Reklama

Reklama

Granica z Białorusią. Dlaczego Polska nie korzysta z pomocy Frontexu?

Dlaczego Polska nie korzysta ze wsparcia Frontexu w rozwiązaniu kryzysu na granicy z Białorusią? Według nieoficjalnych informacji, Unia Europejska chce obecności funkcjonariuszy tej unijnej agencji na granicy polsko-białoruskiej. Politycy obozu rządzącego odnieśli się do tych przecieków, podkreślając, że na razie Polska nie potrzebuje pomocy Frontexu na granicy.

UE chce Frontexu na granicy z Białorusią

Na stanowisko UE miały wpłynąć niedzielne doniesienia Straży Granicznej. Poinformowano wówczas o znalezieniu w pasie przygranicznym zwłok osób, które przedostały się przez granicę. Po polskiej stronie znaleziono zwłoki trzech migrantów, a z tego co wiadomo polskiej SG, po stronie białoruskiej znaleziono zwłoki jednej osoby - kobiety.

Z nieoficjalnych informacji uzyskanych przez stację RMF FM wynika, że Unia Europejska - po doniesieniach o śmierci migrantów - chce obecności Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex) przy granicy Polski z Białorusią. Według RMF FM Frontex wyraził gotowość do udzielenia pomocy w ochronie granicy.

Reklama

Bez Frontexu na granicy. "Radzimy sobie sami"

Dlaczego Polska jeszcze nie zdecydowała się na pomoc Frontexu? Zdaniem wiceszefa MSWiA Bartosza Grodeckiego, Polska ma siły i środki, aby samodzielnie zabezpieczyć granicę polsko-białoruską.

- Zaangażowane zostały duże siły i środki, większe niż mógłby zapewnić Frontex - zaznaczył Grodecki. Dodał też, że do tej pory nie było oficjalnej propozycji KE odnośnie pomocy Frontexu.

Grodecki przypomniał też ostatnią wypowiedź szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, który zapewnił, że w najbliższych dniach około 500 żołnierzy zostanie oddelegowanych do ochrony granicy. Dodatkowo Podlaski Oddział SG ma otrzymać w środę osiem nowoczesnych samochodów.

Do sprawy odniósł się także prezydencki minister Andrzej Dera. Pytany, dlaczego Polska nie poprosiła o pomoc Frontexu, odparł, że "radzimy sobie póki co sami".

- Natomiast problem narasta. A do czego może doprowadzić takie beztroskie otwieranie granic, to się Unia Europejska przekonała w roku 2015. Nagle się okazało, że zamachy są, że mamy terroryzm wzmocniony. Bo niestety w takich sytuacjach bez kontroli, bez nadzoru do tego dochodzi. I Unia zmieniła swoje stanowisko. Powiedziała: nie, trzeba chronić swoje granice. I my to robimy - argumentował.

Czytaj też: Granica polsko-białoruska. Rekordowa liczba prób nielegalnego przekroczenia


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje