowości Mati, gdzie było najwięcej ofiar.

Strażacy nie mają ani chwili odpoczynku, a po walce z ogniem przyszedł czas na walkę z kolejnym żywiołem - wodą.

Licznik ofiar pożarów zatrzymał się na tę chwilę na 85. W szpitalach nadal pozostaje około 60 osób, dziesięć z nich jest w stanie ciężkim. 

Nadal identyfikowane są osoby tragicznie zmarłe, w okolicy Rafiny prowadzona jest akcja poszukiwania zaginionych. Bierze w niej udział wojsko, straż przybrzeżna, strażacy i dziesiątki ochotników. Służby szacują, że liczba ofiar będzie jeszcze rosnąć. 

Osoby, które ocalały z płomieni, opowiadają, że dramat rozegrał się nie tylko na lądzie, ale także później w morzu. Ludzie pływali nawet pięć godzin w oczekiwaniu na pomoc. Wokół płonęły kawałki drzew, które spadały do wody.

W Grecji obowiązuje trzydniowa żałoba narodowa, którą ogłosił premier Aleksis Tsipras.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy