Reklama

Reklama

Granica polsko-białoruska. Zagraniczne media o kryzysie migracyjnym

Kryzys na granicy polsko-białoruskiej osiągnął punkt wrzenia, a Alaksandr Łukaszenko zaprzecza informacjom o zwabieniu migrantów na granicę - relacjonuje brytyjskie BBC. Niemiecka gazeta "Die Welt" podkreśla z kolei, że w obliczu narastającego kryzysu kanclerz Angela Merkel została pierwszym przywódcą państw UE, który rozmawiał z Łukaszenką od czasu sfałszowanych wyborów prezydenckich. Komentator we francuskim "Le Monde" zauważa, że kryzys migracyjny "popycha 27 państw Wspólnoty do zjednoczenia się z populistycznymi konserwatystami rządzącymi w Warszawie".

BBC relacjonuje, że od miesięcy tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci gromadzi się na zachodniej granicy Białorusi. Jak podkreślono, reżim Łukaszenki jest oskarżany o wypychanie migrantów, głównie z Bliskiego Wschodu, na granicę w celu destabilizacji Unii Europejskiej.

"Długoletni autorytarny przywódca Białorusi Alaksandr Łukaszenka wielokrotnie zaprzeczał zwabieniu migrantów na granicę w odwecie za unijne sankcje UE" - napisano w relacji z polsko-białoruskiej granicy. 


Jak podkreślono, kryzys na granicy osiągnął punkt wrzenia we wtorek, kiedy to polskie siły użyły gazu łzawiącego i armatek wodnych, aby odeprzeć migrantów próbujących przedostać się do kraju.

Reklama

ZOBACZ: Rzucali kamieniami w polskich policjantów. Mieli mundury

Migrant ma żal do Polski

"New York Times" przywołuje relację jednego z migrantów na granicy. Powiedział, że białoruscy funkcjonariusze bezpieczeństwa wszczęli bójkę, mówiąc migrantom, którzy utkwili w obozie, że "nacjonalistyczny rząd w Warszawie nigdy ich nie wpuści, chyba że zostanie do tego zmuszony".

Migrant obwiniał także Polskę o to, że determinację w oporze przeciw napływowi cudzoziemców przedłożyła ponad życie zdesperowanych ludzi. - Staliśmy się piłką w ich wielkiej politycznej grze - powiedział.

Paweł Jabłoński: To nie są uchodźcy

Wiceszef polskiego MSZ Paweł Jabłoński został zapytany na antenie CNN o to, czemu polskie służby użyły armatek wodnych i gazu łzawiącego wobec migrantów. Wiceminister argumentował, że osoby na granicy rzucały w Polaków kamieniami i że nie są oni uchodźcami, ponieważ nie pochodzą z państw, w których toczy się wojna. 

- Zostają zwabieni do UE w fałszywej nadziei. Nie możemy na to pozwolić - dodał.

Zieloni krytykują Merkel

Niemiecka gazeta "Die Welt" informuje z kolei, że oprócz rannych funkcjonariuszy polskich służb poszkodowani są także migranci będący po stronie białoruskiej. Jak napisano, około 20 z nich zostało poddanych leczeniu. Pięciu z nich zostało objętych opieką z powodu problemów ze wzrokiem lub trudnościami z oddychaniem.

Jak podkreślono, kanclerz Angela Merkel była pierwszą zachodnią szefową rządu, która rozmawiała telefonicznie z Łukaszenką od czasu wyborów prezydenckich w 2020 roku - ich oficjalnych wyników nie uznają państwa UE. Zieloni skrytykowali ten telefon jako "niszczący sygnał" - relacjonuje gazeta. Według polityków tej partii ruch niemieckiej kanclerz de facto sprawił, że Łukaszenka osiągnął uznanie Zachodu jako głowa państwa.

ZOBACZ: Wójt Kuźnicy: Takiej sytuacji tu jeszcze nie było

"Widać kontrast w porównaniu z 2015 r."

Jacques Rupnik, specjalista ds. Europy Środkowo-Wschodniej stwierdził we francuskim "Le Monde", że "nacisk migracyjny na granicy polsko-białoruskiej popycha 27 państw do zjednoczenia się z populistycznymi konserwatystami rządzącymi w Warszawie".

Jak stwierdził, widać jednak kontrast w porównaniu z kryzysem w 2015 roku, kiedy Węgry Viktora Orbana zbudowały ogrodzenie na granicy z Serbią, aby zablokować to, co węgierski premier nazwał "inwazją" migrantów. "Europa była wówczas głęboko podzielona w tej kwestii" - wskazał.

"Konserwatywny rząd w Warszawie nie przegapił okazji, by wykorzystać kryzys na swoją korzyść zarówno na poziomie krajowym, jak i europejskim" - ocenił.

Rosyjska agencja informacyjna RIA Novosti przywołuje z kole historię fotoreporterów zaatakowanych na granicy. Rzecznik 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej powiedział w rozmowie z Interią, że sprawa ta jest "fake newsem". W swoim tekście Rosjanie poświęcają niewielką wzmiankę na komentarz służb.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL