Reklama

Reklama

Francuska baza rosyjskich agentów. Tak działali specjaliści od tajnych zabójstw

Takiej nagonki na rosyjskich agentów jeszcze nie było. Brytyjczycy, Francuzi i Szwajcarzy – z istotnym wsparciem Amerykanów – nakryli oficerów GRU, którzy od 2014 do końca 2018 roku wyspecjalizowali się w dyskretnych zabójstwach. Albo mniej dyskretnych. Na liście jest piętnastu szpiegów. Ich bazą była francuska Górna Sabaudia, tuż przy granicy ze Szwajcarią.

Tajna jednostka miała symbol 29155 i była złożona z oficerów wywiadu wojskowego (GRU). Cel? Operacje na terenie Europy. Bardzo różne. W Mołdawii w 2014 roku chodziło o kampanię, która miała zdestabilizować kraj w czasie rozmów o umowie stowarzyszeniowej z Unią Europejską. W tym samym czasie była też (nieudana) próba otrucia w Bułgarii producenta broni Emiliana Gebrewa, uważanego za zagrażającego interesom Kremla.

W latach 2017-2018 inna kampania została rozpętana w Czarnogórze, w czasie, gdy kraj ten prowadził negocjacje o wstąpieniu do NATO.

Do najbardziej znanej akcji doszło jednak w Wielkiej Brytanii, gdzie rosyjscy agenci próbowali otruć Siergieja Skripala, byłego rosyjskiego szpiega, który przeszedł na drugą stronę. I właśnie ta operacja - przeprowadzona w marcu 2018 w brytyjskim Salisbury, choć zakończona ostatecznie niepowodzeniem, bo Skripal wrócił do zdrowia - spowodowała nadzwyczajną mobilizację służb brytyjskich, francuskich i szwajcarskich.

Reklama

Jak się okazało, piętnastu rosyjskich agentów, znanych teraz z imienia i nazwiska - choć, jak ujawnia "Le Monde", to mogą być fałszywe tożsamości, pod którymi działali - miało swoją bazę we francuskiej Górnej Sabaudii - w miastach Annemasse, Evian i Chamonix. Przybywali z całej Europy - z Moskwy, z Londynu, z Hiszpanii. Lądowali na lotnisku de Gaulle’a w Paryżu, w Lyonie, także w Nicei. Przed przyjazdem do "bazy" często korzystali z jednego z hoteli w Cannes na Lazurowym Wybrzeżu albo w Genewie.

Prowokacja, która uruchomiła lawinę

Wszyscy mieli być powiązani z wywiadem wojskowym, który w czasach zimnej wojny szkolił m.in. komunistyczne partyzantki w różnych rejonach świata, natomiast w ostatnich latach tajne operacje miały koncentrować się najczęściej na sabotażu albo nawet dyskretnych zabójstwach niewygodnych osób.

Operacja ze Skripalem, na terenie Wielkiej Brytanii, została jednak uznana za poważną prowokację ze strony rosyjskich służb. Dlatego, że po raz pierwszy od zakończenia wojny na terenie Europy został w taki sposób użyty środek chemiczny, stanowiąc realne zagrożenie dla ludzi. Co więcej, niebezpieczny materiał toksyczny, który miał otruć byłego szpiega, został potem podrzucony do jednego z parków. Po kilku tygodniach zmarła postronna osoba, która miała z nim kontrakt, inni znaleźli się w szpitalu.

To wtedy do akcji wkroczyły służby brytyjskie, francuskie i szwajcarskie, przyglądając się dokładniej osobom, które mogły być z tym powiązane. Niektóre nazwiska - Aleksandra Miszkina (alias Aleksander Petrow), Anatolija Czepigi (alias Rusłan Baszirow) albo jeszcze Denisa Siergiejewa (alias Siergiej Fiedotow) - wypłynęły już wcześniej, w angielskim portalu śledczym Bellingcat, potem kolejne rewelacje ujawniały inne media: "The Insider", "Der Spiegel" oraz "Le Monde".

Dzisiaj wiadomo, że zostało zidentyfikowanych piętnastu agentów, biorących udział w specjalnych "brudnych" operacjach.

RP

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy